czwartek, 16 lutego 2017

    Kiedy powiedziałem ostatnio znajomemu, że nie znam żadnego głosującego na PiS frankowicza, on zaoponował. "A Iksińscy? Przecież oni przez te franki nawet za Dudą agitowali."

    Nie wiedziałem. Ale historię ich długu znam. Byłem przy tym.

    Założenia były spoko. Funkcjonalne 140m2 w miłej typówce z dwuspadowym, blaszanym dachem, budowane na dziedziczonej działce. Rozsądna alternatywa dla własnościowego mieszkania, czy wynajmu. Coś szyte na iksińskich finansową miarę i tanie w adaptacji. Jakieś sto dwadzieścia, sto czterdzieści tysiów, jak się ściskać. No to poszli po kredyt. I teraz i wtedy banki takich jak oni kochają. Para korpoludków średniego szczebla z jednym dzieckiem i spłacających regularnie karty. No i gdy Iksińska zobaczyła wycenę ich zdolności kredytowej, oczko temu misiu się błysło. Obłożyła się katalogami, odwiedziła wszystkie pobudowane koleżanki, wysłuchała starannie opinii wszystkich niepobudowanych. I starannie zignorowała zdanie rodzonej matki. W efekcie zamówiła projekt nowoczesnej, przypominającej barak dwustupiędziesięciometrowej hanchary, przeszklonej i wykończonej wielką szarą płytą elewacyjną. Oczywiście cudo do posiadanej działki nie pasowało. Po pierwsze była za mała, po drugie za płotem był kurnik, a po trzecie trzy domy dalej sąsiad trzymał krowę. Na szczęście parę kilometrów dalej znalazło się świeżo odrolnione 1000m2 w okazyjnej cenie, do tego pod lasem. Obiekcje Iksińskiego Iksińska spacyfikowała mieszaniną focha oraz seksualnego przekupstwa i inwestycja ruszyła.

   Iksiński, człowiek spokojny, pozbierany i rozsądny (przynajmniej dopóki Iksińska nie ściągnęła majtek), fazę stanu surowego przeprowadził sprawnie. Poniosło go tylko w sprawie pompy ciepła, bo naganiacz był naprawdę przekonujący. Trochę się Iksiński zmartwił, gdy mu wyliczyłem, że te pięćdziesiąt kawałków i za trzydzieści lat mu się nie zwróci, ale było po fakcie i pocieszał się ekologicznością wydatku. No bo przecież buduje się na całe życie. Wykończenie wzięła w swoje ręce inwestorka. Robiła piekło kolejnym fachowcom i szalała. Zamiast parapetów z konglomeratu poszedł bajerancki marmur, a sam blat z indyjskiego granitu (prawda, że pięknego) na kuchennej wyspie kosztował piątkę. Nudny gres został zastąpiony hiszpańskim wynalazkiem metr na metr, koszmarnym w układaniu i pewnie koszmarnym w utrzymaniu, bo porowatym. Oczywiście deska barlinecka zamiast paneli, komplet dizajnerskich lamp i kolorystyka wg drogiego projektu modnej wnętrzarki. Kominek z płaszczem wodnym wyniósł umiarkowane dwadzieścia parę, ale praktycznie nie był używany nigdy, bo iksińską irytuje popiół w salonie i brudząca się szyba. No ale buduje się na całe życie.

   W każdym razie nie wymiękli i doprowadzili rzecz do końca. No i oprzytomnieli. Negocjacje z firmą ogrodniczą zerwali, zadowalając się trawnikiem na całości i własnoręcznie sadzonymi iglakami z OBI.

   Teraz sprawy mają się tak. W podwójnym garażu stoi stara Fabia i psująca się wiecznie kosiarka. Razem z Iksińskimi mieszka matka Iksińskiej. Zajmuje się dzieckiem, gotowaniem obiadów i doprowadzaniem do nerwicy Iksińskiego. Ale ta dobra kobieta płaci też od czasu do czasu ze swojej emerytury rachunki za prąd, więc Iksiński nie śmie bałaknąć. Ponoć Iksiński dostał znakomitą ofertę pracy we Wrocławiu. Musiał ją odrzucić, bo "budowanego na całe życie" domu nie sposób na dołku sprzedać przynajmniej tak, by wyjść na zero. 

