środa, 06 grudnia 2017

   Od wczoraj czytam pisowskie fora i nie mogę się oderwać. Elektorat pisowski wyje. Oto prezes (oby szuję pokręciło) chce się zamachnąć na świętą Beatę z Brzeszcz. A w to miejsce dać ulizanego bankstera - prawdopodobnie poplecznika Sorosa, żyda i zdrajcę. Drodzy antypisowscy sieciowcy. Cieniasy jesteście. Nawet w ćwierci nie potraficie tak dowalić PiS-owi, jak pisowski lud, kiedy się wkurwi.

   To nie jest jakieś pół na pół. Na dziesięciu pisowskich dotąd fanatyków przeciw jest dziewięciu, a ten jeden bidulek cienko piszczy, próbując usprawiedliwić prezia a to chorobą, a to chwilowym napadem niepoczytalności, a to mając nadzieję na jakiś tajny, strasznie szczwany plan. Materiał TVP o chodzącym po wodzie Morawieckim pisowcy wyśmiali i masowo porównali do komunistycznej propagandy. 

   No proszę. Możemy sobie łazić ze świeczkami i kopać PiS po kostkach w sieci, ale jak PiS sam siebie kopnie, to łoj.

   Może nawet to pospolite ruszenie PBS obroni. Od wyborów nie widziałem takiej zaciekłości i tylu deklaracji "nigdy więcej na PiS". Zobaczymy zresztą co zrobi Szefernaker, czy jak mu tam. Ma z setkę zawodowych troli i może spróbować kontrofensywy dziś po południu. Zależy, której kamaryli będzie lojalny. Mimo to szkoda dla pisu stała się nieodwracalna. Sieciowa propaganda pisowska wolontarzami stała, a teraz ten wolontariat już jakby nie ten. Fajnie.

   Kto by pomyślał, że to właśnie rekonstrukcyjna telenowela da efekt otrzeźwiający. Pisowiec leje na sądy, w rzyci ma wolną prasę, po cichu sprzyja "słusznemu" fałszerstwu wyborczemu, ale widok żrących się własnych prominentnych towarzyszy oburza go i przeraża. Nagle dostrzega, że wszyscy politycy to brudne świnie i on - prosty wyborca dobrej zmiany - jest tylko mięsem armatnim. No i jak znalazł przydają mu się wtedy wszystkie inwektywy, które pracowicie wymyślał na Tuska, lewaków, muslimów i kogo tam jeszcze. Upraszczając, na wszystkich niepisowców.

   Nie sądzę, żeby jeszcze tym razem jakoś się nie ogarnęli. Prezes potrafi gasić takie pożary. Tyle, że potencjalne secesje dostały właśnie paliwo i to w potężnej ilości. Można powiedzieć - norma. Właśnie minęły dwa lata pisowskich rządów. I tak idą na rekord.

   I tu się zaczynam martwić ja. Bo co będzie, jak dostaniemy w prezencie przedterminowe wybory? Na dzień dzisiejszy stan jest taki, że prawdopodobnie damy dupy.

 

 

10:13, starszy58
Link Komentarze (21) »
piątek, 01 grudnia 2017

    Gdy użyłem tytułowego określenia w szerszym gronie, zaraz zostałem oskarżony o niegodne intelektualisty upraszczanie, żeby nie powiedzieć prostactwo. Zaraz też ruszyła talmudyczna dyskusja o istocie nazizmu. Jedni analizowali bogoojczyźnianych z ONR inni zwrot w prawo w Młodzieży Wszechpolskiej, jeszcze inni przywoływali antyklerykalizm Kowalskiego Mariana. Próbowali to przykładać do historycznych definicji, co szło kiepsko, bo "Mein Kampf" nikt nie czytał, nie mówiąc już o Mussolinim. No ale jakoś to szło. Jedno stronnictwo doliczyło się dwustu dwudziestu trzech diabłów na czubku igły, a drugie twierdziło stanowczo, że jest ich ponad czterystu. Były też liczne głosy pośrednie.

   Taka sobie dyskusja o przyczynach, rodzajach i stadiach alkoholizmu. Może i jestem prostakiem, ale ja jak widzę kogoś, jak po raz trzeci łazi nawalony, to pieniędzy mu nie pożyczam.

