czwartek, 06 września 2018

   Jest dla mnie jasne, że kluczem do zwycięstwa w tych wyborach jest mobilizacja. My raczej żadnego zdeklarowanego pisowca nie przekonamy, a oni raczej nie mają szans na skaptowanie normalnie myślących ludzi. Do tego przy tym stopniu polaryzacji elektorat labilny praktycznie nie istnieje. To że opcja "nie wiem" jest wcale licznie reprezentowana w sondażach niczego nie dowodzi. Opcja "nie wiem" to raczej opcja "g... mnie to wszystko obchodzi i nie pójdę", albo opcja "wiem, ale na wszelki wypadek nikomu nie powiem". Jedyny rezerwuar to ludzie, którym zwyczajnie się nie chce. Te - rzadko spotykane w Europie - 50%.

I tak właśnie wygląda nasze zadanie. Upierdliwie przekonywać olewusów, że muszą zagłosować i koniec.  

 

Wyjaśnienie. Ostatnio publikuje krótkie teksty, a to dlatego że kopiuje na blox notki z mojego fb. Zawsze dotąd robiłem odwrotnie, ale wobec degrengolady bloxa to i tak ukłon w stronę tego zamierającego portalu. A jeśli myśli się o TT, to i tak rozwlekłe posty. Cholerne nowe czasy.



09:31, starszy58
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 03 września 2018

Gdy z pisowskiej gestapówki Dominiki Arendt - Wittchen wylazła prawdziwa pisowska natura, pisowscy komentatorzy zawyli z zachwytu. Prymitywy zachwycały się prymitywnie i się odgrażali, co to by nie oni., Ci bardziej rozgarnięci szukali usprawiedliwień i "rozumieli, ale nie popierali". Nieliczni się dystansowali, ale bez przekonania.

Tak, moi drodzy. Nie bronimy Polski przed Kaczyńskim i spółką. To tylko katalizator. Bronimy Polski przed semi-nazistowskim motłochem, którego obsesje, frustracje i zbydlęcenie właśnie doszło do głosu. Oni jeszcze się hamują, jeszcze samoograniczają, ale z każdym dniem pisowskiej władzy coraz mniej. Mix frustracji oporem i poczucia bezkarności zaczyna robić swoje. 

Musimy te i każde następne wybory wygrać. Inaczej pójdziemy w kierunku tysiącletniej Rzeszy. Ze wszystkimi konsekwencjami.



10:25, starszy58
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2018

 

    Przeszedłem się po pisowskich forach. Robię tak, bo lubię zostawić tam parę komencików i poobserwować jak się wpieniają. Ale nie tym razem. Motłoch komentował śmierć McCaina. Porządnego człowieka i dobrego przyjaciela Polski.Ścierwa pisowskie opluwały go bez umiaru. Śmiał niedostatecznie pochlebnie wypowiedzieć się o "dobrej zmianie". Tak sobie myślę, że puszczają im już ostatnie hamulce. Pogrążają się w rojeniach o potędze, a jednocześnie boja się wrogiego świata. Węszą spiski. Nienawidzą zachodu. Przeklinają kapitalizm i kapitalistów, ale sami maja się za prawicę. Tropią lewaków, ale nie patrzą w lustro. Są antysemitami, szowinistami i kołtunami. I z dnia na dzień nakręcają się coraz bardziej.

   Oddaliśmy nasz kraj wariatom.



09:17, starszy58
Link Komentarze (11) »
sobota, 18 sierpnia 2018

   Ciekawe, ilu żołnierzy niemieckich w 1944 skojarzyło, że zaraz zostaną zabici, ich domy spalone a kobiety zgwałcone tylko dlatego, że w 1933 głosowali na jednego bezżennego i bezdzietnego obsesjonata.



20:16, starszy58
Link Komentarze (11) »
czwartek, 16 sierpnia 2018

    Parę dni temu fejsbukowicz jeden powiesił rozżalonego posta o tym, że żadna partia nawet się nie zająknie o zerwaniu konkordatu, co bardzo jest niefortunne. Zaraz zresztą parę osób go poparło, zaznaczając przy tym, że realnych szans nie widzą i władza sukienkowych, a pośrednio Watykanu wieczna jest. Z początku zlekceważyłem te setne z kolei biadolenie w tym temacie. Ale gdzieś tam w połączeniach synaptycznych sprawa utkwiła jak zadra.