   Temu wszystkiemu nie franki są winne przecież. Franki tylko pozwoliły fałszywie ocenić długofalową zdolność kredytową. Resztę zdziałała nieśmiertelna babska głupota i luki w męskiej inteligencji spowodowane odpływem krwi z mózgu w inne części ciała. Winny jest też głupi optymizm, napędzany wzrostem na kredyt. No i jakośtobędzizm. Jednostka chorobowa typowa dla pokolenia kart kredytowych.

   Teraz Iksińscy czują się lepiej, bo mają na kogo zwalić. Banki ich oszukały, a na dobitkę PiS ich wychędożył. Może nawet pojadą protestować do Warszawy przed pałac. Pewnie kręcą się też przy pozwach zbiorowych i użalają w towarzystwie podobnych im głupków. Jednego nie robią na pewno. Nie patrzą w lustro.


   Tekst ten dedykuje wszystkim, którym operacja kredytowo - mieszkaniowa się udała, bo dobrze liczyli i zachowali rozsądek. Tak to się robi. 

   No i oczywiście Marzateli, która robi remont. Powiodzenia Marzenko:)



wtorek, 14 lutego 2017

   Forum pod artykułem o modernizacji armii.

Ja: "Albo 500+, albo modernizacja."

"Prawdziwy patriota" do mnie: "Lewactwo nie może przeżyć, że pis pomaga zwykłym ludziom, a nie banksterom," 

   Zsumujmy. Lewak wg pisowca to militarysta, przeciwnik socjalu i zwolennik stabilizowania systemu bankowego przez państwo. Jak tak to ująć, to rzeczywiście. Lewak ze mnie jak cholera.

   Robi się naprawdę śmiesznie.



09:53, starszy58
Link Komentarze (8) »
wtorek, 07 lutego 2017

    Trochę historii (za Sołoninem). W czerwcu 1941 r., w przeddzień niemieckiego ataku, sowieci mieli wszystkiego więcej. Więcej ludzi, więcej czołgów i więcej samolotów. I był to sprzęt lepszy od niemieckiego. Czołgi i samoloty miały lepsze parametry w zasadzie wszystkich kategoriach, a odpowiednika niebywałego czołgu ciężkiego KW Niemcy zwyczajnie nie mieli. Nie jest też prawdą lansowana przez sowiecką, a później rosyjską propagandę teza o totalnym zaskoczeniu. Jednostki były w stanie podwyższonej gotowości od całych tygodni. A nie mówimy tu o oddziałach syberyjskich, czy dalekowschodnich. Potężna sowiecka Armia Zachodnia była skoncentrowana na granicy, a magazyny miała pełne zapasów i amunicji.

   W bitwie granicznej Wermacht Armię Czerwoną rozdeptał. Później gonił ją do samej Moskwy, gdzie powstrzymały go syberyjskie dywizje, mróz, przestrzeń i głupota Hitlera.

   Bo jednego Niemcy mieli więcej. Doświadczonych oficerów wszelkich szczebli. Sowieccy doświadczeni oficerowie siedzieli w gułagach, albo leżeli zakopani pod płotem. Zastąpiły ich gołowąsy, lub partyjni działacze.

   Czy czegoś to nie przypomina? Wojsko Polskie właśnie straciło ponad dwudziestu generałów i ponad dwustu pułkowników. I to nie jakiś emerytów z czasów Układu Warszawskiego. Odeszli oficerowie po natowskich szkołach i po misjach. Weterani z Iraku i Afganistanu. Armią rządzi młody, tłustawy obleś, zasłużony w krzewieniu religii smoleńskiej, a Wodzem Naczelnym jest regularny świr. Programy modernizacyjne stanęły, a błazeńska Obrona Terytorialna pali głupa po lasach i polach. Armia planuje reaktywację Stoczni Szczecińskiej z siedzibą w Radomiu, prawdopodobnie w celu wybudowania lotniskowca.

    Nasza militarna rzeczywistość jest taka, że gdyby nie Ukraińcy po drodze, doniecka zbieranina spokojnie mogłaby zająć Warszawę. Jankesi pewnie utrzymaliby Żagań.

   Zaprawdę powiadam wam - módlmy się o pokój. Nawet ateiści niech się przyłączą na wszelki wypadek. Bo innej ochrony przed wrogiem Polska nie ma. Tylko Najświętsza Panienka. Niestety ma kobiecina sporo roboty z Polakami. Wicepremier Morawiecki właśnie powierzył jej uratowanie gospodarki.