   Ta mieszanina nienawiści do obcych, kompulsywnej potrzeby tożsamości plemiennej i prymitywnego pojmowania rzeczywistości nigdy nie miała dobrej definicji, a sama doktryna to często wewnętrznie sprzeczne hasła. Najbardziej sobie cenię Umberto Eco z jego czternastoma metacechami faszyzmu, ale i jemu umyka geneza  rzeźników zorganizowanych z niemiecką precyzją, czy fenomen japońskiego militaryzmu. Nieważne. Gdy widzę łysego prymitywa, co kocha Polskę i Znicz Pruszków, ale Znicz bardziej, to dalej nie wnikam, bo wiem że śmiesznie łatwo zmienić go we współczesnego esesmana. Gdy widzę bladego, metroseksualnego młodzieńca, co ma gadane, jest zafascynowany męską tężyzną i zgrabnie wyjaśnia troglodytom istotę żydowsko - liberalnego spisku, to nie potrzebuję wnikania w szczegółowe poglądy kolesia. Wiem zwyczajnie ku czemu to zmierza. 

   Drodzy pisowcy, drodzy symetryści i drodzy uczeni durnie. Jak marsz organizują feministki, to maszerują zwolennicy równouprawnienia. W marszach związkowych maszerują związkowcy. W paradzie jamników drepczą wielbiciele tych szczekliwych słodziaków. 

   W marszu organizowanym przez nazi idą nazi i nazi potencjalni. I poseł Gryglas, który niedowidzi, niedosłyszy i patriotyzm pięknych młodzieńców podziwia. (Miał być cały post o Gryglasie, ale w imię dawnej znajomości się zlitowałem). I nieważne, co tam im dokładnie w duszy gra. Ważny jest możliwy skutek. Takich jak oni łatwo przekonać do każdego skurwysyństwa i wmówić im, że to dla dobra Boga i Ojczyzny.

   Cokolwiek by pisowcy teraz nie mówili, jakkolwiek by się nie zaklinali, PiS jest forpocztą nazizmu. Owszem, przyznaję że są w PiS-e przyzwoici ludzie nawet wg moich kryteriów. Co z tego, jeśli stali się zakładnikami motłochu. Obsesja prezesa na temat niezostawiania miejsca po prawej stronie doprowadziła do tego, że prawa strona właśnie zaczęła zjadać swoich promotorów.

    Jeszcze wszystko zależy od nas. Jeszcze.

    PS. (Schetyna, pierdolony gnoju, wyjazd z Platformy, bo twoje głupio-cwane gierki wpędzą mój kraj w nieszczęście)



11:47, starszy58
Link Komentarze (19) »
piątek, 10 listopada 2017

    Osobiście uważam, że przesądzone zostało w Rydze. Trudno nawet winić negocjatorów polskich. Po morderczej wojnie wszyscy mieli dość. Łatwiej było zaprzepaścić zwycięstwo i pogrzebać jedyną możliwą koncepcję federalistyczną Piłsudskiego, niż zdecydować się na kolejną wojenną zimę. No i poszło. Przeceniono zagrożenie ze strony żywych białogwardyjskich trupów Wrangla, nie doceniono zagłodzonych obdartusów z Czerwonej Armii. Upokorzono Litwinów, zdradzono Ukraińców i z planowanego antyrosyjskiego wału pozostał sojusz (mizerny) z Łotwą. Przyszła wojna była przegrana, choć mało kto wtedy o niej myślał. 

   Drugą RP dobił jednak Piłsudski. 

   Doprawdy nie wiem, co kazało mu stanąć w maju na tym moście. Nie był przecież głupcem. Naprawdę uwierzył, że kamaryla wiernych miernot okaże się lepsza w rządzeniu, niż liberalna demokracja? Może i uwierzył. Kto wie, czy już wtedy, osiem lat przed śmiercią, nie miał kłopotów z głową. Miernoty władzę przejęły brutalnie i skutecznie. Rządziły głupio i po zupacku. Najlepsi dowódcy i politycy z dwudziestego roku zostali odsunięci, lub sami odeszli. Sikorski, prekursor pancernych i zmotoryzowanych rajdów, genialny administrator Sosnkowski, co w zasadzie sam zorganizował od zera armię, Anders, Haller, Szeptycki, Kukiel, Rozwadowski i inni Sanacji nie poparli. Piłsudskiemu został Śławoj - Składkowski, Beck, Sławek, o którym współcześni mówili "giermek" i Śmigły - Rydz, który przynajmniej miał sukcesy militarne. Kim jednak był, dowodzi historia jego ucieczki, a może jeszcze bardziej powrotu.

   Demokracja liberalna niekoniecznie podejmuje najlepsze decyzje. Tego przymiotu nie ma żaden system władzy. Rządzi się w warunkach niedoboru informacji i nieprzewidywalnych zdarzeń. Trzeba liczyć na nosa, fart i rutynę. Ale demokracja liberalna najlepiej i najmniej konfliktowo koryguje błędy. I najefektywniej wyzwala obywatelską energię. Tego Sanacja nie miała. Fatalnie znosiła światowe kryzysy i z opóźnieniem reagowała na koniunktury. A Marszałek dziwaczał i chamiał. Gdy umarł, kamaryla odetchnęła. Do wojny poprowadziły nas miernoty z duchem obłąkańca w tle.

