wtorek, 01 sierpnia 2017

    Faktura na "Podstawę słupa wbijaną 100/100" na sumę 162.60 znajdowała się w stanie nie do przyjęcia przez najbardziej tolerancyjnego księgowego. Mimo to mały wredny sierściuch miauczał protestująco, gdy Starszy papier konfiskował. Widać uważał, że dokument nie został jeszcze dostatecznie zabity i może jeszcze posłużyć drobnym przyjemnościom.

   Przyjemności wg. kota na podstawie badań w terenie.

1. Zrzucanie ze stołów i półek wszelkich przedmiotów lżejszych od kowadła. Tym jest fajniej, im przedmiot częściej się odbija i im w bardziej niedostępne miejsce wpadnie.

2. Surfing na pasjansie. Kot zaczaja się i skacze na rozłożonego pasjansa. Piatniki wraz z kotem ślizgają się widowiskowo. Połowa kart (i kot) ląduje na podłodze, gdzie kot zagryza ósemkę karo. Taka wisienka na torcie.

3. Skok na buldoga Miśka. Kot zajmuje pozycję na stole i skacze na psa, wykorzystując element zaskoczenia. Następnie ucieka. Musi, bo Misiek - ojciec nieprzeliczonych szczeniaków ma zwyczaj przytrzymywać kota łapą i dokładnie wylizywać, co jest niefajne.

4 Włażenie na dach tarasu i darcie ryja, że za wysoko.

5. Spadanie z dachu w pokrzywy. Nie wygląda na specjalną przyjemność, ale skoro kot powtórzył to trzy razy... Ostatecznie co my tam wiemy o kotach.

6. Numer z zakrętkami. Potrzebne - pudło z zakrętkami od petów, wysoki kredens. Stawiamy pudło na kredensie. (Na samej górze w ochronie przed kotem). Resztę zostawiamy kotu. Uwagi sąsiadki - "Nie drzyj się tak na tego kota sąsiad, bo ci żyłka pęknie" - ignorujemy.

7. Włażenie za szafkę od zlewu. Jest wiele zabawy z odsuwaniem połowy mebli w kuchni. Z drugiej strony nie ma w okolicy podłogi pod kuchennymi szafkami, która by była częściej myta.

Starszy będzie wdzięczny z inne obserwacje i sposoby, bo tu się pracka naukowa kroi.

Uczynienie kota szczęśliwym to rzecz miła bogom, szczególnie egipskim. 

11:47, starszy58
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 24 lipca 2017

    Napawam się. Przeskakuję z jednego pisowskiego forum na drugie i wsłuchuję się w kociokwik dobrozmianowców. To dobry moment, bo prezes jeszcze nie wyszedł z szoku i nie poszły do wiernych przekazy dnia. Sami z siebie tak jojczą i biadolą. "No przecież chcemy dobrze, a tu taka niewdzięczność i niezrozumienie". "Musimy robić lepszą politykę informacyjną, bo młodzi nie rozumieją jakimi są idiotami", "Prezydent poparł ubeków i szuje!" "Na Belweder!"

   Wzajemnie się oskarżają, przypominają, że przecież ostrzegali, apelują o aresztowanie zdrajców. Kasandryczne "koniec pisu" wybrzmiewa częściej, niż na radosnych forach opozycji. Fajnie.

    Ci. którzy w wetach widzą pisowską ustawkę, raczej się mylą. Przecież szczwany lis Kaczyński wie, jak demolująco działają na pisowców ustępstwa. Demolująco i demoralizująco. A odwrót jak spod Stalingradu, to prawdziwa katastrofa. Zagrożona jest podstawa istnienia - jednocząca moc prezesa.

   Na razie tyle naszego. Do jutra się ogarną i pewnie coś wymyślą. Sowicie opłacany pisowski aparat nie dopuści do szaleństw w rodzaju wyborów na jesieni. Nie zrezygnują przecież z jeszcze z dwóch lat dojenia państwa.

   To pierwszy tak ważący sukces antypisu. Co najmniej poważnie utrudnił sfałszowanie wyborów w przyszłości. Ale nikt niech sobie za dużo nie wyobraża. Jak odpuścimy - pisowcy odzyskają teren. Czas na rewolucję w opozycji.



    

   

21:39, starszy58
Link Komentarze (32) »
piątek, 21 lipca 2017

    Zasypała mnie córka filmikami (dwoma) z wczorajszej demonstracji w Wawie. Spontaniczna akcja po miesiącach posuchy naprawdę imponuje liczebnością. Zapchane Krakowskie, zapchane uliczki w koło. A nowa jakość to wiek manifestujących. Tym razem to młodzi są przytłaczającą większością.