   Może jednak Bukareszt? Zanim Opatrzności się cierpliwość wyczerpie.



10:42, starszy58
Link Komentarze (20) »
czwartek, 02 lutego 2017

    O piątej obudził mnie szum. Padał deszcz. Pierwsze krople z trzaskiem zamarzały na zmrożonym betonie, ale następne tylko chlupotały podkreślając absurdalność pogodowej sytuacji. Lodowo wodną superślizgawkę pokrył w końcu mokry śnieg padający wielkimi płatkami. Pozostało tylko odwołać niepilną wyprawę do znajomego rzemieślnika i zamiast wyprawy do sklepu wyciągnąć kolejne pudełko z zamrożonym bigosem.

  Taki śnieg z deszczem działa na miejską atmosferę jak mokry filtr. Nie dość, że pochłania pyły to jeszcze rozpuszcza w sobie dwutlenek siarki. Ulicami i chodnikami płynie wtedy kwaśna breja, podgryzając podeszwy i opony. W wodzie rozpuszcza się też tlen (niewiele) i dwutlenek węgla. Atmosfera robi się taka bardziej azotowa. Jeden z moich charyzmatycznych wykładowców mawiał, że gdyby do zestawu dodać wysokie ciśnienie, moglibyśmy dostać choroby kesonowej. Co było oczywistą nieprawdą, ale z lubością powtarzały to całe roczniki. Inżynierowie też mają swoje legendy miejskie. 

   Dawniej nawet takie pogody były sympatyczniejsze. Grzała nas młodość, a słowa "osteoporoza" nawet nie znaliśmy. Wpadała moja ówczesna dziewczyna Basia i opowiadała jak to wywinęła orła w spożywczaku, na pokrytej błotem pośniegowym lastrikowej podłodze. Pytała, czy chcę zobaczyć jakiego ma wielkiego siniaka na pupie. Fajna była. Ten, za którego w końcu wyszła miał więcej szczęścia, niż na to zasługiwał. A ja byłem głupszy niż ustawa przewiduje, bo wiecznie poszukiwałem zieleńszej trawy na innych pastwiskach. Było, minęło.

   Na podwórku od trzech lat królują dwie sroki. Są ciekawskie i bezczelne. Wygrały wojnę z wronami o miejsce przy kominie i o prawo do wyjadania Miśkowi ze stojącej na tarasie miski. Misiek usiłował pilnować, ale w końcu machną łapą. Kotka próbowała bez przekonania na nie polować, ale ją wyśmiały. Teraz ostentacyjnie tych ptaszysk nie zauważa. Jedna, trochę mniejsza, regularnie siada za oknem o metr ode mnie i rozprasza mnie przy pisaniu. Przekrzywia ironicznie główkę i się nabija. "I co frajerze, znowu klepiesz o pisie? Strasznie się przejmą." Fakt. Równie dobrze mogę pisać o srokach i lodzie. Albo oburzać się na palenie śmieciami.Grunt, to dać rzeczy słowo. Odpowiednie.

   Można napisać, że zapylenie przekracza pięciokrotnie normę. Można też napisać, że zapylenie spadło o pięć procent w stosunku do średniej wieloletniej. Klęska i sukces w jednej prawdzie obiektywnej. Oto gostek z sortowni śmieci opowiada reporterowi, jakie to surowce odzyskują, jakie polary pomagają wytwarzać i ile wytapia się aluminium z ich puszek. Na koniec dodaje, że wytwarzają też "paliwo alternatywne" "Wow!" - podziwia dosyć głupawy reporter. "Jakie to ekologiczne!" Dobrze dobrać słowo i sieć nieautoryzowanych spalarni sprzedana ludowi. Gdyby gostek powiedział: "Mamy tyle tego gówna, że musimy nim w okolicznych kotłowniach palić", toby zaraz jakieś demonstracje były, a telewizyjni tłukliby oburzoną setkę za setką. A tak "paliwo ekologiczne" i szlus.

   Inny gostek (dosyć paskudny z wyglądu) na tej samej zasadzie głosi, że dopiero on wprowadza prawdziwą wolność i demokrację.