   Mali ludzie i ich pycha. Mrówki wierzące w potęgę mrowiska w obliczu pożaru. Czesi do ostatniej chwili proponowali porozumienie wojskowe. To samo Bałtowie. Nawet Litwini oprzytomnieli. Można było negocjować z Rumunią. Zwyczajnie zawierać sojusze w oparciu o wspólnotę interesów, a co najmniej o wspólne zagrożenie zniszczeniem. Nadęci głupcy liczyli na potęgę piechoty z poboru i angielski desant. A piechota wcale nie chciała za nich umierać. Kłamstwo o bohaterskiej wojnie obronnej poprawia samopoczucie, ale jest samooszukiwaniem się. Namolne patriotyczne celebry zaowocowały drogą na Zaleszczyki i masowymi dezercjami. Potężna warszawska radiostacja Sztabu Generalnego do końca odbierała meldunki, ale radiowcy nie mieli ich komu przekazywać. Ci co najbardziej wycierali sobie mordy ojczyzną spierdzielili pierwsi. A na czele Śmigły Rydz.

   Państwo to mechanizm złożony. Najbardziej potrzebuje kompetentnych rutyniarzy i jasnych procedur. Potrzebuje samoregulacyjnych i samonaprawczych mechanizmów, bo nie jest w ludzkiej mocy ogarnięcie całości zachodzących procesów. Potrzebuje też altruistów i patriotów, gotowych zrobić coś dla interesu publicznego w sytuacjach kryzysowych. Najmniej potrzebuje organizatorów rocznic i akademii. Myśliciele Oświecenia takie państwo wymyślili, a ich idee wykazały zadziwiającą funkcjonalność.

   II RP wiedziała lepiej. I po niej i po innych wynalazcach lepszych ładów niewiele zostało.

   To taki wpis rocznicowy, bo to jutro jedenasty. Radosne święto popsute przez paskudną pogodę i ponure analogie.



     

   

13:14, starszy58
Link Komentarze (10) »
środa, 18 października 2017

    Irytują mnie.

    Raz, że zapierają się polityki, jak żaba błota. Sorki państwo doktorostwo, ale sformułowaliście mocarny postulat budżetowy, a w demokracji nie ma bardziej politycznej dziedziny niż budżet. Opozycja może, powinna, a nawet ma obowiązek wyrazić swoje zdanie. "Bo my nie jesteśmy przeciwko PiS". Poważnie, czy jaja sobie robicie? Właśnie przystawiliście pisowskiemu rządowi pistolet do głowy, jakbyście nie wiedzieli. Nie mają czterdziestu miliardów, żeby wam zatkać "zdradzieckie mordy" i nie zanosi się żeby mieli. Ani nawet tych marnych trzydziestu. A Morawiecki z propagandą sukcesu grubo przedobrzył. Lud jest skołowany.

   Dwa, to ten niby strajk głodowy. Rotacyjny. To moiściewy nabijanie się z prawdziwych głodówek, gdzie ludzie naprawdę wkładają do puli własne życie. Bo tym strajk głodowy jest. Szantażem wobec decydentów, przedłużonym w czasie samobójstwem. Krzykiem rozpaczy - "Ustąpcie, albo mnie zabijecie". Doktorki ryzykują jedynie, że ich zemgli.

   Kto wie, czy najbardziej nie irytuje mnie to, że to może się udać. Że narodowo - socjalistyczny rząd, który rozłożył już sądy, armię i środowisko, a zabiera się za wybory i wolność słowa, wyłoży się banalnie jak wszyscy na medykach. Bo mają młodzi po swojej stronie emocje, mają obiektywnie rację i ta racja jest zrozumiała dla ludu. A Jedynie Słuszna Partia nie ma kasy, a jej pomysły na kontrpropagandę są głupie i toporne.

   Opozycja dostała od rezydentów dar. Ale strzeżcie się takich prezentów. Jak wygracie wybory, to to będzie wasz deficyt i wasz problem. Już klepnęliście 500+ i nowy wiek emerytalny. Dołóżcie te 6.8 PKB na medycynę i PiS zza grobu was ukatrupi. Nadsuweren wam nie daruje, bo bezlitosny jest. Nadsuweren nazywa się MATEMATYKA.