   To oczywiście znakomicie robi na samopoczucie, ale nie robi wrażenia na obłąkańcu. Ani na akolitach czujących się w obowiązku za świrem podążać. Przecież biedny ten człowiek tylko się zesztresował i z tego sztresa się zdrzaźnił na te mordy zdradzieckie. 

   Popychadła parlamentarne przegłosują, popychadło Adrian podpisze. Tych co krzyczą nazwie się jakoś adekwatnie. Kanalie, czy coś. A z UE się wyjdzie. Co nam będzie Niemiec pluł w twarz. Pisowskie naziolki są zadowolone.  Coś wspominają o aresztowaniach i delegalizacjach. No i o zdrowej patriotycznej cenzurze. Dał nam przykład Erdogan jak zamykać fejsa i twitera. 

    A my gryziemy palce z bezsilności. Wybory, większość sejmowa, bla bla bla... Nic nie można zrobić. Czyżby? 

   Proponuje na początek jeden malutki konkrecik. Ogłoście drodzy opozycjoniści, że sędziowie SN wyrzuceni przez Ziobrę powrócą w chwale przy najbliższej okazji, a sędziowie, którzy na ich stanowiska wbrew konstytucji się skuszą - wylecą na kopach i odejdą w hańbie i z wilczym biletem. No i zobaczymy. Co innego pyszczyć, a co innego podjąć osobiste ryzyko. W tym ostatnim pisowcy są kiepscy. Wolą spać do południa.

   Chcemy, czy nie, mamy nową fazę. W grę wkroczył potężny nowy czynnik - obłęd prezesa. W takiej sytuacji ciężko przekroczyć granicę Uzasadnionej Samoobrony.



08:48, starszy58
Link Komentarze (45) »
wtorek, 18 lipca 2017

   Zdrożał z 10.20 zł na 18.10. Kotlet w bufecie WSK Świdnik. Zakład niespodziewanie dla wszystkich stanął. Wybuchł Lubelski Lipiec 1980.

    Gdyby czerwoni wiedzieli, to jeszcze by do tego kotleta dopłacili. Ale od 1976 roku był spokój i może z setka różnych podwyżek, bo realny socjalizm się sypał. I nic. Cierpliwość ludu wyglądała na wieczną. Przynajmniej w polskiej skali mierzonej Miesiącami. Aż tu ten marginalny kotlet. Konkluzja jest taka, że żaden zamordysta nie jest w stanie przewidzieć daty rokoszu. Nawarstwianie się czynników, splot okoliczności, trzepot skrzydeł motyla w Australii. I nagle coś się w ludziach zagotuje. Spokojne (w miarę) mogą być tylko liberalne demokracje. Mają wpisane w system operacyjny bezpieczniki i uziemienia rozładowujące napięcie. Ludzie najwyżej pyszczą, piszą programy i zakładają partie i partyjki. Nie biją się o kotleta, tylko idą do konkurencji, albo zakładają własny bufet. A gdy zaczynają myśleć o czymś innym, o wiecach, barykadach i rewolucjach, to znak, że system szwankuje. i tylko pytanie, do jakiego stopnia. 

   W pisowskim demontażu polskiej demokracji liberalnej głębszej myśli nie ma. Żadnego Wielkiego Planu, żadnej Wiekopomnej Strategii, czy czegoś tam. Najwięcej w tym kompulsywnej potrzeby robienia czegokolwiek, tak charakterystycznej dla faszyzmu (za Umberto Eco) No i taktycznej bieżączki. Szemraną ustawę może skasować TK? No to my skasujemy TK wcześniej. Sąd Najwyższy może zrobić kuku towarzyszowi Kamińskiemu? No to rozwalmy to siedlisko wrogów. Do tego pisowskie debilki uwierzyły pisowskim paranoikom, że wszystko to spisek wrogów sterowanych zza grobu przez komunę, albo organizowana przez Brukselę zdrada. Sumując - paranoja i przypadek. Wszelką racjonalność w pisowskich działaniach kasuje dodatkowo to, że stali się pisowcy (nawet te cyniczne dranie) niewolnikami motłochu, któremu obiecali różności i który podjudzali dla taktycznych potrzeb. Stąd ta przypominająca dom wariatów polityka.

   Na to nakłada się bezgłowa opozycja. Nadyma się, tokuje, kreśli czerwone linię i rysuje nogą kreski na piasku, po których przekroczeniu to dopiero damy prezesowi popalić. Następnie udaje się do knajpy, świętować kolejny, tak owocny dzień. Górnolotnie plecie o jedności, ale za plecami trzyma skrzyżowane palce. Zarzeka się, że trzeba ratować kraj, a przy knajpianym stoliku, w gronie zaufanych, liczy potencjalne mandaty radnych w gminach. I niemiłosiernie przynudza.