  Czasami marnowanie elektronów na zbędną pisaninę to głupota. Ale też czasami człowiek musi. Na szczęście nie ma przymusu czytania. Ale jak już przeczytaliście to trudno.

11:54, starszy58
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 30 stycznia 2017

    Redaktor Kublik wydziwiała w GW nad Komisją Smoleńską. A to, że kupa kasy, a to że zero efektów i takie tam. Oczywistości. Wygląda na to, że redaktorka nie wytrzymała. Tak jak w towarzystwie - chodzi gość powiedzmy z wielką plamą na tyłku o podejrzanym kolorze, a zmówieni uczestnicy milczą poważnie, dając delikwentowi robić z siebie idiotę. Aż wreszcie ktoś "nie wytrzymie" i parsknie. I cała beka spalona przed czasem.

   Ja na ten przykład byłem ciekaw tych eksperymentów z brzozą na samochodzie, czy z modelem zabawką w tunelu aerodynamicznym. Kto wie zresztą jakie szwejkowe bęcwalstwa szanowni komisjanci by jeszcze wymyślili. W naszej ponurej rzeczywistości każda rozrywka dobra. A że miliony? Zwyczajnie musi kosztować.

  Komisja właśnie się dowiaduje, że co innego gadać sobie i się wzajemnie przekonywać w towarzystwie wzajemnej adoracji, a co innego sklecić prawdziwy dowód i to taki, co wytrzyma weryfikacje sceptycznych osób. Mają podważyć znakomicie udokumentowaną i przemyślaną wersję poprzedniej - niesłusznej - komisji, mając w zanadrzu jedynie uprzedzenia i paranoje. Co więcej - ciąży im straszna polityczna odpowiedzialność. Mit zamachowy to polityczny filar Dobrej Zmiany to raz. Sens życia prezesa - to dwa. No to są w panice i desperacji. Stąd ekshumacje i stąd projekty obłąkańczych i wściekle drogich eksperymentów. Stąd kompletnie niezrozumiałe dla fanów unikanie wyprawy na wizję lokalną do Smoleńska. Mają pewność, że to nic nie przyniesie, a zniknie kluczowa wymówka. A Rosjanie bawią się świetnie i podpiekają matołków na wolnym ogniu. 

   Nie do pozazdroszczenia, ale sami chcieli. Kasa jest z tego przyzwoita, a robota póki co stabilna. A dotąd szanowna komisja była jedynie podszczypywana, a lud pisowski stał za nią murem. Aż tu taka Kublik.

   Jeszcze pół roku temu pod takim artykułem trolownia pisowska urządziłaby sabat. Oto lewacy, zdrajcy i komuniści stoją na drodze do odkrycia strasznej prawdy, a ciężko pracujący dla ojczyzny patrioci są przez tą żydówkę i zdzirę Kublik obrażani. Jeszcze pół roku temu. Teraz jeden czy dwóch popiskuje cicho i bez przekonania. Stara śpiewka - jesteśmy o krok od przełomu. Czyli to, co prezes powtórzy dziesiątego lutego i jeszcze paręnaście razy. 

   Cóż - koń jaki jest każdy widzi. Po paru latach debat w Zespole Parlamentarnym i po roku dysponowania przez komisję  bez ograniczeń aparatem państwa, nawet szczerzy wyznawcy wymagają jakiś efektów. Efekty zerowe boleśnie nadwyrężają smoleńską wiarę i redukują kręgi akolitów. Bardzo to ciekawe. Bez powagi oficjalnego dochodzenia wiara w zamach spada do kategorii "Elwis żyje" i siła polityczna tej wiary ulega erozji. Co za tym idzie ulega erozji siła polityczna Macierewicza. I to w sytuacji bardzo źle przyjętego przez lud karambolu, a nawet otwartych oskarżeń o pederastię (Ziemkiewicz). Antoni wygląda na pierwszą cegłę, którą da się wydłubać z pisowskiego muru. A stawiałem na Waszczykowskiego. 

   Ja wiem. Sprawy stoją paskudnie. Opozycja skłóciła się i sondażowo dołuje. Kijowski seryjnie popełnia "niezręczności", ten z PO (nazwiska zapomniałem) to nielotny kabotyn, a żonaty Petru bzyka mężatą koleżankę (przynajmniej ładną i kobietę). Nic to. 

