środa, 18 października 2017

    Irytują mnie.

    Raz, że zapierają się polityki, jak żaba błota. Sorki państwo doktorostwo, ale sformułowaliście mocarny postulat budżetowy, a w demokracji nie ma bardziej politycznej dziedziny niż budżet. Opozycja może, powinna, a nawet ma obowiązek wyrazić swoje zdanie. "Bo my nie jesteśmy przeciwko PiS". Poważnie, czy jaja sobie robicie? Właśnie przystawiliście pisowskiemu rządowi pistolet do głowy, jakbyście nie wiedzieli. Nie mają czterdziestu miliardów, żeby wam zatkać "zdradzieckie mordy" i nie zanosi się żeby mieli. Ani nawet tych marnych trzydziestu. A Morawiecki z propagandą sukcesu grubo przedobrzył. Lud jest skołowany.

   Dwa, to ten niby strajk głodowy. Rotacyjny. To moiściewy nabijanie się z prawdziwych głodówek, gdzie ludzie naprawdę wkładają do puli własne życie. Bo tym strajk głodowy jest. Szantażem wobec decydentów, przedłużonym w czasie samobójstwem. Krzykiem rozpaczy - "Ustąpcie, albo mnie zabijecie". Doktorki ryzykują jedynie, że ich zemgli.

   Kto wie, czy najbardziej nie irytuje mnie to, że to może się udać. Że narodowo - socjalistyczny rząd, który rozłożył już sądy, armię i środowisko, a zabiera się za wybory i wolność słowa, wyłoży się banalnie jak wszyscy na medykach. Bo mają młodzi po swojej stronie emocje, mają obiektywnie rację i ta racja jest zrozumiała dla ludu. A Jedynie Słuszna Partia nie ma kasy, a jej pomysły na kontrpropagandę są głupie i toporne.

   Opozycja dostała od rezydentów dar. Ale strzeżcie się takich prezentów. Jak wygracie wybory, to to będzie wasz deficyt i wasz problem. Już klepnęliście 500+ i nowy wiek emerytalny. Dołóżcie te 6.8 PKB na medycynę i PiS zza grobu was ukatrupi. Nadsuweren wam nie daruje, bo bezlitosny jest. Nadsuweren nazywa się MATEMATYKA.



17:43, starszy58
Link Komentarze (24) »
wtorek, 19 września 2017

    Najpierw mała rachunkowa symulacja. Załóżmy, że w chwili wprowadzenia obowiązkowych szczepień zapadalność na zwalczane choroby dobijała do 10%, a powikłania poszczepionkowe dotyczyły promila szczepionych dzieci. W takiej sytuacji tylko szaleniec byłby przeciw szczepieniom (byli tacy), bo kto nie stawia na stokrotnie większe prawdopodobieństwo. No i akcja szczepień odniosła światowy sukces. W efekcie zapadalność spadła do ułamka promila, a niektóre choroby w krajach cywilizowanych całkiem zniknęły. No ale poziom powikłań pozostał mniej więcej taki sam. I w loterii życia się pokićkało. Dobrowolna zgoda na szczepienia wymaga postawienia teraz na gorsze prawdopodobieństwo. Promilowe, ale jednak. 

   Trudno mi w takiej sytuacji odmawiać antyszczepionkowcom  pewnej racjonalności. Owszem, ich działania są antyspołeczne i egoistyczne. Bez szczepień epidemie nieuchronnie powrócą. Ale powiedzmy sobie jasno. Jeżeli rzecz dotyczy własnych dzieci, olewanie dobra społecznego  jest co najmniej zrozumiałe.

   No ale walić racjonalność. To nie przez nią szczepionkowcy są w odwrocie. Przyczyny są dwie - jedna to internet. Nic prostszego, niż podjudzić kogoś roztrzęsionego porodową traumą jednostkowymi przykładami. Można na przykład dowodzić, że każde dziecko z zespołem Downa było szczepione, a z tych nieszczepionych prawie żadne. To takie sprytne oberkłamstwo statystyczne, ale na tyle złożone, że przekonywujące słabe umysły. Wiecie, bardziej przemawia do ludzi fakt, że sędzina ukradła batonik, niż to że 99.9% sędziów niczego nie ukradło. Cała antyszczepionkowa propaganda mniej więcej taka jest.