   A z tą Cienką Czerwoną Linią to jest nie tak. Umundurowani na czerwono, nadmiernie rozciągnięci szkoccy górale odpierali rosyjskie ataki i byli gotowi utrzymać pozycję nawet kosztem życia. Zostali symbolem, bo stali twardo i nie dali się przełamać. Czy nasi przedstawiciele gotowi są bronić tej ostatniej rubieży, jaką jest Sąd Najwyższy, nawet kosztem osobistych interesów? Nie chce mi się w to wierzyć. Siedzą sobie w sejmie, podniecają się sondażami, ale nadal nie dotarło do większości, że to wszystko dzieje się naprawdę i nie wystarczy poczekać do wyborów Posłanka Szczypińska oddania władzy nie przewiduje.

   Pozostaje czekać. Pisowscy nieudacznicy nieuchronnie zaplączą się we własne nogi, zabrną w sprzeczne kłamstwa, a na koniec przypadkiem wytną taki numer, że suweren się naprawdę  wścieknie. Nawet się nie zorientują, jaki kotlet ich rąbnie.

  Tylko kiedy. 



  

08:55, starszy58
Link Komentarze (33) »
czwartek, 29 czerwca 2017

Wyszperałem swój stary wpis z 2012 roku (starszy.blox.pl/2012/08/Carlo-Ponzi-AmberGold-i-glupcy.html#ListaKomentarzy) i prawdę mówiąc nic bym w nim nie zmienił. Ale zawsze można coś uzupełnić.

Marcin Plichta (nazwisko po żonie, a używanie inicjałów wobec celebrytów mam za skrajnie idiotyczne) to notoryczny, patologiczny oszust. Na to nakłada się niewątpliwa inteligencja i ujmująca osobowość. I mocno rozchwiana. Gość ulegał nałogowi gry i brnął w kolejne groszowe przekręty i nigdy byśmy się o nim nie dowiedzieli (takich jest legion) gdyby nie to, że ostatni strzał wyszedł mu za dobrze.

   On naprawdę nie liczył, że otrze się o miliard. Miało być jak zawsze. Wyciągnąć góra milionik od frajerów, poobracać nim, chapnąć prowizję, a jak zacznie się sprawa sypać ogłosić upadłość. Ale nazwa była za dobra, a reklama naprawdę znakomita. Coś ruszyło sprężynki w głowach durni. No i koleś został geldem zwyczajnie zalany.

   To jasne, że mu od tego odbiło. I nie mam na myśli zwyczajnej w takich przypadkach szalonej konsumpcji. Tego normalnie nie szło wydać i Plichta zaczął uważać się za wizjonera z szansami w biznesie. Najpierw zaczął rzeczywiście kupować jakieś kruszce. Na tym nawet da się wytrzepać obiecane dziesięć procent, ale nie w takiej skali. Co innego sprzedać kilo na górce i kupić na dołku, a co innego zmonopolizować obrót. Od razu wyszło, że to nie wyda. No to zainwestował w samoloty. W coś, gdzie można było wtopić od razu bardzo dużo i coś co poruszało wyobraźnię. 

   Małpa, czym wyżej wlezie na drzewo, tym bardziej jej tyłek widać. Prasa pisała i nie wszystko dało się przykryć płatnymi reklamami. Goście z trzyliterowych służb i z prokuratury zaczynali węszyć. Plichtowie odciągali sprawę sypiąc wziątkami. A mieli czym. Bo z ludźmi jest tak. Możesz bracie odrzucić dziesięć tysięcy, a może i dwadzieścia. Ale sto? Nie wtedy, gdy spłacasz dom i samochód ci się psuje. A milion? 

   Kupowali umorzenia i organizowali dziuple, bo było jasne, że katastrofa to kwestia czasu. Biznes samolotowy to była dziura bez dna, strumień wpłat od frajerów malał (choć byli idioci co przynosili grube tysiące w przeddzień rozpierduchy), a ogłoszenie w miarę spokojnej upadłości robiło się coraz bardziej niemożliwe. Skala sukcesu wpędziła ich w pułapkę. 

   Plichtowie zrobili się passe tak bardzo, jak to tylko można. Te dziesiątki tysięcy głupców ze swoimi łzawymi historiami musiało zrobić na politykach nieliche wrażenie. Zostali posadzeni. Teraz szanowne sądy i prokuratorzy drapią się w głowę. Wypuścić? W życiu. Skazać? A niby kurwa za co? Cały ten Amber przecież jednak inwestował. A że skrajnie głupio? Każdemu się zdarza. Jedyna szansa prokuratury to znaleźć schowki i udowodnić, że to schowki Plichtów, a nie jakichś pełnomocników. Ale to już pięć lat. Czy ktoś naprawdę sądzi, że któreś z szanownych małżonków nie poszłoby na układ, gdyby rzeczywiście mieli  coś znaczącego do sprzedania? No może i by poszli, gdyby z kolei prokuratura miałaby coś konkretnego. A tak mamy klincz. Najdalej za dwa lata pójdzie do Strasburga skarga na przewlekłość postępowania, jak nic się nie zmieni.