   Idzie wiosna.



10:49, starszy58
Link Komentarze (19) »
piątek, 20 stycznia 2017

    Lat temu parę oglądaliśmy TV w towarzystwie pary farmaceutów. Program jak program, ale z reklam mieli aptekarze bekę co się zowie. Telewizor: Nasz specyfik zrobi cuda dla twoich stawów, bo uzupełnia kolagen. Pigularz: Jasne. Jak zjesz tonę przez miesiąc i od tego nie zdechniesz. Telewizor: Nasze pigułki zlikwidują uporczywe zaparcia. Ja: Też nie działa? Oni: Nie działa, jak masz szczęście. Jak zadziała to kibel rozwali i odwróci kiszkę stolcową na lewą stronę. Nie mam zamiaru przenosić bloga do kategorii "Tylko dla dorosłych" więc nie zacytuję opinii farmaceutki o żelu do infekcji intymnych.

   Oczywiście, ci ludzie reklamę parafarmaceutyków jak najbardziej popierali, bo z tego żyli. Odreagowywali tylko przy gorzałce życie w aptekarskiej postprawdzie.

   Przeciętny obywatel z dumą oznajmia, że kto jak kto, ale ON nabierać się nie daje. A za chwilę nabywa za siedem pięćdziesiąt tabletki musujące z mikroelementami. Plasterek selera ma tych mikroelementów więcej, ale koleś wcale nie ma poczucia, że został wychędożony. Może nawet rzeczywiście czuje się lepiej, bo taka jest siła efektu placebo. 

   Postprawda to specyficzny rodzaj kłamstwa. To kłamstwo skierowane do tych, co tak pragną uwierzyć, że ani im w głowie najprostsza weryfikacja. Postprawda, to prawda prymitywów i prostaczków. Coś, co wyjaśnia świat wyborcom Trumpa i prezesa. Osobliwie widać to na przykładzie fenomenu Smoleńskich. "Zamach" to skompromitowana bzdura i brednia, ale w ich świecie zamach musiał być, wiec towarzysz Antoni może debilków ładować w chuj jeszcze przez pół wieku. A prezes może jeszcze latami oznajmiać dziesiątego, że straszna prawda wyjdzie najdalej za miesiąc.

   Jasne, i my miewamy swoje postprawdy. Wierzymy w generalnie dobrą naturę człowieka, w to że muzyka łagodzi obyczaje, a niektórzy nawet w prognozy pogody. Tak jest łatwiej żyć. Taka jest ludzka natura. Ale w naszych postprawdach nie ma zacietrzewienia i nienawiści. Co najwyżej naiwność.

   W każdym razie tak było. Bo gdy gnoje masowo podnieśli głowy i swoją głupotę i przesądy uznali za dowód własnego geniuszu, a wszystkich przeciwnego zdania uznali za zdrajców, to sielanka się skończyła. Smród powracających totalitaryzmów zaciska dłoń w pięść i każe umysłowi segregować fakty, pomijając te niewygodne. To samoobrona, ale czyż da się wrócić do stanu przed? Mam czarne myśli.

   Bo to jest tak, że nie da się już bez walki obronić naszej europejskiej tożsamości, zasad liberalnej demokracji i choćby wolności słowa i państwa prawa. A wojna to wojna. Prawda obrywa pierwsza. 

   Postprawda tryumfuje a pokojowi idealiści chowają się przerażeni po kątach.



     

   


12:17, starszy58
Link Komentarze (15) »
sobota, 31 grudnia 2016

   Można oczywiście założyć, że z głosowaniem na Sali Kolumnowej było wszystko w porządeczku i da się to pięknie udowodnić w oparciu o nagrania. Wtedy całe to zachowanie prezesa i przydupasów w rodzaju Selina (kiedyś przyzwoity człowiek) byłoby zrozumiałe. Podpuścić opozycję i media, skłonić do stanowczych oświadczeń, a następnie triumfalnie udowodnić swoją rację. Brudna gierka na miarę paranoicznego i pokręconego umysłu prezesa. Można.

   Jednak w kategoriach prawdopodobieństwa mówimy o stosunku jeden do stu. Nieudacznikom i to się popieprzyło. Idą w zaparte. Kworum nie było. Materiał TVN razem z brakiem imiennej listy i odmową udostępnienia nagrań to przesłanki w rodzaju ryby w butelce z mlekiem. Mleczarz jednak dolał wody z rzeki.