   No bo zaraz kochani? Nic się nie da zrobić i tyle? Gówno prawda.

   Zerwania konkordatu nikt poważny nie postuluje i trudno się dziwić. To mocna umowa międzynarodowa i tak chytrze napisana, że jednostronnego wypowiedzenia nie przewiduje. Oczywiście zawsze taką umowę można renegocjować. Jakby konkordatowi wyrwać zęby jadowe i sprowadzić do poziomu "Deklaracji o woli porozumienia i współpracy z Demokratyczną Republiką Kongo" to by nawet mógłby ten konkordat sobie być. Ot, przestać wykładać miliard z hakiem na katechetów, przetrzebić armię finansowanych przez RP kapelanów, wymusić prowadzenie działalności gospodarczej KK na podstawie ustaw, a nie na podstawie przywilejów nadawanych prawem kaduka i takie tam.

   Tu apel do blogera Int-e-ligenta z bloga Lewy Sierpniowy, który kiedyś akcję "Renegocjować Konkordat" rozczynił. Jeżeli jeszcze kolego żyjesz, to może byś ruszył swoje lewackie dupsko i swoje dziecię reanimował? Czas po temu.

   Oczywiście, hierarchowie byliby nawet nie od tego, by renegocjacje prowadzić, ale tylko wtedy, gdyby mieli pewność, że coś im jeszcze od władzy skapnie, bo potrzeby mają duże. Inaczej zaprą się kopytkami, bo i sytuację maja luksusową. Dostali wszystko, co chcieli (prawie, bo wstępne żądania w 1993 r. były wręcz fantastyczne) i status quo znakomicie im odpowiada. Czyli i żądanie renegocjacji odpada w świecie realnym?

   Nie, bo rozwiązanie jest banalnie proste i tkwi w samej preambule konkordatu. Otóż napisane jest tam, że konkordat zawarto, bo wiara katolicka jest w Polsce dominująca. Jeżeli więc wiara ta dominującą być przestanie, zajdzie wg konwencji wiedeńskiej o umowach międzynarodowych przesłanka do zastosowania punktu trzeciego rozdziału o powodach zerwania takiej umowy. Drastyczna zmiana warunków zewnętrznych. Austria kiedyś złapała Watykan za gardło w sprawie swoich umów, bo Rzym ogłosił dogmat o nieomylności papieża. To wystarczyło jako pretekst. 

   Ba, ale jak taką religijność zmierzyć, przecież nie powołamy się na kościelne statystyki. I z tym nie ma najmniejszego problemu. Na szczęście Watykanowi póki co nic do polskiego prawa podatkowego. Uchwalamy więc dobrowolny podatek kościelny na rzecz KK. Oczywiście symboliczny, z masa ulg i wyłączeń. I wtedy wystarczy policzyć pit-y. Ciekawe co wyjdzie. Obstawiam, że dostaniemy dowód na piśmie, że religia katolicka w Polsce dominująca nie jest. A dalej to już suweren ma wolne ręce. Może postąpić tak, lub siak. Ja osobiście sądzę, że postąpi tak, jak swojego czasu ultrakatoliccy Hiszpanie.

   Więc nie szukajcie drodzy moi w programach opozycji postulatu zerwania konkordatu. Szukajcie zapowiedzi wprowadzenia dobrowolnego podatku kościelnego. Zadaniowość - oto co powinno cechować ludzi rozsądnych.