  A teraz ta nieszczęsna komisja. Pomijając wątek "wina Tuska" szanowni komisjanci stawiają dwie tezy. Po pierwsza Plichta sam by na to nie wpadł, a po drugie za Plichtami stoi Tajemniczy Inwestor. Poważnie? Zawodowy oszust by nie wpadł na schemat Ponziego powtarzany przez dziesiątki cwaniaków już prawie sto lat? I taki gość nie zorganizował by sobie wstępnego finansowania, gdzie twardej gotówki potrzeba było najwyżej pięćdziesiąt tysięcy? Poważni inwestorzy nawet z takimi cieniasami nie gadają. 

   Natomiast można w pięć minut stworzyć krótką listę urzędników, których finanse warto przetrzepać do ostatnich gaci i do ostatniej ciotki i babki. Podziało się gdzieś ze dwieście milionów. Nie tak prosto to uprać bez śladu.

   Carlo Ponzi - groszowy, dwukrotnie skazany oszust. Wymyślił biznes na znaczkach, który realnie przynosił 40%. Szukał inwestorów i dzięki prasie znalazł ich tylu, że w obecnym kursie wpadał mu milion dolarów dziennie. Obiecane zyski wypłacał z pieniędzy następnych klientów, od czego inwestorów jeszcze przybywało. Na handel znaczkami potrzebował góra sto tysięcy - dostał miliony. Żył jak król, jak dopadła go prasa - zbankrutował. Miał kochającą żonę - wspólnika.  Historia czasem powtarza się ze szczegółami. Aha, zmarł w nędzy bodaj w trzydziestym siódmym.



10:38, starszy58
Link Komentarze (19) »
wtorek, 20 czerwca 2017

    Dosłownie chwilę temu pseudosędziowie pseudotrybunału precyzyjnym językiem prawniczym udowodnili starą ludową prawdę - "Raz kurwa, zawsze kurwa". Niby nic nadzwyczajnego. Przewodnicząca, kiepska i leniwa była sędzina Wolfgangowa, nawet skurwienia pisowskich popychadeł nie maskuje, ale i tak przykro. Państwowca serce boli, jak widzi że przyzwoite, choć nieidealne państwo wzięło kurs na katastrofę. A to za sprawą prymitywnego, nazi-pomiotu, który niewiele rozumiejąc ze złożoności świata jest przekonany o własnej wszechwiedzy i nieomylności. 

    Wiedzieliśmy, że idzie noc. Ale nie spodziewaliśmy się że tak czarna i tak nienawistna. Pomijam chwilowo wszystko inne, ale zwróć czytelniku uwagę na propisowskie i prokukizowe fora i ich reakcje na pożar londyńskiego wieżowca. Kukizowe i pisowskie śmiecie się bezczelnie cieszyły. Ich Bóg - widocznie krwawy skurwysyn - pokarał muzułmańskie kobiety i dzieci za grzechy muzułmańskich pojebów żywym ogniem. Kiedyś by się wstydzili, teraz swoją podłość głoszą z podniesionym czołem. Nasłuchali się histerycznych tyrad Szydłowej i tchórzliwych pisowskich i kukizowych jęków - "ojoj, przyjado i zabijo". A wszy pisowskie po cichu mówią "oj tam oj tam to przecież na niby". "Odkręci się". Ale są już we władzy motłochu, który stworzyli.

    Rozmawiam na co dzień z prostym ludem i widzę, jak nieodwracalne są szkody. Mój kraj zapadł na brzydką chorobę. Ja jestem stary i tu zostanę. Ale dzieciom powiedziałem, by wynosiły się w cholerę. Póki mogą.