17:43, starszy58
Link Komentarze (29) »
wtorek, 19 września 2017

    Najpierw mała rachunkowa symulacja. Załóżmy, że w chwili wprowadzenia obowiązkowych szczepień zapadalność na zwalczane choroby dobijała do 10%, a powikłania poszczepionkowe dotyczyły promila szczepionych dzieci. W takiej sytuacji tylko szaleniec byłby przeciw szczepieniom (byli tacy), bo kto nie stawia na stokrotnie większe prawdopodobieństwo. No i akcja szczepień odniosła światowy sukces. W efekcie zapadalność spadła do ułamka promila, a niektóre choroby w krajach cywilizowanych całkiem zniknęły. No ale poziom powikłań pozostał mniej więcej taki sam. I w loterii życia się pokićkało. Dobrowolna zgoda na szczepienia wymaga postawienia teraz na gorsze prawdopodobieństwo. Promilowe, ale jednak. 

   Trudno mi w takiej sytuacji odmawiać antyszczepionkowcom  pewnej racjonalności. Owszem, ich działania są antyspołeczne i egoistyczne. Bez szczepień epidemie nieuchronnie powrócą. Ale powiedzmy sobie jasno. Jeżeli rzecz dotyczy własnych dzieci, olewanie dobra społecznego  jest co najmniej zrozumiałe.

   No ale walić racjonalność. To nie przez nią szczepionkowcy są w odwrocie. Przyczyny są dwie - jedna to internet. Nic prostszego, niż podjudzić kogoś roztrzęsionego porodową traumą jednostkowymi przykładami. Można na przykład dowodzić, że każde dziecko z zespołem Downa było szczepione, a z tych nieszczepionych prawie żadne. To takie sprytne oberkłamstwo statystyczne, ale na tyle złożone, że przekonywujące słabe umysły. Wiecie, bardziej przemawia do ludzi fakt, że sędzina ukradła batonik, niż to że 99.9% sędziów niczego nie ukradło. Cała antyszczepionkowa propaganda mniej więcej taka jest.

   Drugą przyczyną są sami medycy. Są jacy są. Z jednej strony prawie boska władza nad pacjentem, a z drugiej bezsilność wobec śmierci uczyniła z nich en mass arogantów i cyników, a psychopatyczne skłonności niektórych wzmocniła. Od dawna nie chce się im niczego tłumaczyć. Sukcesy przypisują własnej genialności, a klęski (nawet zawinione) niefartowi i czepialstwu ignorantów. To dokładnie tak, jak we wszelkich innych zawodach, tylko bardziej. I więcej z tego wynika nieszczęścia. Ludzie generalnie nie nadają się na bogów. A jeżeli przemielić człowieka morderczymi studiami i potem niewolniczym stażem, to wyjdzie bóg deczko popaprany.

   I teraz zderzmy przejmujących się rodziców, którzy przygotowując się na dziecko pomalowali pokój, nakupili różności i przeczytali wszelkie dostępne fora, ze zmęczonym chamem w białym kitlu, który traktuje tych ludzi jak bezrozumne śmiecie. I mamy historię z Białogardu. Sąd z marszu? Bez rozmowy i psychologa? Czy tych debili całkiem pogięło?

   Teraz opozycyjne fora się nad uciekinierami z Białogardu znęcają (wina GW - tak droga gazeto), a fora pisowskie coraz bardziej biorą ich w obronę. Mamy kolejny front. I kolejny atak Ciemnogrodu na zachodnią cywilizację. Medycy dopiero teraz się połapali, że w ich delikatnej dziedzinie PR się liczy. Może nawet bardziej niż wiedza. Umieranie to trudna sprawa. A tym jest medycyna - odsuwaniem nieuchronnej śmierci.

   Racjonalna część mnie widzi antyszczepiokowy bezsens i sens szczepionkowego przymusu. Ale doskonale pamiętam moją przemożną chęć lania w parszywą mordę jednego medyka. I to, że szkodziłem mu latami na wszelkie dostępne mi sposoby. Gnój miał szczęście, że umarł. A poszło oczywiście o moje dziecko. I o drańskie wymuszenie łapówki. Menda tak się przyzwyczaiła, że kopertę za nic traktowała jak oczywistość. Więc się nie dziwię antyszczepionkowej, a w zasadzie antymedycznej krucjacie. Dlatego - poza tym tekstem - nie mam zamiaru niczego w tej sprawie robić. 

   Jedno bowiem jest pewne - naród od tego nie wymrze.



08:15, starszy58
Link Komentarze (13) »
czwartek, 14 września 2017

   To kolejny test wyborczy. Nie sondaż, tylko regularne przedterminowe wybory burmistrza. Wygrywa kandydat niezależny w pierwszej turze. 62%. Kandydat PiS - 3.5% (trzy i pół). A to Podlasie, pisowski bastion. Frekwencja niezłe 54%.