   Tylko tyle, że kaliber przekrętu, to Trybunał Konstytucyjny razy dziesięć. Bo to już nie o opozycję idzie. Idzie o wadę prawna dwóch znaczących ustaw. Pierwsza to dezubekizacyjna. Mało ważąca budżetowo, ale spektakularna. Otóż każda kancelaria adwokacka w kraju i każdy pojedynczy papuga rozważa teraz reprezentowanie skaleczonych ustawą byłych pracowników MSW. Był czas, kiedy nienawidziłem gnoi. Teraz będę im kibicować. A w sprawach o kaskę łatwych kompromisów nie ma. Rząd polegnie i to nie raz, a tysiące razy. No po prostu znakomite posunięcie piarowe.

   Natomiast konsekwencji uchwalenia budżetu z wadą wprost nie można sobie wyobrazić. Tu już nie osoby o wątpliwej jednak reputacji, ale samorządy, instytucje i firmy będą podważać w sądach i w arbitrażach wszystko, co im nie pasuje. A agencje ratingowe właśnie ekspresowo korygują to, co miały ogłosić w styczniu.

   Pisowcy niech się nie łudzą, że gołosłowne zaklinanie rzeczywistości pomoże. Tutaj ciężar dowodu spoczywa na parlamentarnej większości. A brak takiego dowodu to nie kwestia krzyku opozycji, tylko kwestia dziesiątków tysięcy indywidualnych decyzji gospodarczych. Prezesowi może to zwisać, bo on bohatersko poświęci dobro innych dla własnej wizji, ale mi osobiście nie jest do śmiechu. Będę wśród tych milionów, których potencjalna zapaść dotknie osobiście.

   Nie warto nawet pytać, po co smoleńscy rozpętują kolejną idiotyczną wojnę. Tak mają i tyle. Bez wroga nie istnieją. Wróg ich definiuje, bo sami nie przedstawiają żadnej wartości dodanej. Przynajmniej w sensie cywilizacyjnym.

   Rok temu na tym blogu uprawiałem nieznośne nawet dla mnie czarnowidztwo. A tu niespodzianka. Okazało się. że byłem naiwnym optymistą.



07:44, starszy58
Link Komentarze (31) »
piątek, 23 grudnia 2016

    Motto: "Kto jest przeciw? Nie widzę. Zresztą nieważne, czy widzę, czy nie widzę." (marszałek Kuchciński, imienia nie pamiętam, grudzień 2016)

    Sondaż MB, obecnie najpoważniejszej i najbardziej wiarygodnej sondażowni jest przeciekawy.  I nie mówię o preferencjach partyjnych, stojących od roku praktycznie w miejscu, tylko o pytaniach dodatkowych. Czy Pis osłabia demokrację? 57% do 20% na tak. Czy opozycja się sprawdza? 60% do 30% na nie. Oba te wyniki są dla PiS-u katastrofalne. Oznaczają wewnętrzną erozję pisowskiego elektoratu i potężny potencjał pisowskich wrogów. Krótko mówiąc - PiS jest obrzydliwy, ale skłócona i podzielona na wszelkie sposoby opozycja też nie teges. Teraz potrzeba nowej opozycji tylko.

   No niestety. Aniołowie nie zstąpią i nie dostarczą Polakom nowej klasy politycznej. Jest, jaka jest i innej nie będzie. To wynika z samej istoty naboru. Polityk to specyficzny typ osobowości łagodnie mówiąc. Nic to. Nawet taka opozycja ma zwycięstwo - i to szybkie - w zasięgu ręki. Jak już siedzą w tym Sejmie, to mogliby pomyśleć, pogadać i stworzyć nową jakość - formalną koalicję.

   Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Doły platformerskie i nowoczesne się nie znoszą. Osobliwie platformersi są obrażeni i produkują na Petru dwa razy więcej hejtu, niż PiS z Kukizem razem wzięci. Normalka. Zawalili sprawę i szukają zewnętrznej przyczyny klęski. Ludzka sprawa. No i my tych urzędasów, oportunistów i karierowiczów nie kochamy. Jeszcze miesiąc temu o głębszym porozumieniu mowy nie było. Teraz to się zmieniło. No cóż - inwazja wariatów działa otrzeźwiająco. Prezes naprawdę rozwala demokrację i naprawdę planuje wyjście z Unii Europejskiej. I dla realizacji "swojej wizji Polski jest gotów zapłacić gospodarczym spowolnieniem" Patrz wczorajszy wywiad dla Reutersa. 

