Blog > Komentarze do wpisu

Frankowicze. Historia z życia

    Kiedy powiedziałem ostatnio znajomemu, że nie znam żadnego głosującego na PiS frankowicza, on zaoponował. "A Iksińscy? Przecież oni przez te franki nawet za Dudą agitowali."

    Nie wiedziałem. Ale historię ich długu znam. Byłem przy tym.

    Założenia były spoko. Funkcjonalne 140m2 w miłej typówce z dwuspadowym, blaszanym dachem, budowane na dziedziczonej działce. Rozsądna alternatywa dla własnościowego mieszkania, czy wynajmu. Coś szyte na iksińskich finansową miarę i tanie w adaptacji. Jakieś sto dwadzieścia, sto czterdzieści tysiów, jak się ściskać. No to poszli po kredyt. I teraz i wtedy banki takich jak oni kochają. Para korpoludków średniego szczebla z jednym dzieckiem i spłacających regularnie karty. No i gdy Iksińska zobaczyła wycenę ich zdolności kredytowej, oczko temu misiu się błysło. Obłożyła się katalogami, odwiedziła wszystkie pobudowane koleżanki, wysłuchała starannie opinii wszystkich niepobudowanych. I starannie zignorowała zdanie rodzonej matki. W efekcie zamówiła projekt nowoczesnej, przypominającej barak dwustupiędziesięciometrowej hanchary, przeszklonej i wykończonej wielką szarą płytą elewacyjną. Oczywiście cudo do posiadanej działki nie pasowało. Po pierwsze była za mała, po drugie za płotem był kurnik, a po trzecie trzy domy dalej sąsiad trzymał krowę. Na szczęście parę kilometrów dalej znalazło się świeżo odrolnione 1000m2 w okazyjnej cenie, do tego pod lasem. Obiekcje Iksińskiego Iksińska spacyfikowała mieszaniną focha oraz seksualnego przekupstwa i inwestycja ruszyła.

   Iksiński, człowiek spokojny, pozbierany i rozsądny (przynajmniej dopóki Iksińska nie ściągnęła majtek), fazę stanu surowego przeprowadził sprawnie. Poniosło go tylko w sprawie pompy ciepła, bo naganiacz był naprawdę przekonujący. Trochę się Iksiński zmartwił, gdy mu wyliczyłem, że te pięćdziesiąt kawałków i za trzydzieści lat mu się nie zwróci, ale było po fakcie i pocieszał się ekologicznością wydatku. No bo przecież buduje się na całe życie. Wykończenie wzięła w swoje ręce inwestorka. Robiła piekło kolejnym fachowcom i szalała. Zamiast parapetów z konglomeratu poszedł bajerancki marmur, a sam blat z indyjskiego granitu (prawda, że pięknego) na kuchennej wyspie kosztował piątkę. Nudny gres został zastąpiony hiszpańskim wynalazkiem metr na metr, koszmarnym w układaniu i pewnie koszmarnym w utrzymaniu, bo porowatym. Oczywiście deska barlinecka zamiast paneli, komplet dizajnerskich lamp i kolorystyka wg drogiego projektu modnej wnętrzarki. Kominek z płaszczem wodnym wyniósł umiarkowane dwadzieścia parę, ale praktycznie nie był używany nigdy, bo iksińską irytuje popiół w salonie i brudząca się szyba. No ale buduje się na całe życie.

   W każdym razie nie wymiękli i doprowadzili rzecz do końca. No i oprzytomnieli. Negocjacje z firmą ogrodniczą zerwali, zadowalając się trawnikiem na całości i własnoręcznie sadzonymi iglakami z OBI.

   Teraz sprawy mają się tak. W podwójnym garażu stoi stara Fabia i psująca się wiecznie kosiarka. Razem z Iksińskimi mieszka matka Iksińskiej. Zajmuje się dzieckiem, gotowaniem obiadów i doprowadzaniem do nerwicy Iksińskiego. Ale ta dobra kobieta płaci też od czasu do czasu ze swojej emerytury rachunki za prąd, więc Iksiński nie śmie bałaknąć. Ponoć Iksiński dostał znakomitą ofertę pracy we Wrocławiu. Musiał ją odrzucić, bo "budowanego na całe życie" domu nie sposób na dołku sprzedać przynajmniej tak, by wyjść na zero. 