14:17, starszy58
Link Komentarze (51) »
wtorek, 30 maja 2017

Motto:
    - A ty kto? Szlachcic jerozolimski?
                               -@robotnik
    No właśnie. A ja kto? Oglądałem film Kasi Kolędy o Zbigu, słuchałem jego pięknej, precyzyjnej polszczyzny i uświadamiałem sobie, że on z naszych. Polski inteligent, co kosmicznym przypadkiem uniknął wojenno - rewolucyjnej centryfugi. Rocznik 1928. Jak mój ojciec. 
    Pamiętam ich. Szczupli panowie, nienagannie ubrani (choć niebogato) i nienagannie mówiący. Oczytane panie, które prędzej by umarły, niż powiedziały słowo "kurwa". Spotykali się w M2 z wersalką, stołem z kryształem i paździerzową meblościanką. Dyskutowali o sztuce, książkach, a czasem znalazł się pomiędzy nimi wojażer. Przemielona, zglajszachtowana i spauperyzowana genetyczna inteligencja. Egzystująca w szarej beznadziei sześćdziesiątych i siedemdziesiątych lat. 
   Byłem przy ich rozmowach, słuchałem wspomnień, choćby z racji tego, że w socjalistycznej ciasnocie nie było gdzie odesłać dzieci. I dobrze. Przynajmniej wiem, skąd się wziąłem.
   Dogadywali się z socjalizmem, bo musieli. Trzeba było żyć. Ten i ów zapisał się do partii, co było traktowane ze zrozumieniem, acz niechętnie. Nie pamiętam, by wspominali herbowych przodków. Raczej pewne rzeczy się wiedziało, ale o nich nie mówiło. Bardziej puszyli się potomkowie Borynów - wiejscy inteligenci od Witosa i spod znaku Rodła. Podkreślali swój awans. O tym, że inni byli spolonizowanymi potomkami starozakonnych dowiedzieliśmy się w Marcu. Komuna zadbała o naszą narodową homogeniczność
   Ukryte korzenie rekompensował kult dyplomu. Żadne tam - "obyś synku był szczęśliwy, ale wiedza jest ważna". Raczej - "Chyba nie chcesz, żeby matka ze wstydu umarła". My, potomkowie, byliśmy przez tych "dyplomowych faszystów" poddani niebywałej presji. I przecież nie dla dóbr materialnych, ani dla pewniejszego bytu. To było tak, jakby ofiary konfiskat, domiarów i upokorzeń mówiły: "Tego nam kurwie syny nie odbierzecie". Nie wyrwiecie nam i naszym dzieciom z głów tego bogactwa. Demonstracyjnie przesadzali z tym swoim intelektualizmem. Czytywali Gołubiewa i Teodora Tomasza Jeża (starych nudziarzy), bo Sienkiewicz i Prus mieli opinię prostaków dla młodzieży. Tolerowali Żeromskiego, ale tylko tam, gdzie był dostatecznie bełkotliwy. Wiecie kto to Przyboś? Ja też nie. Oni wiedzieli bardzo dobrze. O nim i setce innych. Moja ciotka (przysięgam na świętą Anielkę!) przeczytała Prousta w oryginale. Tak jakby nie był dostatecznie długi i nudny w tłumaczeniu. Znali języki, choć mało komu dane było w nich mówić. Czym socjalizm był bardziej siermiężny, tym większymi zostawali snobami.
   Dyplom, to była konfirmacja i bierzmowanie w jednym. Rodzice oddychali z ulgą, że potomek się nie stoczył. Absolwenci gwałtownie zyskiwali na matrymonialnej giełdzie. Matki córkom kończyły z "jeszcze masz czas głupia dziewczyno" i przechodziły na "a, to ten młody, sympatyczny inżynier, syn doktora". W czasach koncesjonowanego egalitaryzmu tworzyliśmy inteligencki apartheid. Dziewczyny wolały dać prokreacyjną szansę biednemu magistrowi, zamiast bogatemu spawaczowi. Badylarscy i cinkciarscy dorobkiewicze traktowani byli z pogardą. Aparatczycy z awansu z nienawiścią.
   Komuna przecież widziała, jak ta "wyższa kasta" umacnia się i petryfikuje jeszcze przedwojenne podziały. System punktów za pochodzenie miał wpuścić wyżej jednostki klasowo pożądane, co owocowało głównie oszustwami przy wypełnianiu podań o dopuszczenie do egzaminu. Ale nic nie mogło zastąpić kulturowej, chyba warunkowanej genetycznie, tropii. Pchani na siłę w górę deklasowali się w następnym pokoleniu.
   Zbig miał fart. Trafił gdzie trzeba w odpowiednim miejscu i czasie. Los nie pozwolił się zmarnować zdolnościom i talentowi. Wyrósł olbrzym. Cieszę się, że moje przemądrzałe dzieci farta nie potrzebują. Zostały "wyższą kastą" bez przymusu i mimochodem. Horrendalnie zawyżają statystyki czytelnictwa, płynnie posługują się angielskim, a w kraju siedzą, choć naprawdę nie muszą. Następni w linii prostej. Ze zdjęcia z 1903 r. spogląda na nich ich prapradziadek Juliusz. Absolwent uniwersytetu w Lozannie i wykładowca greki i łaciny. Powinien być zadowolony.