   Drugą przyczyną są sami medycy. Są jacy są. Z jednej strony prawie boska władza nad pacjentem, a z drugiej bezsilność wobec śmierci uczyniła z nich en mass arogantów i cyników, a psychopatyczne skłonności niektórych wzmocniła. Od dawna nie chce się im niczego tłumaczyć. Sukcesy przypisują własnej genialności, a klęski (nawet zawinione) niefartowi i czepialstwu ignorantów. To dokładnie tak, jak we wszelkich innych zawodach, tylko bardziej. I więcej z tego wynika nieszczęścia. Ludzie generalnie nie nadają się na bogów. A jeżeli przemielić człowieka morderczymi studiami i potem niewolniczym stażem, to wyjdzie bóg deczko popaprany.

   I teraz zderzmy przejmujących się rodziców, którzy przygotowując się na dziecko pomalowali pokój, nakupili różności i przeczytali wszelkie dostępne fora, ze zmęczonym chamem w białym kitlu, który traktuje tych ludzi jak bezrozumne śmiecie. I mamy historię z Białogardu. Sąd z marszu? Bez rozmowy i psychologa? Czy tych debili całkiem pogięło?

   Teraz opozycyjne fora się nad uciekinierami z Białogardu znęcają (wina GW - tak droga gazeto), a fora pisowskie coraz bardziej biorą ich w obronę. Mamy kolejny front. I kolejny atak Ciemnogrodu na zachodnią cywilizację. Medycy dopiero teraz się połapali, że w ich delikatnej dziedzinie PR się liczy. Może nawet bardziej niż wiedza. Umieranie to trudna sprawa. A tym jest medycyna - odsuwaniem nieuchronnej śmierci.

   Racjonalna część mnie widzi antyszczepiokowy bezsens i sens szczepionkowego przymusu. Ale doskonale pamiętam moją przemożną chęć lania w parszywą mordę jednego medyka. I to, że szkodziłem mu latami na wszelkie dostępne mi sposoby. Gnój miał szczęście, że umarł. A poszło oczywiście o moje dziecko. I o drańskie wymuszenie łapówki. Menda tak się przyzwyczaiła, że kopertę za nic traktowała jak oczywistość. Więc się nie dziwię antyszczepionkowej, a w zasadzie antymedycznej krucjacie. Dlatego - poza tym tekstem - nie mam zamiaru niczego w tej sprawie robić. 

   Jedno bowiem jest pewne - naród od tego nie wymrze.



08:15, starszy58
Link Komentarze (13) »
czwartek, 14 września 2017

   To kolejny test wyborczy. Nie sondaż, tylko regularne przedterminowe wybory burmistrza. Wygrywa kandydat niezależny w pierwszej turze. 62%. Kandydat PiS - 3.5% (trzy i pół). A to Podlasie, pisowski bastion. Frekwencja niezłe 54%.

   PiS rzeczywiste testy przegrywa. Wystarczy przypomnieć Stargard i okołowarszawskie referenda. Zresztą parlamentarna opozycja wychodzi równie żałośnie. Oznacza to jedno. PiS musi pozostać PiS-em, ale opozycja nie musi zostać tym, czym jest. Ma pole manewru. Jeżeli będzie sprytna i zdeterminowana (czyli powoła Wielką Koalicję) - wygra.

   Sondaże zakłamują rzeczywistość w stopniu dotąd niebywałym. Nie twierdze, że celowo i że to pisowski spisek. Raczej metodologia nie przystaje do nadzwyczajnej sytuacji. To już zresztą było. W czerwcu 1989 r. ludzie z PZPR byli przekonani o zwycięstwie do tego stopnia, że planowali jakoś osłodzić klęskę ludziom z Komitetu Obywatelskiego. Mieli swoje badania i poklepywali się wzajemnie po plecach. Byłem świadkiem, jak pezetpeerowski działacz porównywał "świetnych" ludzi na ich listach z naszymi, nikomu nieznanymi chudziakami. Był tak przekonujący, że po ogłoszeniu wyników wpadłem w euforię. A PiS to reinkarnacja PZPR również w aspekcie wyborczym. 