13:02, starszy58
Link Komentarze (16) »
niedziela, 12 sierpnia 2018

 Jestem niewierzący. Nie tam jakiś ciepły niedowiarek skłaniający się ku agnostycyzmowi, czy po prostu nielubiący kleru gość. Niewierzący. Boga nie ma i kropka. Nie ma też diabłów, aniołów, duchów i upiorów. Owszem nasz wspaniały, nadmiarowy mózg. produkuje różne rzeczy i daje im pozór istnienia, ale to tylko "a Twist in your Sobriety". Zawirowanie świadomości. Byłem taki od zawsze. W latach siedemdziesiątych w liceum jako jedyny w klasie nie chodziłem na religię, dzięki czemu osiągnąłem status lokalnej sławy. Kościół był w tym czasie na krzywej wznoszącej, by szczyt swojej potęgi - w sensie rządu dusz - osiągnąć w latach osiemdziesiątych. Od razu mówię, że żaden ostracyzm mnie z tego powodu nie spotkał. Wyszczekany i oczytany gnojek, co lepiej znał Stary i Nowy Testament niż niejeden biskup, był dla tamtych księży idealistów raczej wyzwaniem, niż jakimś kłopotem. Kościół ani myślał takich jak ja do siebie zrażać. Byłem zapraszany na Oazy (na jednej byłem), grałem w przykościelnym zespole, a najprzyjemniej wspominam pracę wolontariusza na festiwalu Sacrosong. Do zapyziałego, socjalistycznego Lublina przyjechał prawdziwy - czarny i amerykański - chór gospel, a od innych zagranicznych gości aż się roiło. Taaak. Otwarty i ekspansywny polski KK rósł najszybciej na świecie. W nagrodę dostał swojego papieża.

   Jeden z idealistycznych księży przeprowadzał nawet ze mną długie rozmowy, a to w celu uratowania mojej nieśmiertelnej duszy. Jeśli myślicie to, co myślę że myślicie, to nie. Ten był akurat normalny. Wszyscy wiedzieli, że bzyka jedną moją ładną koleżankę.

    Ten długi i nudny wstęp to ze starości. Miło się wraca pamięcią do starych czasów, zwłaszcza że ta pamięć wszystkie nieprzyjemne momenty miłosiernie wykasowała. Ale ma się te obowiązki. Obecnie sieć jest pełna antyklerykalnych wpisów i co i rusz jakiś młody zbuntowaniec toczy pianę wyklinając sukienkowych i wzywając do antykościelnej insurekcji. Nie ma co, katecheci zrobili znakomitą robotę. Nikt nigdy w historii nie naprodukował tylu młodych antyklerykałów. Ale cały ten szum jest chaotyczny i często gęsto do bólu prymitywny. Siedzą tacy młodzi (i starzy) w swoim bąblu informacyjnym na fejsie i podbijają sobie bębenka. Nigdy nie musieli się zetknąć z prawdziwą dyskusją, nigdy nie przetrawili swoich argumentów i są raczej poganami, niż prawdziwymi ateistami. Księża z moich czasów wciągnęliby ich dziurką od nosa i wypuścili wiadomo czym. Obecne strachajły wolą bezpiecznie otaczać się babciami i antyszambrować u władzy, wydzierając kolejne majątki i przywileje. Kompletny regres.

  Niemniej mam ochotę parę rzeczy Młodym podpowiedzieć.

   Po pierwsze nie dajcie sobie wmówić, że chrześcijaństwo jest podstawą europejskiej cywilizacji. Nie jest. Jest częścią dziedzictwa, podobnie jak mitologia grecka, prawo rzymskie, Szekspir, czy skandynawski panteon. Podstawą nowożytnej europejskiej cywilizacji jest filozofia oświecenia. Monteskiusz, Wolter, Pascal... Na większość waszych pytań ci ludzie odpowiedzieli już w jakieś dwieście lat temu. Nie bądźcie leniami i poczytajcie.

    Po drugie najsłabszym punktem KK w Polsce nie jest jego pazerność - niejako usankcjonowana tradycją - tylko celibat. Do seminariów garną się ludzie mający jednocześnie psychozę religijną i kłopoty z własną seksualnością, bo wydaje się im, że w ten sposób uciekną od własnej natury. A wraz ze spadkiem liczby powołań KK coraz mniej przebiera. I mamy to, co mamy. Niekoniecznie zaraz wszyscy księża są gejami i pedofilami. Ale wszyscy zdecydowali się na przełamanie w sobie podstawowego ludzkiego instynktu i nie ważne, czy im się do końca udało. Tak, czy siak, są podejrzani. W najlepszym wypadku są cynikami i hipokrytami, w gorszym nieustannie gnębią ich wyrzuty sumienia, a w najgorszym... W żadanym zresztą wypadku nie mogą być autorytetami dla normalnego człowieka. Chodź nie. Czasami zdarzają się tacy. Mądrzy, pogodzeni ze światem i swoją naturą. Starsi. Z reguły już kiepscy katolicy, ale dobrzy ludzie. No to młodzi już wiecie gdzie uderzyć.

