Blog > Komentarze do wpisu

Stephen Hawking - Wielki Projekt. Recenzja na konkurs Bloxa

    "Szanowny panie, ta hipoteza jest zbędna"
    To zdanie, to podobno odpowiedź Laplace`a na pytanie Napoleona o miejsce Boga w naukowym obrazie świata. To jednocześnie streszczenie książki "Wielki Projekt" Stephena Hawkinga.
     Dawno mi się to nie zdarzyło. Mimo pilnych zajęć i naglących terminów, nie byłem w stanie się oderwać, a po ostatniej stronie uczucie niedosytu było wręcz mdlące. Oto w zasadzie dziełko popularno - naukowe z dziedziny fizyki współczesnej, ale będące ontologicznym przewodnikiem w stanie czystym. Nie można bowiem stawiać hipotez o powstaniu i mechanizmach wszechświata ot tak - implikują bowiem odpowiedzi na pytania o sens istnienia i Hawking tego nie ukrywa. Nie uchyla się od konsekwencji.
     Wbrew opiniom o przystępności wywodu, nie jest to lektura łatwa. Przeczytać szybko można to na dwa sposoby - albo jest się samym Hawkingiem, albo przynajmniej jakimś Feynmanem i wtedy sens poszczególnych twierdzeń jest od razu jasny (taki Einstein się w fizyce kwantowej pogubił), albo prawdziwość niektórych dowodów trzeba przyjmować na wiarę. Ja kiedyś bawiłem się matematyką pola wektorowego, a wykłady Feynmana z fizyki czytałem do poduszki, ale na czym polega na przykład matematyczna konieczność istnienia jedenastu wymiarów przestrzeni, nie wiem za cholerę. Nie warto więc wnikać, jak się ma Teoria Strun do Wielkiej Unifikacji, ale warto wiedzieć, co wynika z tego, że się jednak jakoś ma. Bo po tej lekturze mamy szanse wyjść z poukładanym obrazem obecnego stanu fizyki teoretycznej, na poziomie ogólności dostępnym dla laików.
     Bez tego nie sposób dyskutować o istnieniu Boga.
     Newsweek zatytułował jedną z recenzji tej książki "BOGA NIE MA". Ale to nie tak. Hawking o istnieniu Boga wprost nie przesądza. On tylko mówi, że go nie potrzebujemy, by wyjaśnić Świat. To nie wielki, inteligentny projekt, powołany dla naszej egzystencji, ale suma przypadków i takich a nie innych fizycznych praw. Istniejemy, bo warunki na to pozwoliły - jedna z biliona możliwości okazała się korzystna. To przestaje być hipotezą, a staje się pewnikiem - śladów boskiej interwencji nie ma. Teologowie wycofują się z kolejnych pozycji, a ściana coraz bliżej.
     Sporo możemy też dowiedzieć się o światku fizyków teoretycznych. Hawking jest rzecznikiem M-teorii - czyli próby Wielkiej Unifikacji. Inaczej Teorii Wszystkiego. Ten Święty Graal zdawał się jeszcze parę lat temu na wyciągnięcie ręki, ale wraz z kolejnymi odkryciami znów się pokiełbasiło. Dziesięć tysięcy najbystrzejszych facetów na Ziemi (i z setka kobiet) chce jednak wiedzieć za wszelką cenę i obsesyjnie. Nie wiem, jakie cudowne bronie i nowe technologie obiecali politykom w zamian za miliardy na Wielki Zderzacz Hadronów, ale to pewne, że bez wahania sprzedadzą duszę nieistniejącemu diabłu za ostateczne rozwiązanie. Po tej książce bardziej rozumiem dlaczego.
     Książka zaczyna się niezręcznym wstępem i w płynną narrację wchodzimy dopiero po kilku stronach. Ale warto, jak rzadko kiedy, przez to przebrnąć.
               
                Tytuł oryginału - THE GRAND DESIGN
                Wydawnictwo ALBATROS 2011 (oprawa twarda)
piątek, 06 maja 2011, starszy58

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
NAPISZ DO MNIE
Email me