    Czytamy wyniki kolejnych sondaży i nie możemy wyjść ze zdumienia, że wszystkie pisowskie horrenda spływają po nich jak woda po kaczce. Otóż nie spływają. Kumulują się i nabrzmiewają. Tyle tylko, że nieprzeliczeni wrogowie prezesa nie za bardzo wierzą w stare partie opozycyjne. I w starych liderów.



14:59, starszy58
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 11 września 2017

    Dziesiąty. Mały psychopata tym razem się nie darł. Mówił spokojnie, a nawet chwilami dobrotliwie. Ale efekt mrożący osiągnął tym skuteczniej. W budowie Czwartej Rzeszy nie ustanie. Unii się nie podoba? No i co z tego. Będziemy samotną wyspą szczęścia i wolności. Uch, jak będzie dobrze. Tylko jeszcze trochę wysiłku. A ci, co nie z Dobrą Zmianą...

    Wydawało się kurwa niemożliwe? No to macie frajerzy.  Wariat na czele motłochu właśnie rozpieprza nasz kraj.



07:21, starszy58
Link Komentarze (9) »
piątek, 01 września 2017

   Miej więcej w dziewięćdziesiątym trzecim, pan Leszek - mechanik samochodowy - położył kostkę na placu przed warsztatem, postawił a miejsce porwanej siatki porządny płot z szeroką. przesuwaną bramą, zamówił ładny szyld, a nawet pomalował elewację. Biznesowo wszystkie te wydatki były potrzebne jak psu trampki, bo pan Leszek - legenda wśród mechaników - klientów miał na dwa miesiące naprzód. Po prostu trzy lata zajęło człowiekowi uwierzenie, że normalność wróciła już na zawsze i czas pozbyć się socjalistycznej mimikry. Efekt uboczny kapitalizmu - wszystko pięknieje i porządnieje, choć niekoniecznie w nudny, planowany sposób.

   Masa ludzi zachłysnęła się wolnością i oszołomiły ich powstałe możliwości. Równoważna masa wpadła w stupor, bo znany im świat się zawalił. W pewnym wieku i z pewnymi genami konieczność przystosowania się do nowej rzeczywistości jest odbierana jako niesprawiedliwość i upadek jedynie możliwego porządku. Regres po prostu, choć daleko nie każdy z nich rozumiał to słowo.

   Pomiędzy trwała rozsądna większość. Przyjmowała do wiadomości fakty i robiła to, co możliwe i konieczne. Czasami bez entuzjazmu, ale takie jest życie. Koszulka dziecka. Krótka i zasrana.

   Polski kapitalizm zaczął się fatalnie i jednocześnie w jedyny możliwy sposób. Fatalnie, bo kraj był wypranym z realnych zasobów bankrutem. W jedyny możliwy sposób, bo wobec spektakularnego upadku nie było innej alternatywy. Oczywiście dla słabych umysłów zaprzeczanie rzeczywistości to normalka, podobnie jak konieczność personifikacji wroga. Jakiś łajdak musiał być winny nieszczęściu, bo słaby umysł ma awersję do skomplikowanych spraw i patrzenia w lustro. No i oczywiście winny się znalazł. Na wroga została mianowana ekipa Mazowieckiego. To ci żydzi i zaprzańcy dla niecnych i egoistycznych celów pognębili lud i ukradli posocjalistyczne bogactwa. Debilkom to przekonanie zostało do dziś. 

   Niemniej jednak to zadziałało. Oto upada w Świdniku zakład im Fornalskiej (odzieżówka) Sto z czymś szwaczek idzie na bruk. Przyjaciele ludu drą ryja i żądają interwencji. Tymczasem w miejsce trupa powstają cztery firemki, a potem jeszcze trzy. W promieniu pięćdziesięciu kilometrów nie uświadczysz wolnej szwaczki a maszyny (te same) produkują dzianinę na trzy zmiany. Dzieci po staremu potrzebują kiepskich dresów, a bazary pod Łodzią sprzedają na wschód wagonami. Obiektywnie te kobiety żyją i mają się coraz lepiej. Subiektywnie są nieszczęśliwe i sfrustrowane, bo zakładziki łączą się, upadają zawierają spółki i co miesiąc zmieniają produkcję. Zero stabilizacji.