   Po trzecie szanowni konfratrzy - więcej pokory. Tylko głupiec może lekceważyć Doktorów Kościoła z Akwinatą na czele. Tamci wykonali naprawdę kawał roboty i dobrze jest wiedzieć, do czego doszli. Tyle że przyjęli na wyjściu nieprawdziwy aksjomat. Boga nie ma. Przyjęli też jednak jeden prawdziwy - istotą człowieczeństwa jest wolna wola. Wiele z tego wynika.

    Po czwarte nigdy, przenigdy nie podważajcie i nie dyskredytujcie ludzkiej potrzeby mistyki i ludzkiej potrzeby jednoznacznych odpowiedzi. Ludzkiego strachu przed śmiercią i ludzkiej potrzeby spokoju i nadziei. Gdy Engels napisał słynne "Religia - opium dla mas" nie było w tym potępienia, ani pogardy. Wręcz przeciwnie. Było uznanie dla tych, którzy niosą pocieszenie. Nie wierzycie, to znajdźcie sobie całość tego tekstu. Więc wara wam młode wilczki (i starzy głupcy) od prawdziwie wierzących. Wara od mojej babci. Jedni potrzebują do odreagowania zioła, drudzy wiary. Ot, aspekt wolności ludzkiej.

    Po piąte te wszystkie rewolucyjne zawołania w rodzaju księża na księżyc i żądania deportacji i delegalizacji mam za skrajnie głupie. Macie się skupić na rzeczywistych celach. Trudnych, ale możliwych do realizacji. Choćby takich jak odcięcie KK od państwowej kasy, zerwanie konkordatu, wyprowadzenie religii ze szkół, przeforsowanie cywilizowanej ustawy o przerywaniu ciąży. Tak myślą dorośli. Dzieciaki rwą się na barykady.

   Na koniec zdradzę wam pewien sekret. Ksiądz - nawet natchniony - nie ma w starciu z prawdziwym ateistą żadnych szans. Nie nawróci go. Nie ma takiej opcji. Musi po prostu mieć jakiś ezoteryczny punkt zaczepienia. Choćby wiarę we wróżki, seans spirytystyczny, który zrobił wrażenie, czy fascynację Odynem. Inaczej jest bezradny. Nie mają do nas klucza. Czasami sobie myślę, że jesteśmy ciutkę innym gatunkiem człowieka, skoro odrzucamy może i najbardziej podstawową ludzką normę. Jakiś ząbek w łańcuchu DNA spontanicznie przeskoczył. Czasami myślę, że to dobrze. Czasami myślę, że wręcz przeciwnie.



09:15, starszy58
Link Komentarze (18) »
czwartek, 09 sierpnia 2018

   

 Najsampierw słówko do symetrystów. Nie lubię i nie szanuję Platformy i platformersów. Są leniwi, skorumpowani ośmioma latami władzy i w gruncie rzeczy bezideowi. To ich głupota i partyjniactwo są winne przegranej Komorowskiego i z tej głupoty nie bardzo potrafią się wyzwolić, czego dowodzi kurczowe trzymanie się Schetyny. Ale porównywanie ich z fanatyczna tłuszczą, impregnowaną na fakty i logikę jest idiotyzmem. Gdy słyszę od jednego durnia z drugim - "pis po jedno zło" to mnie cholera bierze. Jak można - kiepską bo kiepską - ale cywilizację, porównywać z barbarzyństwem. Platforma spełnia demokratyczne minimum i nie można jej wykluczać z obywatelskiego frontu.

   Teraz trochę o nas. Ja wiem - akcja rodzi reakcję i widzę jak atakowani po chamsku i głupio pogodni ludzie zmieniają się w nienawidzących pisu desperatów. To zrozumiałe i czasami mnie samego ponosi. Ale radzę się opamiętać. Nie wygramy na fanatyzmy. Ich jest nie do pobicia. A niejako rykoszetem obrywają i się z tego powodu radykalizują ludzie, których być może dałoby się przekonać. Póki co mamy do cholery wygrać wybory, a nie rewolucję. Zacznijcie kochani sprawę traktować zadaniowo i na zimno. Działać z inteligentnie i z humorem, czego wzorem znakomita akcja z ubieraniem pomników w Konstytucję. Pisowcy w swojej masie to nadęte dupki. Gubią się, jak ich wyśmiewać.