12:25, starszy58
Link Komentarze (8) »
środa, 24 maja 2017

Gdy Szydło Beata biadała dzisiaj histerycznie nad szaleństwem Brukseli i jęczącym dyszkantem wieszczyła śmierć Europy z rąk islamistów, poczułem dyskomfort właściwy ludziom oczytanym, gdy bezczelnie wciska im się kit. I manipulacja i głupota powinny jednak mieć swoje granice, jeśli skutecznie chcemy stworzyć wspólnotę zmanipulowanych głupców. 
Jasne, że wahabiccy, czy salaficcy mułłowie to fanatyczni pomyleńcy o morderczych inklinacjach. Słusznie i sprawiedliwie byłoby ich pozabijać, a ich państwo zrównać z ziemią. Inna sprawa, czy dałoby się to zrobić skutecznie. Jednak doszukiwanie się w terrorze islamskim dowodu na wyższość białych chrześcijan to przesada. Fakty mówią co innego, jak mawiał kapitan Sparrow. 
IRA - Ci biali katolicy pracowicie uśmiercili w swoich zamachach 3600 osób w tym ładnych parę setek kobiet i dzieci. Co prawda w Manchesterze w 1996 r. nie zabili nikogo, bo ostrzegli o wybuchu, ale za to zrównali z ziemią pół miasta 
ETA - 858 udokumentowanych ofiar. I też mówimy o terrorystach białych katolikach. 
Breivik - kategoria sama w sobie. Zastrzelił osobiście siedemdziesiąt dzieciaków zdaje się chroniąc przed mult-kulti europejskie wartości. Protestant, albo były protestant. 
No inajlepsze - OAS. Ta organizacja francuskich oficerów, po tym jak została zmuszona do zejścia do podziemia, setkami, a właściwie tysiącami zabijała cywilów podkładając bomby i prowadząc na ślepo ostrzał dzielnic mieszkalnych. Dodajmy - muzułmańskich cywilów. Bo tak się złożyło, że w Algierii to biali chrześcijanie byli ludnością napływową, zakłócającą kultywowanie przez autochtonów islamskiego sposobu życia. Członkiem OAS był stary Le Pen. Można powiedzieć, że córka Mania zwalcza nie tyle terroryzm, co terroryzm niewłaściwy. 
Jeden gostek na salonie24 pracowicie naliczył 541 europejskich ofiar islamskich zamachów od bodaj 2004 r. Dostatecznie dużo, by się z kozojebcami nie szczypać, ale bez przesady. Tacy Francuzi od Le Pena wysadzili trzy razy tyle rdzennych Algierczyków przez rok. Gostek postawił tezę, że wobec islamistów łagodniśmy jak baranki, a gdyby to chrześcijanin się zamachnął (co przecież niemożliwe) to byśmy całą naszą tolerancję utracili. A jak mu udowodniłem, że różnie bywało, to mnie debilek zbanował. 
Szydłowa - na wpół oszalała idiotka - wyprowadza nas z UE jęcząc o zagrożeniu, którego nie ma i raczej w Polsce nie będzie. I nie mówię o zamachach bo jakiś bomber wszędzie może się zdarzyć, choć raczej będzie to bomber katolicki. Do zimnego, biednego i wrogiego kraju Syryjczycy i inni się masowo raczej nie wybierają, a polskie kmiotki wrażej kulturze nie ulegną, bo oni żadnej kulturze nie ulegają. 
A mniemany śniady wróg przesłania wroga prawdziwego, który by się chętnie do Polszy wybrał, bo się od dziadków nasłuchał o zegarkach, rowerach i innych dobrach do pozyskania.

22:44, starszy58
Link Komentarze (41) »
sobota, 20 maja 2017

    Najpierw to zlekceważyłem. Co tam pisk szansonistów, skoro akurat prawnicy dają do pieca. Ale zmieniłem zdanie, gdy zobaczyłem, co wyprawia pisowskie webwojsko. Naprawdę się przejęli. Komentarze jak zwykle prostackie, ale liczne. Podobnież my - lewacy - zaszczuliśmy Marylę Rodowicz i generalnie się zamachnęliśmy. Kopiemy rowy i niszczymy święto piosenki. A za Tuska to dopiero były zapisy na niepokornych artystów wyklętych. Tu przywołują sprawę jednego gostka, co o nim nigdy nie słyszałem, co dowodzi (to że nie słyszałem), że sprawa poważna była. Ot zniszczyli siepacze Tuska barda prawdziwie katolickiego i narodowego oczywiście. To teraz Kurski ma święte prawo sekować Kajah i tego świra Jakubika, co z biskupów się ponoć wyśmiewa.

   Kurski (przypuszczam, że na skutek pychy i buty) nawet nie pomyślał, co narobi, cenzurując wykonawców pani Maryli. Rodowicz to przecież żadna kontestatorka, tylko raczej dobrze żyjąca z wszelką władzą oportunistka. Zresztą próbował się cofnąć, ale mleko się rozlało. Można śmiało powiedzieć, że stan na tą chwilę jest taki (sobota, godzina osiemnasta), że tegoroczny FPP w Opolu nie istnieje. Odpalony przez Kajah i Nosowską bojkot narasta jak śniegowa kula i nie ma godziny, by ktoś nowy nie dołączył. Do jutra pewnie tylko Pietrzak zostanie.