   Tak jest w całym kraju. Wielki krzyk, bo upada socjalistyczny moloch. Cisza, gdy puste hale zapełniają dziesiątki prywatnych przedsięwzięć. No i jeszcze ci Niemcy. Kolonialiści cholerni. Prostaczkowie ze zrozumieniem traktują konieczność zagranicznych inwestycji, ale w praktyce dziwnie je rozumieją. Jako bezzwrotne pożyczki chyba.

   W oparciu o frustratów odradzają się upiory. Socjaldoktrynerzy dowodzą że wszystko zostało zrobione źle, a oni lepszy sposób mieli, ale światowa finansjera ich zglanowała. A dokładniej sługusy światowej finansjery. Bo jak wiadomo globalni macherzy spać nie mogą, dopóki ludu nie ukrzywdzą. I znów głupcy są głośni, a mrówki ciche. Mrówki są zdumione, że ich pracy nikt nie docenia. Niesłusznie są zdumione. Niech się mrówki cieszą, że je - podejrzane typy - w ogóle się toleruje. Wiadomo - krwiopijcy pasący się na wyzysku i złodziejstwie.

   Ludzie rozsądni nie mają już siły na prostowanie kłamstw. Pierwsze łgarstwo to rzekomy wielki majątek produkcyjny rozprzedany za bezcen. Żadnego majątku nie było. Były hale do wyburzenia i maszyny do zezłomowania. Byli ludzie do przeszkolenia (choć często się nie dało) i zarządy w większości do wywalenia. O, były też inwestycje całkiem nowe. Tak idiotyczne, że całymi latami nie dało się z nimi nic zrobić, choć przyjaciele ludu naprawdę chcieli je uratować. Poczytajcie sobie mili o odlewni Ursus w Lublinie. Po latach beznadziejnej walki to pisowski wielbiciel majątku narodowego (bodaj Pruszkowski) sprzedał na złom nowiutkie hale.

   Drugie łgarstwo - wynikające z pierwszego - to ostateczny upadek przemysłu. Dziesiątki tysięcy mniejszych i większych firm produkcyjnych umykają posocjalistycznej percepcji, a statystyki - dosyć dla polskiego przemysłu łaskawe - to po prostu dla czarnego i czerwonego socjalisty kłamstwo musi być. Socjaldureń widział budynki, maszyny,  załogę i myślał - oto fabryka. A tymczasem to była nawet nie jedna czwarta fabryki. Fabrykę czynią technologie, organizacja, sens działania. Fabryka musi robić potrzebne rzeczy, co poznaje się po tym, że ktoś chce je kupić i to powyżej kosztu wytworzenia. Te szczegóły socjalistom umykają.

  Trzecie łgarstwo to powszechne nieszczęście obywateli. Ci zadowoleni oczywiście siedzą cicho, choćby dlatego, że zawsze może być lepiej. Nieszczęśliwcy nadrabiają tą ciszę własnym wrzaskiem, a jak nie mogą, to zawsze znajdą oburzonych rzeczników. Daje to taki efekt, że nigdy w Polsce tego mitycznego "wilczego kapitalizmu" nie było. Poducha z zasiłków, wczesnych emerytur i dotacji dla bankrutów, choć daleka do zachodniej i tak jak na nasze możliwości była przesadnie gruba. Teraz np. całe blokowiska żyją ze skubania MOPSów (znam temat), a największym bohaterem ten, co skubnie nowatorsko i spektakularnie. No ale na zdrowie.

    Obecnie rządzący socjaliści spod znaku czarnej sotni łaskawie zauważyli przyrost bogactwa. Trudno w nieskończoność zaprzeczać statystykom. Ale jak wiadomo jest to bogactwo niesłuszne. W tym przekonaniu idą ręka w rękę z socjalistami czerwonymi. Bogacze się bogacą, biedni biednieją. To, że pensje rosną to gusowska propaganda, ale z czasem deleguje się odpowiednich towarzyszy na odcinek. A najgorsze, że Niemcy się pasą na krwawicy ludu, a tak naprawdę to Żydzi. ("Niemce to też Żydy i chuj" - mój ulubiony cytat z pisowskiego, podlubelskiego. wyborcy). No nic. Powolutku spolonizuje się prywaciarzy, zwłaszcza tych zagranicznych. Zrobi się narodowego, elektrycznego malucha dla ludu i zbuduje się prom. Za jakieś dwadzieścia lat. I nie wyprzedamy cennych końskich genów, mimo że arabskie. A, no i w kosmos sputniki wyślemy. Takie tam rojenia chronicznych nieudaczników.