  Teraz konkrety. Za chwilę zostanie ogłoszony termin wyborów samorządowych i od tej chwili będą mogły być zgłaszane komitety wyborcze. Takie komitety maja prawo do delegowania członków i obserwatorów do komisji wyborczych. To nudna i upierdliwa robota, ale apeluje o zgłaszanie się do niej. Bo niech nikt nie ma złudzeń. Pisowcy są mentalnie przygotowani na sfałszowanie wyborów. Zracjonalizują sobie takie przestępcze działanie bez trudu, bo przecież nie mogą oddać "tego kraju" w ręce lewaków i pachołków Brukseli i Sorosa. Mamy do czynienia z - powtarzam - fanatykami. Będzie to akcja o tyle odgórna, że pisowcy ułatwiają fałszerstwa poprzez zmiany w ordynacjach. Naturalnie wytycznych na piśmie Nowogrodzka nie wyśle. Ot, mrugnie okiem i "zobowiąże" lokalne struktury do uzyskania dobrego wyniku. A towarzysze już będą wiedzieli co robić. A my nie możemy im tego ułatwiać. W homogenicznie pisowskich komisjach wynik będzie dęty, bo obecna ordynacja umożliwia fałszowanie kart wyborczych i to bez trudu. Obserwator z telefonem takie działanie mocno utrudni. I pamiętajmy o pomyśle podwójnych komisji. Obliczony jest na wykorzystanie naszych braków kadrowych, bo tylu obserwatorów to wyzwanie dla mniejszych komitetów. No to niech się zdziwią. 

   Ja do układania list i typowania kandydatów się nie mieszam. Nie mam prawa, bo sam stanowczo odmówiłem kandydowania gdziekolwiek. Ale byłoby znakomicie, gdyby ci z nas, którzy czują się na siłach, spróbowali. Bez armii nie wygramy.

Profi na FB i blog będę wykorzystywał w tej sprawie jako słup ogłoszeniowy.



Kolportuje ogłoszenie:

Eliza Danuta Michalik

Ela Karpowicz Eliza Michalik
Proszę o możliwie najszersze udostępnianie tej informacji.
Obserwatorium Wyborcze, organizacja obserwująca proces wyborczy wszechstronnie, według sprawdzonych wzorców, wypracowanych przez organizacje międzynarodowe, potrzebuje wolontariu
szy: obserwatorów głosowania i liczenia głosów, koordynatorów regionalnych, szkoleniowców, informatyków, redaktorów raportu i wielu innych funkcji nie wymagających specjalnych kwalifikacji.

Obserwatorium zapewnia niezbędne szkolenia.

Numer telefonu: 883 188 969
email: info@ow.org.pl

Można też po prostu wpłacić pieniądze i w ten sposób pomóc ludziom, którzy będą starali się uniemożliwić sfałszowanie wyborów.

Zbiórka na 20018/2113/KS na rachunek 041090 2590 0000 0001 2959 2798

Liczy się każda złotówka.

Proszę o możliwie najszersze udostępnianie tej informacji.

10:37, starszy58
Link Komentarze (12) »
piątek, 03 sierpnia 2018

    Powiesiłem na FB, ale pomyślałem - co tam. Niech i półnieboszczyk Blox coś z tego ma,

 

Drodzy przyjaciele z Platformy!
Co z wami kurna jest nie tak? Zaczyna się maraton wyborczy, a wy uparliście się startować z plecakiem załadowanym kamieniami. Ten plecak nazywa się Schetyna i doskonale o tym wiecie. Lider sondaży nieufności, gość o charyzmie (cokolwiek by to nie było) mokrej ścierki, miałki, budzący irytację wystąpieniami aparatczyk. Czego się boicie? Że bez kolesia partia się wam rozpadnie? No to ch.. z taką partią, co nie zdoła przejść takiego crash - testu. 

Wcale zresztą nie musicie go od razu skracać o głowę. Na to za późno. Ale przynajmniej usuńcie go ludziom z oczu, dajcie jakieś honorowe stanowisko, a co najważniejsze skończcie z polityką prymatu interesu partyjnego, którą to politykę Schetyna firmuje. Inaczej przegramy wszyscy



09:50, starszy58
Link Komentarze (13) »
środa, 25 lipca 2018

   Oszalałym, umierającym Marszałkiem targają napady wściekłości. Irracjonalnej, bo obraża najbliższych i najwierniejszych. To tylko apogeum. Już w 1932 r. Rydz Śmigły uważa, że Marszałek zwariował. Sanacyjna kamaryla nie ma złudzeń. Kamaryla się szykuje. Zawiera wewnętrzne alianse, mota intrygi. 