   Stąd pisowska panika. Sędziowie są dla pisowskiego elektoratu bez większego znaczenia. Ale spektakularna klęska organizacyjna TVP, filaru rządowej propagandy, to zupełnie coś innego. To widać, słychać i czuć. 

   Od wyborów już parę razy nie posiadaliśmy się ze zdumienia, że kolejne pisowskie horrenda nie ruszają w dół pisowskich sondaży i w końcu doszliśmy do wniosku, że betonowatość ich betonowego elektoratu jest wyjątkowo betonowa. Ale to nie tak. Po prostu nie wiemy ile wynosi masa krytyczna. Nie wiemy która kolejna wojenka to będzie o jedna wojenka za dużo. Foch piosenkarzy jeszcze pół roku temu byłby bez znaczenia. Teraz to nieplanowana i niechciana wojna, groźna z powodu nadmiaru wrogów.

   Ostatnio z pewną fascynacją klikam na pisowskie portale i grupy dyskusyjne. My piszemy ciągle to samo, tylko bardziej, co jest trochę nudne. A oni zaczęli się sypać. Szukają wewnętrznych wrogów i przyczyn niepowodzeń. Szansę sanacji widzą w bolszewickim wzmożeniu, wzywają do bojkotu nieprzychylnych mediów i do ustanowienia ludowych trybunałów prawdziwie patriotycznych, co się z wrażym Tuskiem i takim np. Rzeplińskim rozprawią i w ogóle nie będą się w tańcu obcyndalać. Nieśmiało póki co wspominają o prawdziwie patriotycznej cenzurze. Widzą też oczywiście wtopy Dobrej Zmiany. Taki wypadek Szydło wkurwił najwierniejszych, a i Misiewicz boli, bo sprawa jest zbyt oczywista. Na to nakłada się blamaż komisji Berczyńskiego. Z legionu obrońców teorii zamachowej została garstka, a czasami na forach nie odzywa się nikt. Pogubili się. Jakże żałośnie wybrzmiał gostek, co dziwił się, że poparcie takie słabe i nie rośnie, a przecież PiS tyle dobrego uczynił. Konstatował, że lud jest głupi i niewdzięczny. Dotąd to my się na głupotę wyborców skarżyliśmy. 

   "Upadek prezesa jest pewny, tylko termin nie jest przesądzony". Tak mnie koleś jeden przekonywał. No pewnie Ten nieudaczny autorytaryzm ma w sobie taki ładunek autodestrukcji, że na koniec będą szukali kogoś, kto przyjmie ich kapitulację. Ale w pewnym wieku czas nabiera znaczenia. coraz trudniej mi się czeka. Johny już chciałby pomaszerować do domu.



18:54, starszy58
Link Komentarze (18) »
niedziela, 07 maja 2017

   Nie byłem. To nowe doświadczenie, bo dość konsekwentny ze mnie demonstrant, ale ciekawe. Z daleka może i lepiej widać. 

   Stara zasada wojskowa mówi, że to w marszu najlepiej organizuje i porządkuje się armia. Zbieranina zmienia się w siłę. Oczywiście pod warunkiem, że istnieje koordynujący ośrodek. Dowództwo. Inaczej tłum, to tłum. Choćby nie wiem jak długo szedł. Tym byliśmy za wczesnego KODu. Niesionym emocjami, wkurwionym tłumem, który się łudził, że nowi władcy są na tyle normalni, że choć trochę się naszym wkurwieniem przejmą. Ale nie z psycholami i paranoikami takie numery. Zracjonalizowali sobie nasze protesty. Uznali nas za interesownych zdrajców opłacanych przez Sorosa. Trudno nawet się im dziwić. Nazi-czuby tak mają. Wszędzie spiski i zamachowcy sadzący drzewa na drodze limuzyn.

   Ten marsz był wyraźnie inny. Jakby mniej emocji, a więcej organizacji. AntyPIS szedł by się policzyć, zdefiniować i spozycjonować elementy składowe. Szły trzy partie, samorządowcy, nauczyciele i KOD z nowym liderem Łozińskim. Był Borowski, jako łącznik z lewicą, a raczej z tym gruzowiskiem, co z lewicy zostało. Padło kluczowe hasło, czyli "wspólna lista". Akceptowane mniej lub bardziej przez wszystkich obecnych. 

   Partie.