   Na koniec liberalny kapitalizm wygra. Jak nie w Polsce, to dookoła powstałego skansenu. Bo widzicie moi państwo, w walce konkurencyjnej, podobnie jak w walce gatunków, wcale nie wygrywa najsilniejszy. Nawet nie ten, co akurat jest najlepiej dostosowany. Wygrywa system lub gatunek najbardziej gotowy na zmiany. A ci wszyscy postsocjaliści, ci wszyscy antybalcerowiczowscy myśliciele żyją z obsesją regulowania wszystkiego. Chcą skodyfikować życie do ostatniego przejawu, a zmiana jest ich wrogiem, bo już sobie prawie wszystko tak pięknie poukładali w głowach. Tak długo nabijali się z niewidzialnej ręki rynku, aż przyjęli za pewnik, że nie istnieje. Nawet by się pogodzili z istnieniem kapitalistów, bo ktoś musi płacić podatki, ale cały ten kapitalizm by wykastrowali, żeby się uspokoił i przestał im mieszać w głowach. To takie typowe dla intelektualnych eunuchów. Ale mieli swoją szansę. Miliard ludzi przez pół wieku testowało ich pomysły. To dosyć, żeby ostatecznie się przekonać, że szambo to szambo, a kurwa to kurwa.



09:47, starszy58
Link Komentarze (59) »
niedziela, 20 sierpnia 2017

    Leje cały dzień, a prowizoryczna naprawa poliwęglanowego daszku nad tarasem po gradzie wykazała całą swoją prowizoryczność. Dobra pora na proroctwa. 

   Mniej więcej rok temu ogłosiłem, że właśnie jesień tego roku będzie godziną prawdy dla pisowskiej gospodarki. Na efekty powerpointowych akcji nałoży się wiek emerytalny i 500+, a radosna sprawozdawczość zderzy się z twardymi danymi eurostatu. A do komisji sejmowych trafi projekt budżetu. No i czegoś się dowiemy.

    Parę rzeczy wiemy już. Morawiecki żadnych praktycznych działań w rodzaju COP nie podjął. Dużo gadał, coś zawzięcie reorganizował i położył idiotyczną stępkę pod prom, który nigdy nie powstanie. Może i dobrze. Nieudaczność Dobrej Zmiany grubo by kosztowała, gdyby się na coś naprawdę uparli. Z wielkich programów rozdawniczych gładko poszło tylko 500+. Pożyczenie w niemieckich bankach i rozdanie miliardów udało się głównie dla tego, że zrobione zostało szybko. Pisowcy zrobili to odziedziczonymi kadrami, których jeszcze nie zdążyli rozpiżyć i zastąpić pociotkami i znajomkami. Sukces programu polega na tym, że dosłownie każdy, komu się należało sięgnął po te pieniądze, a ilu tych, którym należało się nie za bardzo, pozostaje dziesięcioprocentową tajemnicą. Można też z całą pewnością założyć, że to samo będzie ze wcześniejszymi emeryturami. Weźmie je każdy uprawniony, a z zaklinaniem dobrowolności skorzystania będzie tak samo, jak z rzekomo super obligacjami dostępnymi za 500+. Frajerów nie będzie.

    Paradoksalnie pewne szanse ma Mieszkanie+ nad którym to pomysłem najwięcej wydziwiałem. Program przeewoluował gładko w program Deweloper+ i jako taki ma niezerowe prawdopodobieństwo realizacji. I będzie o tyle tani, że pójdą na to tereny leśne. Ciekawe, czy po Szyszce zostaną chociaż zagajniki.