   Teraz trzeba to zrobić dobrze. Jednoczącego lidera - jakiegoś świętego, co to go wszyscy znają i kochają i który nikomu się tym, czy owym nie naraził - nie ma. Musi go zastąpić komitet wykonawczy o dużych uprawnieniach, złożony liderów politycznych i niezależnych autorytetów. Taki zbiorowy lider opozycji. Radzę się w czasie jego ustanawiania nie kłócić i nie przesadzać z demokracją. Demokracja na wojnie jest niepraktyczna. Komitet musi przygarnąć prawicowych dysydentów, takich jak Dorn i Ujazdowski, ale też i umiarkowanych lewicowców, takich jak Nowacka, czy Cimoszewicz. Wspólnym mianownikiem powinien być powrót do zasad liberalnej demokracji w rozumieniu monteskiuszowskim (trójpodział władz) i ustanowienie konstytucyjnych zabezpieczeń przed nawrotem narodowo socjalistycznej choroby. No i oczywiście niepodważalna obecność w UE. To wszystko i tak nie wystarczy bez zarezerwowania jeszcze pięciu miejsc. Dla pisowskich posłów gotowych zmienić strony. Danina złożona politycznemu pragmatyzmowi.

   Towarzystwo w sprawach gospodarczych się nie dogada - to jasne. Ale spokojnie może się zgodzić na zdroworozsądkowe prowizorium w tej dziedzinie, uspokajające rynki i przyciągające inwestorów. Takie twory funkcjonują latami, z pożytkiem dla wszystkich, choć nikt nie jest zadowolony do końca. 

   Elektorat taką konstrukcję kupi. Ludzie lubią zgodę i Wielkie Koalicje. Ja nie, ale szaleństwo smoleńskich jest tak destrukcyjne, że i ja się z taką koalicją pogodzę. 

   Rozum prawda i logika obrywają i oberwą jeszcze bardziej. Trudno. Idzie wojna, a nas jest więcej.



08:34, starszy58
Link Komentarze (13) »
sobota, 17 grudnia 2016

   Od dwóch osób usłyszałem dzisiaj takie pytanie. No raczej nie sądzę. Owszem, wkurw jest potężny, ale to ci sami ludzie są wkurwieni, tylko bardziej. Grudniowe starcia władza wygrywa, choćby dlatego, że jest zimno. No ale ta atmosfera stanu wojennego przywraca wspomnienia młodości.

   No i ta bolszewicka gadka. "Wściekły opór przeciw dobrej zmianie". Toż to stare dobre "zaostrzanie się walki klasowej w miarę budowy komunizmu". Bolszewicy nie kumają, jak bardzo są bolszewiccy.

   Niemniej jednak demokracja wygląda na nieźle trzepniętą. Podtruwana i podgryzana przez Piśniętych (ładne słówko) słabnie w oczach. Rodzi to pytanie o jej najważniejszą funkcję, czyli wymianę władzy w wyniku wyborów. Kto wie, jak daleko dojdzie pisowska pełzająca dyktatura. Prezes może sobie wyobrazić, że jeśli zmodyfikuje i częściowo rozmontuje mechanizmy wyborcze, to będzie rządził we wieczność. Takie złudzenie doprowadzi nieuchronnie do przesilenia. Już nie ulicznego. Te wygramy, ale koszt będzie straszliwy.

   A na tytułowe pytanie odpowiedź jest prosta. To "już" będzie wtedy, kiedy odpowiedź będzie dla dostatecznej ilości ludzi nieistotna. Ruszą się nie dbając o efekt i koszt, bo nie będą mogli dalej znieść skurwysyństwa. Kaczyński na taki wybuch nienawiści ciężko pracuje. Kłamie obraża, bredzi. To głupie i nieracjonalne, ale tak ma i tyle. I nie w nim problem, ale w tych milionach przygłupów i prostaków, którzy wzięli go sobie na wodza. To te pisowskie mięso armatnie oberwie najbardziej. Ale jego istnienie sprawia, że nie można liczyć na proste rozwiązania. Postpisowska Polska też okaże się paskudna, bo tym razem Hutu muszą zostać ukarani. 