Jakże żałosna jest na sanacyjna elita. Miernoty, bo co zdolniejsi (Sikorski, Sosnkowski) zostali odsunięci, lub sami odeszli. I to miernoty butne, przekonane o własnej mocy i snujące mocarstwowe fantasmagorie. Są pełni optymizmu. Kryzys 1929 zakończył się w trzydziestym trzecim i mają koniunkturę. Do Berezy pojechały pierwsze transporty. Bez sądu trzymani i torturowani są opozycjoniści. Sanacyjni półfaszyści mają to za zwycięstwo. To bezprawie zatwierdził wódz i na mocy kwietniowej konstytucji przestało być bezprawiem. Tylko w oczach świata... Ale świat właśnie zaczynał mieć większe zmartwienia. Choć póki co cieszył się pokryzysowym odbiciem.

   Za chwilę Kwiatkowski zostanie wicepremierem i ruszy budowa COP. W Gdyni ruszą kolejne inwestycje. Świat jest jeszcze prosty. Są ludzie, którzy są w stanie ogarnąć przynajmniej podstawy całej istniejącej technologii przemysłowej i wielkie inwestycje jeszcze mają sens. Tyle że COP pochłonie 60% wszelkich inwestycyjnych funduszy. A wojna wybuchnie i tak parę lat za wcześnie.

   Byli durniami, którzy doprowadzili do klęski, ale byłoby niesprawiedliwością oskarżać ich przesadnie. Nie oni jedni się pogubili w nowych czasach. A wygrywanie przeszłych wojen to zajęcie jałowe. Niemniej mieli rozwiązanie w swoich rękach. Funkcjonalny pakt wojskowy z Czechosłowacją nie był niemożliwy. Dzięki synergii dałby efekt większy, niż zwykłe dodanie potencjałów. Kto wie...

    Woleli - na potrzeby wewnętrzne - zająć Zaolzie. Opowiadał mi wujek, który był oficerem - dowódcą czołgu - w dziesiątej brygadzie kawalerii, że próba forsowania czeskich zapór przeciwczołgowych (w ramach ćwiczeń) przez czołgi 7TP skończyła się niepomyślnie. Nasze najlepsze czołgi zawisły nieporadnie. Był to kiepski znak. Pierwsze zderzenie wojskowych wyobrażeń z rzeczywistością.

   Tak - ten wpis to szukanie analogii. Ostatecznie Kaczyński miał się - prawem kaduka - za wcielenie Marszałka. Choć ani żadnej wojny nie odbył, ani nawet na pociąg nie napadł w młodości. Pewnie uważał, że wypadł by nie gorzej. Tyle, że Marszałek zmarł w wieku 68 lat, jako dyktator RP. Ile to lat ma nasz wodzunio? Nie to żebym komuś aż tak źle życzył.

    Mniejsza zresztą o numerologię. Oto nieudaczni bufoni - tamci i nasi obecni - podali sobie ręce przez czas. Roją o potędze, zawierają zamorskie sojusze, obrażając przy tym bliskich sąsiadów. Wycierają sobie gęby na okrągło Polską i Polakami, maja się za największych i jedynych patriotów, ale możemy mieć pewność, że i nasi spierdzielą na Zaleszczyki, tak jak spierdzielili i tamci. Umizgają się do faszyzmu, bo fascynuje ich "potęga woli", no i nienawidzą obcych i Żydów. Uważają - ci i tamci - że "potęgą woli wodza" można i trzeba zastąpić parlamentarna demokrację. Jednych i drugich przerasta złożona rzeczywistość, a własne przesądy i obsesje przedkładają nad zimną analizę.

   No ale MY przynajmniej wiemy. I mamy czas by nie pozwolić się takiej parszywej analogii wypełnić do końca. Biorę świeczkę i idę dziś wieczorem pod Sądy.



14:53, starszy58
Link Komentarze (7) »
środa, 18 lipca 2018

    - To była decyzja polityczna! - Gadająca głowa w tivi mało co się nie zapluła z oburzenia. Oto matołek znalazł ostateczny argument pogrążający przeciwnika i teraz spoglądał w kamerę z triumfem. Matołek (dokładnie matołkini) był nasz. Niestety.