    Największą niewiadomą - pisowskim być, albo nie być - jest VAT. Morawiecki prorokuje wzrost wpływów (z właściwą sobie skromnością i precyzją) o 20, 30 czy nawet 40 miliardów. No to by załatwiało sprawę. Czy jednak jest możliwe? No jest, przynajmniej te dwadzieścia. Ale na pewno nie z likwidacji vatowskich karuzeli. Te i podobne przekręty oparte są o nieuprawnione zwroty. Czy ktoś przytomny wyobraża sobie że urzędy skarbowe oddawały na szemranych podstawach dziesiątki miliardów rocznie? Może oddały w ten sposób miliard, może dwa. Reszta to legalne zwroty. Te zostaną urzędom wydarte wcześniej czy później. Ale roczna obsuwa jest nie dość że do wyobrażenia, to jeszcze jest sukcesywnie realizowana. No i naczelnicy wyślą swoje Psy Wojny. Wydrą gospodarce każdą należną i niezbyt należną złotówkę (jak się nie podoba, to się odwołujcie) a życie przedsiębiorców zmienią w piekło. Oczywiście - jak to pisowcy - i to zrobią nieudacznie. Oberwą uczciwi frajerzy, a cwaniacy się uchowają. No ale szalony fiskalizm działa owszem - destrukcyjnie, ale z opóźnieniem. Trzeba czasu, aby zwinąć interes i spieprzyć do Czech czy na Słowację.

   Sumując - Morawiecki jeszcze tym razem budżet być może sklei. To tak, jak z wiadomą  stadniną. Trzeba czasu, by zniszczyć prosperujące przedsięwzięcie. PiS ma fart. Światowa sytuacja jest póki co stabilna. Unia jedynie się odgraża, a spadek inwestycji infrastrukturalnych odciążył finanse. Tyle, że polska gospodarka zrobiła się strasznie czuła. Koniunkturalne wahnięcia w globalnej spożywce zaowocowały w kraju spektakularną drożyzną. Polski bokser ma obecnie tak cienką czaszkę, że byle junior wyśle go na deski.

   Plan Pisu opierał się na Morawieckim. Owszem, zdawali sobie sprawę z możliwej kumulacji niesprzyjających okoliczności, ale liczyli na Inwestycje Rozwojowe, elektryczne samochody, polskie sputniki i co tam jeszcze się premierowi zaroiło. Kumulacja owszem, następuje, ale działania prorozwojowe to jedna katastrofa. Spodziewanych najdalej w przyszłym roku efektów nie będzie.

   A to był taki fajny kraj.



   

17:23, starszy58
Link Komentarze (55) »
wtorek, 01 sierpnia 2017

    Faktura na "Podstawę słupa wbijaną 100/100" na sumę 162.60 znajdowała się w stanie nie do przyjęcia przez najbardziej tolerancyjnego księgowego. Mimo to mały wredny sierściuch miauczał protestująco, gdy Starszy papier konfiskował. Widać uważał, że dokument nie został jeszcze dostatecznie zabity i może jeszcze posłużyć drobnym przyjemnościom.

   Przyjemności wg. kota na podstawie badań w terenie.

1. Zrzucanie ze stołów i półek wszelkich przedmiotów lżejszych od kowadła. Tym jest fajniej, im przedmiot częściej się odbija i im w bardziej niedostępne miejsce wpadnie.

2. Surfing na pasjansie. Kot zaczaja się i skacze na rozłożonego pasjansa. Piatniki wraz z kotem ślizgają się widowiskowo. Połowa kart (i kot) ląduje na podłodze, gdzie kot zagryza ósemkę karo. Taka wisienka na torcie.

3. Skok na buldoga Miśka. Kot zajmuje pozycję na stole i skacze na psa, wykorzystując element zaskoczenia. Następnie ucieka. Musi, bo Misiek - ojciec nieprzeliczonych szczeniaków ma zwyczaj przytrzymywać kota łapą i dokładnie wylizywać, co jest niefajne.

4 Włażenie na dach tarasu i darcie ryja, że za wysoko.

5. Spadanie z dachu w pokrzywy. Nie wygląda na specjalną przyjemność, ale skoro kot powtórzył to trzy razy... Ostatecznie co my tam wiemy o kotach.

6. Numer z zakrętkami. Potrzebne - pudło z zakrętkami od petów, wysoki kredens. Stawiamy pudło na kredensie. (Na samej górze w ochronie przed kotem). Resztę zostawiamy kotu. Uwagi sąsiadki - "Nie drzyj się tak na tego kota sąsiad, bo ci żyłka pęknie" - ignorujemy.

7. Włażenie za szafkę od zlewu. Jest wiele zabawy z odsuwaniem połowy mebli w kuchni. Z drugiej strony nie ma w okolicy podłogi pod kuchennymi szafkami, która by była częściej myta.