   Temu wszystkiemu nie franki są winne przecież. Franki tylko pozwoliły fałszywie ocenić długofalową zdolność kredytową. Resztę zdziałała nieśmiertelna babska głupota i luki w męskiej inteligencji spowodowane odpływem krwi z mózgu w inne części ciała. Winny jest też głupi optymizm, napędzany wzrostem na kredyt. No i jakośtobędzizm. Jednostka chorobowa typowa dla pokolenia kart kredytowych.

   Teraz Iksińscy czują się lepiej, bo mają na kogo zwalić. Banki ich oszukały, a na dobitkę PiS ich wychędożył. Może nawet pojadą protestować do Warszawy przed pałac. Pewnie kręcą się też przy pozwach zbiorowych i użalają w towarzystwie podobnych im głupków. Jednego nie robią na pewno. Nie patrzą w lustro.


   Tekst ten dedykuje wszystkim, którym operacja kredytowo - mieszkaniowa się udała, bo dobrze liczyli i zachowali rozsądek. Tak to się robi. 

   No i oczywiście Marzateli, która robi remont. Powiodzenia Marzenko:)



czwartek, 16 lutego 2017, starszy58

Polecane wpisy

  • Jak uszczęśliwić kota

    Faktura na "Podstawę słupa wbijaną 100/100" na sumę 162.60 znajdowała się w stanie nie do przyjęcia przez najbardziej tolerancyjnego księgowego. Mimo to mały wr

  • Chwila przyjemności

    Napawam się. Przeskakuję z jednego pisowskiego forum na drugie i wsłuchuję się w kociokwik dobrozmianowców. To dobry moment, bo prezes jeszcze nie wyszedł z szo

  • Sąd Najwyższy - Sąd Ostateczny

    Zasypała mnie córka filmikami (dwoma) z wczorajszej demonstracji w Wawie. Spontaniczna akcja po miesiącach posuchy naprawdę imponuje liczebnością. Zapchane Krak

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Frankowicze - też z życia z To mój kraj.
Na blogu Starszego pojawiła się notka z życia na temat frankowiczów: Frankowicze. Historia z życia Zachęcam do przeczytania - ciekawa historia. Podłączając się pod temat - też opiszę znaną mi historię frankowiczów, oczywiście tez z życia wziętą. ... »
Wysłany 2017/02/16 22:18:09
Komentarze
2017/02/16 07:25:14
No sorry, nie byłam i nie jestem żadnym frankowiczem. Remont robię po kawałku, więc pewnie mi się przeciągnie w czasie, ale są szanse, że nie zbankrutuję. No i przede wszystkim - nie szaleję. Wprawdzie uznaję zasadę, ze jestem za biedna, aby kupować byle co, ale cena ma znaczenie. Nie wybieram tego, co najtańsze, ale na górną półkę cenową nie zaglądam. No i jestem odporna na wszelkie reklamowane "szuflady z cichym domykiem" itp.
No dobra, nowy sedes ma deskę wolno opadającą....
Ekipa wchodzi w przyszły poniedziałek. Na tydzień - robią łazienkę i toaletę, kompleksowo. Drugi etap (kuchnia) pod koniec marca. Nie wiem jak to wygląda w innych częściach kraju, ale w Gdańsku popyt na usługi remontowe jest duży, a terminy - kilkumiesięczne. Udało mi się trochę po znajomości wybłagać jakieś okienka w terminarzu. Ekipa podobno dobra i solidna, choć też nie najtańsza.