     No i Wielki Językoznawca - czyli Starszy poczuł potrzebę przemowy do ludu.

     Jak uczenie mawiał jeden z Profesorów od języka - widmo semantyczne wyrazu ma raczej tendencję do przesuwania się ku podczerwieni. Na nasze oznacza to, że pozytywne znaczenie wyrazu często zmienia się w negatywne. Np. na naszych oczach zacne słówko "spolegliwy" zaczyna oznaczać "uległy". A pierwotnie oznaczało - "ten, na którego słowie można polegać". Niech się zgłosi czytelnik, co o tym pamięta. O wiele rzadsze są przypadki przesunięcia widma ku ultrafioletowi. Czyli stępienia pierwotnego negatywnego znaczenia. Dotyczy to głównie przekleństw, które mają tendencję do spowszednienia. Mój ulubiony przykład to "kiep". Dawne ordynarne przekleństwo (odpowiednik dzisiejszej "pizdy") zmieniło się w dobrotliwy synonim głupka i gamonia. Zresztą i taka "kurwa" robi się z każdym rokiem coraz mniej straszna. 

    W pierwszej kategorii znakomicie za to mieści się słowo "polityka" wraz z pochodnymi. Jeszcze sto lat temu działanie "polityczne" było działaniem godnym najwyższej pochwały. "Politycznie znaczyło "rozsądnie", "koncyliacyjnie", "grzecznie" na ostatek. Polityka była synonimem "kompromisu", słowa które się wtedy jeszcze nie przyjęło, bo to z łaciny czerpaliśmy wtedy pełnymi garściami.

    Jakiś czas temu wymyśliłem na własny użytek definicję - Polityka to system pokojowego podejmowania decyzji w sytuacji nieusuwalnego konfliktu interesów. Czyli można się oczywiście pozabijać w sprawie przesunięcia o sążeń kamienia granicznego, ale można się też dogadać, np wydając córkę za syna wroga. W efekcie panatadeuszowe "kochajmy się" jest efektem polityki. Dyktator może oczywiście spiskowców skrócić o głowę, ale polityczniej będzie ich skorumpować. Można też rozstrzygać sprawy wolą większości. Nazywa się to "demokracja" i mimo że jest to sposób wysoce irytujący, jest to też sposób praktyczny i dosyć przyjęty. Najbardziej dopracowaną i przemyślaną formą demokracji jest "demokracja liberalna" Tym kretynom co na demokrację liberalna pyszczą polecam zaczęcie od definicji. Można do tego użyć takiej wyszukiwarki google.

   Mianowanie partyjnej miernoty szefem państwowej spółki jest polityczne? Ano kurwa jest. I co do cholery z tego? Jest to element procesu, którego alternatywą jest "targanie się po szczękach"

   Z obrzydzeniem na politykę patrzą ci wszyscy, którym roją się "wielkie koalicje", rządy jedności narodowej", "rządy fachowców", czy tym podobne bzdury. Prawda jest taka, że spraw technicznych do załatwienia na szczeblu centralnym  jest niewiele. Pozostałe konieczne decyzje nieuchronnie włażą komuś na odcisk. Lokatorzy - kamienicznicy. US - podatnicy. Kierowcy - drogówka. Takich par jest nieskończoność, a to tylko najprostsze kombinacje. Ilość stron zainteresowanych danym rozstrzygnięciem może być naprawdę duża. Wystarczy ruszyć np. sprawę KK. Dlatego ci wszarze politycy są niezbędni. Godni pogardy? Owszem. Dający poczucie własnej moralnej wyższości? Jak najbardziej. Ale konieczni, bo inaczej państwo, a w zasadzie społeczeństwo byłoby niemożliwe.

   Dla rodzaju ludzkiego polityka jest powietrzem. Na co dzień niedostrzegalnym. Uciążliwym przy silnych wiatrach, lub wtedy gdy jest zanieczyszczone. Powietrzem zabijającym w czacie huraganów i tornad. Tyle, ze bez polityki by nas nie było. Nawet w formie wspólnoty pierwotnej.



06:41, starszy58
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 58
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
NAPISZ DO MNIE
Email me