Starszy będzie wdzięczny z inne obserwacje i sposoby, bo tu się pracka naukowa kroi.

Uczynienie kota szczęśliwym to rzecz miła bogom, szczególnie egipskim. 

11:47, starszy58
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 24 lipca 2017

    Napawam się. Przeskakuję z jednego pisowskiego forum na drugie i wsłuchuję się w kociokwik dobrozmianowców. To dobry moment, bo prezes jeszcze nie wyszedł z szoku i nie poszły do wiernych przekazy dnia. Sami z siebie tak jojczą i biadolą. "No przecież chcemy dobrze, a tu taka niewdzięczność i niezrozumienie". "Musimy robić lepszą politykę informacyjną, bo młodzi nie rozumieją jakimi są idiotami", "Prezydent poparł ubeków i szuje!" "Na Belweder!"

   Wzajemnie się oskarżają, przypominają, że przecież ostrzegali, apelują o aresztowanie zdrajców. Kasandryczne "koniec pisu" wybrzmiewa częściej, niż na radosnych forach opozycji. Fajnie.

    Ci. którzy w wetach widzą pisowską ustawkę, raczej się mylą. Przecież szczwany lis Kaczyński wie, jak demolująco działają na pisowców ustępstwa. Demolująco i demoralizująco. A odwrót jak spod Stalingradu, to prawdziwa katastrofa. Zagrożona jest podstawa istnienia - jednocząca moc prezesa.

   Na razie tyle naszego. Do jutra się ogarną i pewnie coś wymyślą. Sowicie opłacany pisowski aparat nie dopuści do szaleństw w rodzaju wyborów na jesieni. Nie zrezygnują przecież z jeszcze z dwóch lat dojenia państwa.

   To pierwszy tak ważący sukces antypisu. Co najmniej poważnie utrudnił sfałszowanie wyborów w przyszłości. Ale nikt niech sobie za dużo nie wyobraża. Jak odpuścimy - pisowcy odzyskają teren. Czas na rewolucję w opozycji.



    

   

21:39, starszy58
Link Komentarze (32) »
piątek, 21 lipca 2017

    Zasypała mnie córka filmikami (dwoma) z wczorajszej demonstracji w Wawie. Spontaniczna akcja po miesiącach posuchy naprawdę imponuje liczebnością. Zapchane Krakowskie, zapchane uliczki w koło. A nowa jakość to wiek manifestujących. Tym razem to młodzi są przytłaczającą większością.

   To oczywiście znakomicie robi na samopoczucie, ale nie robi wrażenia na obłąkańcu. Ani na akolitach czujących się w obowiązku za świrem podążać. Przecież biedny ten człowiek tylko się zesztresował i z tego sztresa się zdrzaźnił na te mordy zdradzieckie. 

   Popychadła parlamentarne przegłosują, popychadło Adrian podpisze. Tych co krzyczą nazwie się jakoś adekwatnie. Kanalie, czy coś. A z UE się wyjdzie. Co nam będzie Niemiec pluł w twarz. Pisowskie naziolki są zadowolone.  Coś wspominają o aresztowaniach i delegalizacjach. No i o zdrowej patriotycznej cenzurze. Dał nam przykład Erdogan jak zamykać fejsa i twitera. 

    A my gryziemy palce z bezsilności. Wybory, większość sejmowa, bla bla bla... Nic nie można zrobić. Czyżby? 

   Proponuje na początek jeden malutki konkrecik. Ogłoście drodzy opozycjoniści, że sędziowie SN wyrzuceni przez Ziobrę powrócą w chwale przy najbliższej okazji, a sędziowie, którzy na ich stanowiska wbrew konstytucji się skuszą - wylecą na kopach i odejdą w hańbie i z wilczym biletem. No i zobaczymy. Co innego pyszczyć, a co innego podjąć osobiste ryzyko. W tym ostatnim pisowcy są kiepscy. Wolą spać do południa.

   Chcemy, czy nie, mamy nową fazę. W grę wkroczył potężny nowy czynnik - obłęd prezesa. W takiej sytuacji ciężko przekroczyć granicę Uzasadnionej Samoobrony.