   PiS rzeczywiste testy przegrywa. Wystarczy przypomnieć Stargard i okołowarszawskie referenda. Zresztą parlamentarna opozycja wychodzi równie żałośnie. Oznacza to jedno. PiS musi pozostać PiS-em, ale opozycja nie musi zostać tym, czym jest. Ma pole manewru. Jeżeli będzie sprytna i zdeterminowana (czyli powoła Wielką Koalicję) - wygra.

   Sondaże zakłamują rzeczywistość w stopniu dotąd niebywałym. Nie twierdze, że celowo i że to pisowski spisek. Raczej metodologia nie przystaje do nadzwyczajnej sytuacji. To już zresztą było. W czerwcu 1989 r. ludzie z PZPR byli przekonani o zwycięstwie do tego stopnia, że planowali jakoś osłodzić klęskę ludziom z Komitetu Obywatelskiego. Mieli swoje badania i poklepywali się wzajemnie po plecach. Byłem świadkiem, jak pezetpeerowski działacz porównywał "świetnych" ludzi na ich listach z naszymi, nikomu nieznanymi chudziakami. Był tak przekonujący, że po ogłoszeniu wyników wpadłem w euforię. A PiS to reinkarnacja PZPR również w aspekcie wyborczym. 

    Czytamy wyniki kolejnych sondaży i nie możemy wyjść ze zdumienia, że wszystkie pisowskie horrenda spływają po nich jak woda po kaczce. Otóż nie spływają. Kumulują się i nabrzmiewają. Tyle tylko, że nieprzeliczeni wrogowie prezesa nie za bardzo wierzą w stare partie opozycyjne. I w starych liderów.



14:59, starszy58
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 11 września 2017

    Dziesiąty. Mały psychopata tym razem się nie darł. Mówił spokojnie, a nawet chwilami dobrotliwie. Ale efekt mrożący osiągnął tym skuteczniej. W budowie Czwartej Rzeszy nie ustanie. Unii się nie podoba? No i co z tego. Będziemy samotną wyspą szczęścia i wolności. Uch, jak będzie dobrze. Tylko jeszcze trochę wysiłku. A ci, co nie z Dobrą Zmianą...

    Wydawało się kurwa niemożliwe? No to macie frajerzy.  Wariat na czele motłochu właśnie rozpieprza nasz kraj.



07:21, starszy58
Link Komentarze (9) »
piątek, 01 września 2017

   Miej więcej w dziewięćdziesiątym trzecim, pan Leszek - mechanik samochodowy - położył kostkę na placu przed warsztatem, postawił a miejsce porwanej siatki porządny płot z szeroką. przesuwaną bramą, zamówił ładny szyld, a nawet pomalował elewację. Biznesowo wszystkie te wydatki były potrzebne jak psu trampki, bo pan Leszek - legenda wśród mechaników - klientów miał na dwa miesiące naprzód. Po prostu trzy lata zajęło człowiekowi uwierzenie, że normalność wróciła już na zawsze i czas pozbyć się socjalistycznej mimikry. Efekt uboczny kapitalizmu - wszystko pięknieje i porządnieje, choć niekoniecznie w nudny, planowany sposób.

   Masa ludzi zachłysnęła się wolnością i oszołomiły ich powstałe możliwości. Równoważna masa wpadła w stupor, bo znany im świat się zawalił. W pewnym wieku i z pewnymi genami konieczność przystosowania się do nowej rzeczywistości jest odbierana jako niesprawiedliwość i upadek jedynie możliwego porządku. Regres po prostu, choć daleko nie każdy z nich rozumiał to słowo.

   Pomiędzy trwała rozsądna większość. Przyjmowała do wiadomości fakty i robiła to, co możliwe i konieczne. Czasami bez entuzjazmu, ale takie jest życie. Koszulka dziecka. Krótka i zasrana.

   Polski kapitalizm zaczął się fatalnie i jednocześnie w jedyny możliwy sposób. Fatalnie, bo kraj był wypranym z realnych zasobów bankrutem. W jedyny możliwy sposób, bo wobec spektakularnego upadku nie było innej alternatywy. Oczywiście dla słabych umysłów zaprzeczanie rzeczywistości to normalka, podobnie jak konieczność personifikacji wroga. Jakiś łajdak musiał być winny nieszczęściu, bo słaby umysł ma awersję do skomplikowanych spraw i patrzenia w lustro. No i oczywiście winny się znalazł. Na wroga została mianowana ekipa Mazowieckiego. To ci żydzi i zaprzańcy dla niecnych i egoistycznych celów pognębili lud i ukradli posocjalistyczne bogactwa. Debilkom to przekonanie zostało do dziś. 