A w ogóle to też znam taki przypadek frankowiczów. Zainspirowałeś mnie, więc też opiszę.
-
2017/02/16 09:55:43
@marzatela
Tydzień? No, no.. Napisz, jak się uda. W takim remoncie jest bardzo niefajny moment, średnio trwający trzy dni, gdy starego kibla już nie ma, a nowego nie ma jeszcze. Oj jak się wtedy wszystko wszystkim dłuży. Zresztą wszystko jest niefajne. Warto się czasowo wyprowadzić. A cykl "Prawdziwe historie frankowiczów" byłby bardzo pouczający.
-
2017/02/16 10:55:32
@Starszy
Dotknąłeś czułego punktu - obmyślam strategię na te dni :)
-
2017/02/16 11:37:34
W sumie mogę się wypowiadać jako frankowicz obecny. Jak brałem kredyt to rata zżerała mi połowę dochodów. Teraz jakąś 1/3. Jakoś nie kusiło mnie zadłużanie się pod kurek choć nie ukrywam że szoków w postaci wzrostu kursu o 50 g w dwa dni z lubością nie przyjmuję. Zwłaszcza że zawsze trafiają się tuz przed terminem raty. Problemy mam dwa. Pierwszy to te nagłe wzrosty kursu i z radością przyjąłbym jakąś propozycję węża walutowego co systemu bankowego by nie załamało a mi nieco obniżyło ciśnienie. Drugi to niesprzedawalność nieruchomości. Tzn. za jakieś 5 lat jak sprzedam to wyjdę na zero i mogę zaczynać od początku a to nie jest fajne. Na razie nie mam pomysłu ale głodem tez nie przymieram.
-
2017/02/16 17:00:03
Coś jest w tym prawdziwego. Mój przyjaciel był jednym z pierwszych frankowiczów. Uważał się za uprzywilejowanego. Znajomy dyrektor banku zaproponował po znajomości... Powiedziałem, że w ten sposób stał się spekulantem dewizowym i zapytałem, czy się na tym zna. Wspomniałem, że zajęcie jest dosyć ryzykowne i nawet fachowcy regularnie tracą. Oczywiście jak to między Polakami bronił zaciekle swojej decyzji przede wszystkim legendą o sile franka ze Szwajcarii i Szwajcarów w ogóle, itd.

Kiedy przyjechałem kolejny raz jego żona i dzieci spoglądały na mnie wrogo. Okazało się, że mój przyjaciel jednak poważnie potraktował moją propozycję i postanowił szwajcarski dług spłacić w ciągu krótkiego czasu, co odbiło się drastycznie na poziomie życia rodzinnego. Małżonka uznała, że ja z zazdrości o jej piękny dom takie bzdury podsunąłem jej mężowi., a przecież tyle super okazji... kafelki po znajomości, super telewizor po znajomości,... okazja prawie nieużywany samochód z Niemiec...

Przyjaciel, rzeczywiście dług spłacił bardzo szybko i rzeczywiście zarobił na spekulacji. Kiedy franek zaczął się podnosić rodzina przyjaciela zaprzyjaźniła się ze mną powtórnie.
-
2017/02/17 07:58:41
Starszy, nie tylko tacy Iksińscy brali kredyty we Frankach. Dobrze pamiętam tamten czas i przeliczniki, a także przekonywanie bankowców. Nie jestem specjalnie wyrywna, jeśli o super okazje chodzi, ale o mało sama nie wzięłam takiego kredytu. Wtedy wierzono, że powiedzenie "masz to jak w banku" ma zupełnie inne znaczenie, niż dziś. Dopiero uczyliśmy się rynkowych reguł gry.
-
2017/02/17 11:07:32
@marchewa
Wzrost kursu zderzył się z dołkiem na rynku i gdyby trzymać się reguł, powinniśmy mieć wysyp przyspieszonych windykacji, bo nieruchomości przestały zabezpieczać kredyt. Nic takiego nie nastąpiło, bo w bankach nie siedzą idioci wbrew pozorom. Niemniej w przypadku wydarzeń losowych sytuacja robi się kiepska. Normalnie ludzie płaczą a spłacają i można udawać, że jest OK.
Wiem o gościu, który za franki postawił osiedle. Na razie sprzedaje mieszkania i dług obsługuje. Ale nieuchronnie zbliża się moment, kiedy mieszkania się skończą, a raty zostaną. Wszyscy o tym wiedzą, łącznie z bankiem. To oczekiwanie na nieuchronną katastrofę, to taka współczesna tragedia grecka.
-
2017/02/17 11:11:05
@danek
To dowodzi, że ktoś o trzeźwym spojrzeniu i twardym charakterze może w te klocki grać. Słabiaki sami proszą się o nieszczęście.
-
2017/02/17 11:27:09
@avianca
Ludzie skuszeni darmowym obiadem i prezentami idą na prezentację i wychodzą z garnkami za piątkę, lub kołdrą antyalergiczną za trójkę. Albo inwestują w złoto za pośrednictwem cwaniaczka, półanalfabety. Czy są normalni? Jasne. Po prostu fachowcy dobrali do nich klucz. Czy są żałosnymi głupcami? Jak najbardziej.
Na studiach dorabiałem graniem w brydża na pieniądze. Wygrywałem, bo zawsze liczyłem i grałem konsekwentnie na prawdopodobieństwo. Tych, co odchodzili z płaczem nie żal mi do dziś. Nie graj, jak nie potrafisz.
-
2017/02/17 12:32:19
@starszy
"Nie graj, jak nie potrafisz."
Kusi mnie żeby powiedzieć że z tym swoim Schadenfreude możesz się schować. Ale widzisz z tymi moimi frankami jest tak jak z twoją Nowoczesną. Jako zaangażowani nie mamy trzeźwej oceny. Tyle że nas frankowiczów jest więcej niż tych co zaufali narcyzowi z kryzysem wieku średniego ;).