08:48, starszy58
Link Komentarze (45) »
wtorek, 18 lipca 2017

   Zdrożał z 10.20 zł na 18.10. Kotlet w bufecie WSK Świdnik. Zakład niespodziewanie dla wszystkich stanął. Wybuchł Lubelski Lipiec 1980.

    Gdyby czerwoni wiedzieli, to jeszcze by do tego kotleta dopłacili. Ale od 1976 roku był spokój i może z setka różnych podwyżek, bo realny socjalizm się sypał. I nic. Cierpliwość ludu wyglądała na wieczną. Przynajmniej w polskiej skali mierzonej Miesiącami. Aż tu ten marginalny kotlet. Konkluzja jest taka, że żaden zamordysta nie jest w stanie przewidzieć daty rokoszu. Nawarstwianie się czynników, splot okoliczności, trzepot skrzydeł motyla w Australii. I nagle coś się w ludziach zagotuje. Spokojne (w miarę) mogą być tylko liberalne demokracje. Mają wpisane w system operacyjny bezpieczniki i uziemienia rozładowujące napięcie. Ludzie najwyżej pyszczą, piszą programy i zakładają partie i partyjki. Nie biją się o kotleta, tylko idą do konkurencji, albo zakładają własny bufet. A gdy zaczynają myśleć o czymś innym, o wiecach, barykadach i rewolucjach, to znak, że system szwankuje. i tylko pytanie, do jakiego stopnia. 

   W pisowskim demontażu polskiej demokracji liberalnej głębszej myśli nie ma. Żadnego Wielkiego Planu, żadnej Wiekopomnej Strategii, czy czegoś tam. Najwięcej w tym kompulsywnej potrzeby robienia czegokolwiek, tak charakterystycznej dla faszyzmu (za Umberto Eco) No i taktycznej bieżączki. Szemraną ustawę może skasować TK? No to my skasujemy TK wcześniej. Sąd Najwyższy może zrobić kuku towarzyszowi Kamińskiemu? No to rozwalmy to siedlisko wrogów. Do tego pisowskie debilki uwierzyły pisowskim paranoikom, że wszystko to spisek wrogów sterowanych zza grobu przez komunę, albo organizowana przez Brukselę zdrada. Sumując - paranoja i przypadek. Wszelką racjonalność w pisowskich działaniach kasuje dodatkowo to, że stali się pisowcy (nawet te cyniczne dranie) niewolnikami motłochu, któremu obiecali różności i który podjudzali dla taktycznych potrzeb. Stąd ta przypominająca dom wariatów polityka.

   Na to nakłada się bezgłowa opozycja. Nadyma się, tokuje, kreśli czerwone linię i rysuje nogą kreski na piasku, po których przekroczeniu to dopiero damy prezesowi popalić. Następnie udaje się do knajpy, świętować kolejny, tak owocny dzień. Górnolotnie plecie o jedności, ale za plecami trzyma skrzyżowane palce. Zarzeka się, że trzeba ratować kraj, a przy knajpianym stoliku, w gronie zaufanych, liczy potencjalne mandaty radnych w gminach. I niemiłosiernie przynudza.

   A z tą Cienką Czerwoną Linią to jest nie tak. Umundurowani na czerwono, nadmiernie rozciągnięci szkoccy górale odpierali rosyjskie ataki i byli gotowi utrzymać pozycję nawet kosztem życia. Zostali symbolem, bo stali twardo i nie dali się przełamać. Czy nasi przedstawiciele gotowi są bronić tej ostatniej rubieży, jaką jest Sąd Najwyższy, nawet kosztem osobistych interesów? Nie chce mi się w to wierzyć. Siedzą sobie w sejmie, podniecają się sondażami, ale nadal nie dotarło do większości, że to wszystko dzieje się naprawdę i nie wystarczy poczekać do wyborów Posłanka Szczypińska oddania władzy nie przewiduje.

   Pozostaje czekać. Pisowscy nieudacznicy nieuchronnie zaplączą się we własne nogi, zabrną w sprzeczne kłamstwa, a na koniec przypadkiem wytną taki numer, że suweren się naprawdę  wścieknie. Nawet się nie zorientują, jaki kotlet ich rąbnie.

  Tylko kiedy. 



  

08:55, starszy58
Link Komentarze (33) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
NAPISZ DO MNIE
Email me