   Niemniej jednak to zadziałało. Oto upada w Świdniku zakład im Fornalskiej (odzieżówka) Sto z czymś szwaczek idzie na bruk. Przyjaciele ludu drą ryja i żądają interwencji. Tymczasem w miejsce trupa powstają cztery firemki, a potem jeszcze trzy. W promieniu pięćdziesięciu kilometrów nie uświadczysz wolnej szwaczki a maszyny (te same) produkują dzianinę na trzy zmiany. Dzieci po staremu potrzebują kiepskich dresów, a bazary pod Łodzią sprzedają na wschód wagonami. Obiektywnie te kobiety żyją i mają się coraz lepiej. Subiektywnie są nieszczęśliwe i sfrustrowane, bo zakładziki łączą się, upadają zawierają spółki i co miesiąc zmieniają produkcję. Zero stabilizacji.

   Tak jest w całym kraju. Wielki krzyk, bo upada socjalistyczny moloch. Cisza, gdy puste hale zapełniają dziesiątki prywatnych przedsięwzięć. No i jeszcze ci Niemcy. Kolonialiści cholerni. Prostaczkowie ze zrozumieniem traktują konieczność zagranicznych inwestycji, ale w praktyce dziwnie je rozumieją. Jako bezzwrotne pożyczki chyba.

   W oparciu o frustratów odradzają się upiory. Socjaldoktrynerzy dowodzą że wszystko zostało zrobione źle, a oni lepszy sposób mieli, ale światowa finansjera ich zglanowała. A dokładniej sługusy światowej finansjery. Bo jak wiadomo globalni macherzy spać nie mogą, dopóki ludu nie ukrzywdzą. I znów głupcy są głośni, a mrówki ciche. Mrówki są zdumione, że ich pracy nikt nie docenia. Niesłusznie są zdumione. Niech się mrówki cieszą, że je - podejrzane typy - w ogóle się toleruje. Wiadomo - krwiopijcy pasący się na wyzysku i złodziejstwie.

   Ludzie rozsądni nie mają już siły na prostowanie kłamstw. Pierwsze łgarstwo to rzekomy wielki majątek produkcyjny rozprzedany za bezcen. Żadnego majątku nie było. Były hale do wyburzenia i maszyny do zezłomowania. Byli ludzie do przeszkolenia (choć często się nie dało) i zarządy w większości do wywalenia. O, były też inwestycje całkiem nowe. Tak idiotyczne, że całymi latami nie dało się z nimi nic zrobić, choć przyjaciele ludu naprawdę chcieli je uratować. Poczytajcie sobie mili o odlewni Ursus w Lublinie. Po latach beznadziejnej walki to pisowski wielbiciel majątku narodowego (bodaj Pruszkowski) sprzedał na złom nowiutkie hale.

   Drugie łgarstwo - wynikające z pierwszego - to ostateczny upadek przemysłu. Dziesiątki tysięcy mniejszych i większych firm produkcyjnych umykają posocjalistycznej percepcji, a statystyki - dosyć dla polskiego przemysłu łaskawe - to po prostu dla czarnego i czerwonego socjalisty kłamstwo musi być. Socjaldureń widział budynki, maszyny,  załogę i myślał - oto fabryka. A tymczasem to była nawet nie jedna czwarta fabryki. Fabrykę czynią technologie, organizacja, sens działania. Fabryka musi robić potrzebne rzeczy, co poznaje się po tym, że ktoś chce je kupić i to powyżej kosztu wytworzenia. Te szczegóły socjalistom umykają.

  Trzecie łgarstwo to powszechne nieszczęście obywateli. Ci zadowoleni oczywiście siedzą cicho, choćby dlatego, że zawsze może być lepiej. Nieszczęśliwcy nadrabiają tą ciszę własnym wrzaskiem, a jak nie mogą, to zawsze znajdą oburzonych rzeczników. Daje to taki efekt, że nigdy w Polsce tego mitycznego "wilczego kapitalizmu" nie było. Poducha z zasiłków, wczesnych emerytur i dotacji dla bankrutów, choć daleka do zachodniej i tak jak na nasze możliwości była przesadnie gruba. Teraz np. całe blokowiska żyją ze skubania MOPSów (znam temat), a największym bohaterem ten, co skubnie nowatorsko i spektakularnie. No ale na zdrowie.