Problem frankowy trzeba będzie rozwiązać. I kredytobiorców i banki musi zaboleć. Niestety za problem franki uważa w tej chwili tylko PiS. Cóż opozycjo, błąd. To twój elektorat jest umaczany i to wasz problem.
-
Gość: Akston, *.dynamic.chello.pl
2017/02/17 13:16:07
@ marchewa79

za radykalne rozwiązanie problemu frankowiczów zapłaciłby system bankowy, którego użytkownikami są wszyscy wyborcy (i nie-wyborcy) i PiSu, i opozycji. oczywiście nie można wykluczyć, że Jarek, dla którego złożenie gospodarki na ołtarzu własnych frustracji nie stanowi problemu, zdecyduje się ulżyć frankowiczom, kosztem rozwalenia systemu bankowego. dał nam zresztą przykład (jak, nie przymierzając, Bonaparte) poświęcając dobrze ponad 1/3 Bankowego Funduszu Gwarancyjnego na wypłaty deponentom upadniętych SKOKów.

ratowanie frankowiczów byłoby płaceniem za ich beztroskę i chęć zjedzenia ciastka na cudzy koszt - przez tych, którzy nie zdecydowali się na tak ryzykowny krok. to bardzo w duchu rozmaitych socjalistów (czy to narodowych, czy innych), którzy uważają, że nikt nie powinien mieć możliwości ucieczki od konsekwencji ich własnych błędów.

liberałowie dla odmiany uważają, że za własne błędy trzeba płacić samemu. bo to i słuszne, i sprawiedliwe, i na dłuższą metę wszystkim wyjdzie na zdrowie.
-
2017/02/17 17:36:04
Tobie nikogo nie jest żal. Wszyscy tak w Nowoczesnej mają?
-
2017/02/17 18:37:51
@avianca
W pewnym momencie mojego życia przestałem się użalać nad sobą. To wiele zmienia. Zaczynają irytować ci, co wszystkie swoje nieszczęścia zrzucają na świat, który się na nich uwziął.
-
2017/02/17 22:52:11
Frankowicze płaczą bo pogorszyło się LTV.
Niech policzą NPV z dokonanych i przyszłych spłat swojego frankowego kredytu (rata + odsetki), policzą NPV dla sytuacji gdyby wzięli kredyt w PLN.
Poczują się lepiej. Nie jest tragicznie.
-
2017/02/18 02:00:04
@krzysztof
I tak i nie. Owszem. koszt wychodzi porównywalnie, ale wielu przeszarżowało p teraz płacą od większej sumy.
-
2017/02/18 02:00:19
@krzysztof
I tak i nie. Owszem. koszt wychodzi porównywalnie, ale wielu przeszarżowało p teraz płacą od większej sumy.
-
2017/02/20 11:42:34
@starszy
Na przeszarżowanie=emocje nie ma lekarstwa oprócz rozsądku osób bliskich lub głosu doradcy finansowego nie będącego stroną transakcji kredytowej.
W przypadku frankowiczów są dwie sytuacje, kiedy banki zachowały się nieuczciwie w stosunku do klientów:
1) stosowane kursy wymiany,
2) udzielenie kredytu frankowego, klientowi który przyszedł do banku po kredyt złotowy, szczególnie w sytuacji gdy klient nie miał zdolności kredytowej na kwotę kredytu w PLN.

Przykład przez ciebie opisany jest blisko przypadku drugiego, sprzedawca w banku wyliczył maksymalną kwotę kredytu we frankach i klienci połakomili się gdyby wyliczył im max. kredytu w złotych prawdopodobnie starczyłoby jedynie na domek 140 m2 z dwuspadowym dachem.
-
Gość: Naiwne pytania, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/03/11 14:49:07
swietny wpis
-
2017/03/14 00:10:12
Bardzo ciekawe, że w szczytowym momencie szału na franki (2006-2008) też rządził PiS i da się nawet znaleźć wypowiedzi jak czołowi politycy krytykują KNF za próbę ograniczenia frankowych kredytów. Ale ludzie, a zwłaszcza frankowicze mają krótką pamięć...
NAPISZ DO MNIE
Email me