   Z dominacją PO pozostali się pogodzili. Schetyna stara się zresztą być nienachalny. Stać go, bo dostał co chciał. Będzie miał ostatnie zdanie i o ile nie przegnie z wielkopaństwem, zmontuje zwycięską koalicję. PSL przetrwał w okolicach progu i teraz dostał szansę na rzucenie się pisowskim agresorom na wsi do gardła. Minister rolnictwa (ten o wyglądzie kretyna, nazwiska nie pamiętam) właśnie jest na dobrej drodze do zawalenia sprawy dopłat i generalnie do gigantycznego blamażu. Uderzona po kieszeni wieś na pewno się wścieknie i może uznać, że rodzinna "peezelowska" mafia przynajmniej jest fachowa. W Nowoczesnej właśnie Madera-szok przemija. Petru zrobił to co mógł najlepszego, czyli cofnął się do drugiego szeregu, a zarząd przyjął jedyną możliwą taktykę - wylistował w dostępnych mediach różnice między .N i PO, ale jednocześnie podkreślił obszar wspólny. To kurs na liberalno - demokratycznego, dziesięcioprocentowego koalicjanta. Rozsądne w obecnej sytuacji.

   ZNP.

   Zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum dało Broniarzowi podmiotowość i wypchnęło go na wyżyny, na których nigdy nie był. A najlepsze dopiero przed nim. Albo Zalewska wymięknie i można będzie ogłosić sukces, albo tą swoją kretyńską reformę przeprowadzi i będzie można ogłosić się Wernyhorą co przewidział chaos i burdel, które nieuchronnie nastąpią. Swoją drogą głupota i niezdarność pisowska poraża. Wyjściowo obywatele gimnazjów nie kochali. Ale jak PiS wziął się za robienie obywatelom dobrze, obywatele zdanie masowo zmienili. A uczyniła to jedna idiotka z wiecznie przyklejonym fałszywym uśmiechem. Paradne.

   Samorządy.

   Tu sprawa jest jasna. Zapowiadane uderzenie pisowskie w samorządowy ekosystem, wynikające głównie z pazerności na kasę i etaty, musiało się skończyć powszechnym alertem. Przeciętny samorządowiec naprawdę się stara. Wyborcy mają go na wyciągnięcie ręki, profity ani się umywają do tych stołecznych, więc musi być w tym element idealizmu. Owszem, ludzie to ludzie, a na prowincji nawet władza zatrudnienia sprzątaczki się liczy, niemniej jakoś się to wszystko utrzęsło, a liderzy są naprawdę potężnie zakorzenieni. Gdzieniegdzie wręcz znają wszystkich swoich wyborców osobiście. To działa. PiS chce samorządom zabrać pieniądze i kompetencje, a za to wcisnąć im sprawdzonych towarzyszy i ich znajomych i pociotków. Wręcz zmusza tych ludzi, by walczyli o życie. A mieszkańcom proponuje powrót do socjalistycznego centralizmu, gdzie wszystko załatwia Warszawa ze zwyczajowym dwuletnim opóźnieniem. Albo się PiS wycofa, jak Sasin z metropolią, albo polegnie.

   KOD.

   Ci którzy już KOD pogrzebali, trochę się pospieszyli. Struktury istnieją, sieciowe grupy kodowskie mają po staremu duży zasięg, a Łoziński to jest ktoś. To oczywiście organizacja czasu wojny, w normalności zejdzie naturalną śmiercią, ale czyż nie mamy wojny na całego? Kodowcy są potrzebni choćby po to, by moderować ucieranie się wieloskrzydłowej opozycji, bo to organizacja ideologicznie amorficzna. Opozycyjny kosmos w pigułce. Od początku naciskali na instytucjonalizację antyPISu. I mieli rację. Przegrali nie tyle przez Kijowskiego, co przez to, że uzależnili się od iwentów. Tych wieców i pochodów było zwyczajnie za dużo i w końcu w to jałowe działanie angażowała się garstka. Jednak to porządni ludzie i prawdziwi patrioci. To w większości weterani Wielkiej Solidarności, co poczuli smród powracającego peerelu i się przerazili recydywy.

   Lewica.

   Coś bez definicji i programu. Jeden wódz na dwóch Indian. Ale przecież do antypisu się łapią. Mają alergię na faszyzm i na tą januszowatą i sebowatą bogoojczyźnianość. Bardziej niż inni stoją za Czarnym Protestem, instytucją enigmatyczną, ale potężną. Prawdziwym nieszczęściem byłoby wpadnięcie tych głosów w podprogową przepaść, bo na dzień dzisiejszy kręcimy się wokół remisu. Nic na to nie możemy poradzić jednak. Albo się inteligenccy doktrynerzy z Razem dogadają z towarzyszami z SLD, albo nie. Albo się Nowacka, czy Biedroń, na coś zdecydują, albo dalej będą hamletyzować. Naprawdę dobrze byłoby mieć luksus machnięcia ręką na tych ludzi, ale jest jak jest.

   Tak to wszystko wygląda dzisiaj. Za cholerę nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie za miesiąc. Nic to. Nie warto oglądać się na losowe zdarzenia i fluktuację. Trzeba twardo robić swoje i zakładać zwycięstwo. Inaczej już w połowie przegraliśmy.




   


10:27, starszy58
Link Komentarze (29) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
NAPISZ DO MNIE
Email me