    Obecnie rządzący socjaliści spod znaku czarnej sotni łaskawie zauważyli przyrost bogactwa. Trudno w nieskończoność zaprzeczać statystykom. Ale jak wiadomo jest to bogactwo niesłuszne. W tym przekonaniu idą ręka w rękę z socjalistami czerwonymi. Bogacze się bogacą, biedni biednieją. To, że pensje rosną to gusowska propaganda, ale z czasem deleguje się odpowiednich towarzyszy na odcinek. A najgorsze, że Niemcy się pasą na krwawicy ludu, a tak naprawdę to Żydzi. ("Niemce to też Żydy i chuj" - mój ulubiony cytat z pisowskiego, podlubelskiego. wyborcy). No nic. Powolutku spolonizuje się prywaciarzy, zwłaszcza tych zagranicznych. Zrobi się narodowego, elektrycznego malucha dla ludu i zbuduje się prom. Za jakieś dwadzieścia lat. I nie wyprzedamy cennych końskich genów, mimo że arabskie. A, no i w kosmos sputniki wyślemy. Takie tam rojenia chronicznych nieudaczników.

   Na koniec liberalny kapitalizm wygra. Jak nie w Polsce, to dookoła powstałego skansenu. Bo widzicie moi państwo, w walce konkurencyjnej, podobnie jak w walce gatunków, wcale nie wygrywa najsilniejszy. Nawet nie ten, co akurat jest najlepiej dostosowany. Wygrywa system lub gatunek najbardziej gotowy na zmiany. A ci wszyscy postsocjaliści, ci wszyscy antybalcerowiczowscy myśliciele żyją z obsesją regulowania wszystkiego. Chcą skodyfikować życie do ostatniego przejawu, a zmiana jest ich wrogiem, bo już sobie prawie wszystko tak pięknie poukładali w głowach. Tak długo nabijali się z niewidzialnej ręki rynku, aż przyjęli za pewnik, że nie istnieje. Nawet by się pogodzili z istnieniem kapitalistów, bo ktoś musi płacić podatki, ale cały ten kapitalizm by wykastrowali, żeby się uspokoił i przestał im mieszać w głowach. To takie typowe dla intelektualnych eunuchów. Ale mieli swoją szansę. Miliard ludzi przez pół wieku testowało ich pomysły. To dosyć, żeby ostatecznie się przekonać, że szambo to szambo, a kurwa to kurwa.



09:47, starszy58
Link Komentarze (59) »
niedziela, 20 sierpnia 2017

    Leje cały dzień, a prowizoryczna naprawa poliwęglanowego daszku nad tarasem po gradzie wykazała całą swoją prowizoryczność. Dobra pora na proroctwa. 

   Mniej więcej rok temu ogłosiłem, że właśnie jesień tego roku będzie godziną prawdy dla pisowskiej gospodarki. Na efekty powerpointowych akcji nałoży się wiek emerytalny i 500+, a radosna sprawozdawczość zderzy się z twardymi danymi eurostatu. A do komisji sejmowych trafi projekt budżetu. No i czegoś się dowiemy.

    Parę rzeczy wiemy już. Morawiecki żadnych praktycznych działań w rodzaju COP nie podjął. Dużo gadał, coś zawzięcie reorganizował i położył idiotyczną stępkę pod prom, który nigdy nie powstanie. Może i dobrze. Nieudaczność Dobrej Zmiany grubo by kosztowała, gdyby się na coś naprawdę uparli. Z wielkich programów rozdawniczych gładko poszło tylko 500+. Pożyczenie w niemieckich bankach i rozdanie miliardów udało się głównie dla tego, że zrobione zostało szybko. Pisowcy zrobili to odziedziczonymi kadrami, których jeszcze nie zdążyli rozpiżyć i zastąpić pociotkami i znajomkami. Sukces programu polega na tym, że dosłownie każdy, komu się należało sięgnął po te pieniądze, a ilu tych, którym należało się nie za bardzo, pozostaje dziesięcioprocentową tajemnicą. Można też z całą pewnością założyć, że to samo będzie ze wcześniejszymi emeryturami. Weźmie je każdy uprawniony, a z zaklinaniem dobrowolności skorzystania będzie tak samo, jak z rzekomo super obligacjami dostępnymi za 500+. Frajerów nie będzie.

    Paradoksalnie pewne szanse ma Mieszkanie+ nad którym to pomysłem najwięcej wydziwiałem. Program przeewoluował gładko w program Deweloper+ i jako taki ma niezerowe prawdopodobieństwo realizacji. I będzie o tyle tani, że pójdą na to tereny leśne. Ciekawe, czy po Szyszce zostaną chociaż zagajniki.