   Wyciągnąłem buty trapery, robione na drutach skarpety i jednopalcowe rękawice. Wypakowałem stary kożuch a`la stróż. Nie znalazłem tylko nigdzie wewnętrznego przekonania. Na razie. Ale pójdę. Inaczej idiotycznie bym się czuł.



15:25, starszy58
Link Komentarze (26) »
piątek, 18 listopada 2016

   Tak się złożyło, że przyplątała się autorowi (gdzieś w okolicach Święta Niepodległości) grypa straszliwa, z takich co to się o testamentach i sprawach wiecznych przemyśliwuje. Dosyć się wtedy świat doczesny staje obojętny. Może nie całkiem, ale taki na przykład wybór Trumpa autor wziął za koszmar śniony w malignie. 

   Takie przypadłości oczywiście przechodzą. Wte, albo we wte. Tym razem przeszło wte. Oznacza to ostrożny powrót do rzeczywistości. Kto wie, czy maligna, wredna siostra haju, nie byłaby lepsza.

  Najpierw zadzwoniła córcia z pytaniem, czy wiem że niejaka Pielucha chce mnie deportować, a to z uwagi na chroniczny ateizm. Nie wiedziałem, ale sprawę obiektywnie zbadałem. Raczej posłance wierzę, że nie chce ruszać obywateli polskich, tylko lud napływowy. Poległa jedynie w starciu z pięknym polskim językiem, co się inteligentom 25%-owym nagminnie zdarza. Tak, czy siak jest skończoną idiotką, bo pomysł lojalek dla niekatolików tylko w takim umyśle mógł się zrodzić. No i adwersarze pani poseł maja rację nazywając ją faszystowską kurwą, na co się skarży. Ale żeby jakoś specjalnie odbiegała od pisowskiej normy, to nie.

   Przewijając wiadomości wstecz trafiłem na wyniki wiekopomnego głosowania, przywracającego poprzedni wiek emerytalny. No to muszę powiedzieć było zaskoczenie. Do końca nie wierzyłem, że okażą się dobrozmianowcy takimi głupkami. Trzy lata do wyborów, poprzednicy wzięli na siebie wysoce niepopularne, lecz konieczne decyzje, wystarczyło się wykręcić jakoś. A tu proszę. Już nawet nie następcom, ale sobie zakładają pętle na szyję, bo to da potężny koszt bezpośredni już w 2018r., a koszt pośredni daje już dziś, o czym dalej. Tu trzeba przyznać, że i opozycja populistycznie ściemnia. Czepili się głodowych emerytur (co jest oczywiste) a ani się nie zająkną o najważniejszym, czyli zawaleniu się systemu o dobre trzy lata wcześniej, niż wynika z rachunku. 

   Tak naprawdę dobijką jest pakiet nudnych cyferek. Franek po 4,15, a złoty najsłabszy w regionie. Rentowność obligacji dziesięcioletnich - 3.5%. Skok o pięćdziesiąt punktów bazowych po uchwaleniu obniżki wieku emerytalnego. Wzrost PKB rok do roku za trzeci kwartał - 2.5%. To 0.4% mniej od najbardziej pesymistycznych przypuszczeń.

    Zjazd po równi pochyłej ruchem jednostajnie przyspieszonym.

    Prezes tropi spisek antypisowskiego biznesu, Antoni szykuje pisowskie sztafety szturmowe, a pisowscy trole wypisują bzdury tak niebywałe, że nawet pisowski lud zaczyna drapać się w głowę. Ale nawet masowe wykopywanie trupów nie zasłoni oczywistej prawdy. W ramach dopieszczania Suwerena PiS poszedł na wojnę z Nadsuwerenem. Nadsuweren nazywa się Matematyka. Nadsuweren wygrywa zawsze i wszędzie. Ostatnio odniósł spektakularne sukcesy w Grecji i Wenezueli, a wcześniej w Argentynie (pół wieku biedy i nieszczęścia).

   Ten, kto śni koszmary przy wysokiej gorączce, może się pocieszać, że się obudzi. Koszmarna rzeczywistość zaś trwa i trwa.

10:07, starszy58
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54
| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          
NAPISZ DO MNIE
Email me