    Największą niewiadomą - pisowskim być, albo nie być - jest VAT. Morawiecki prorokuje wzrost wpływów (z właściwą sobie skromnością i precyzją) o 20, 30 czy nawet 40 miliardów. No to by załatwiało sprawę. Czy jednak jest możliwe? No jest, przynajmniej te dwadzieścia. Ale na pewno nie z likwidacji vatowskich karuzeli. Te i podobne przekręty oparte są o nieuprawnione zwroty. Czy ktoś przytomny wyobraża sobie że urzędy skarbowe oddawały na szemranych podstawach dziesiątki miliardów rocznie? Może oddały w ten sposób miliard, może dwa. Reszta to legalne zwroty. Te zostaną urzędom wydarte wcześniej czy później. Ale roczna obsuwa jest nie dość że do wyobrażenia, to jeszcze jest sukcesywnie realizowana. No i naczelnicy wyślą swoje Psy Wojny. Wydrą gospodarce każdą należną i niezbyt należną złotówkę (jak się nie podoba, to się odwołujcie) a życie przedsiębiorców zmienią w piekło. Oczywiście - jak to pisowcy - i to zrobią nieudacznie. Oberwą uczciwi frajerzy, a cwaniacy się uchowają. No ale szalony fiskalizm działa owszem - destrukcyjnie, ale z opóźnieniem. Trzeba czasu, aby zwinąć interes i spieprzyć do Czech czy na Słowację.

   Sumując - Morawiecki jeszcze tym razem budżet być może sklei. To tak, jak z wiadomą  stadniną. Trzeba czasu, by zniszczyć prosperujące przedsięwzięcie. PiS ma fart. Światowa sytuacja jest póki co stabilna. Unia jedynie się odgraża, a spadek inwestycji infrastrukturalnych odciążył finanse. Tyle, że polska gospodarka zrobiła się strasznie czuła. Koniunkturalne wahnięcia w globalnej spożywce zaowocowały w kraju spektakularną drożyzną. Polski bokser ma obecnie tak cienką czaszkę, że byle junior wyśle go na deski.

   Plan Pisu opierał się na Morawieckim. Owszem, zdawali sobie sprawę z możliwej kumulacji niesprzyjających okoliczności, ale liczyli na Inwestycje Rozwojowe, elektryczne samochody, polskie sputniki i co tam jeszcze się premierowi zaroiło. Kumulacja owszem, następuje, ale działania prorozwojowe to jedna katastrofa. Spodziewanych najdalej w przyszłym roku efektów nie będzie.

   A to był taki fajny kraj.



   

17:23, starszy58
Link Komentarze (55) »
wtorek, 01 sierpnia 2017

    Faktura na "Podstawę słupa wbijaną 100/100" na sumę 162.60 znajdowała się w stanie nie do przyjęcia przez najbardziej tolerancyjnego księgowego. Mimo to mały wredny sierściuch miauczał protestująco, gdy Starszy papier konfiskował. Widać uważał, że dokument nie został jeszcze dostatecznie zabity i może jeszcze posłużyć drobnym przyjemnościom.

   Przyjemności wg. kota na podstawie badań w terenie.

1. Zrzucanie ze stołów i półek wszelkich przedmiotów lżejszych od kowadła. Tym jest fajniej, im przedmiot częściej się odbija i im w bardziej niedostępne miejsce wpadnie.

2. Surfing na pasjansie. Kot zaczaja się i skacze na rozłożonego pasjansa. Piatniki wraz z kotem ślizgają się widowiskowo. Połowa kart (i kot) ląduje na podłodze, gdzie kot zagryza ósemkę karo. Taka wisienka na torcie.

3. Skok na buldoga Miśka. Kot zajmuje pozycję na stole i skacze na psa, wykorzystując element zaskoczenia. Następnie ucieka. Musi, bo Misiek - ojciec nieprzeliczonych szczeniaków ma zwyczaj przytrzymywać kota łapą i dokładnie wylizywać, co jest niefajne.

4 Włażenie na dach tarasu i darcie ryja, że za wysoko.

5. Spadanie z dachu w pokrzywy. Nie wygląda na specjalną przyjemność, ale skoro kot powtórzył to trzy razy... Ostatecznie co my tam wiemy o kotach.

6. Numer z zakrętkami. Potrzebne - pudło z zakrętkami od petów, wysoki kredens. Stawiamy pudło na kredensie. (Na samej górze w ochronie przed kotem). Resztę zostawiamy kotu. Uwagi sąsiadki - "Nie drzyj się tak na tego kota sąsiad, bo ci żyłka pęknie" - ignorujemy.

7. Włażenie za szafkę od zlewu. Jest wiele zabawy z odsuwaniem połowy mebli w kuchni. Z drugiej strony nie ma w okolicy podłogi pod kuchennymi szafkami, która by była częściej myta.

Starszy będzie wdzięczny z inne obserwacje i sposoby, bo tu się pracka naukowa kroi.

Uczynienie kota szczęśliwym to rzecz miła bogom, szczególnie egipskim. 

11:47, starszy58
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
NAPISZ DO MNIE
Email me