wtorek, 20 czerwca 2017

    Dosłownie chwilę temu pseudosędziowie pseudotrybunału precyzyjnym językiem prawniczym udowodnili starą ludową prawdę - "Raz kurwa, zawsze kurwa". Niby nic nadzwyczajnego. Przewodnicząca, kiepska i leniwa była sędzina Wolfgangowa, nawet skurwienia pisowskich popychadeł nie maskuje, ale i tak przykro. Państwowca serce boli, jak widzi że przyzwoite, choć nieidealne państwo wzięło kurs na katastrofę. A to za sprawą prymitywnego, nazi-pomiotu, który niewiele rozumiejąc ze złożoności świata jest przekonany o własnej wszechwiedzy i nieomylności. 

    Wiedzieliśmy, że idzie noc. Ale nie spodziewaliśmy się że tak czarna i tak nienawistna. Pomijam chwilowo wszystko inne, ale zwróć czytelniku uwagę na propisowskie i prokukizowe fora i ich reakcje na pożar londyńskiego wieżowca. Kukizowe i pisowskie śmiecie się bezczelnie cieszyły. Ich Bóg - widocznie krwawy skurwysyn - pokarał muzułmańskie kobiety i dzieci za grzechy muzułmańskich pojebów żywym ogniem. Kiedyś by się wstydzili, teraz swoją podłość głoszą z podniesionym czołem. Nasłuchali się histerycznych tyrad Szydłowej i tchórzliwych pisowskich i kukizowych jęków - "ojoj, przyjado i zabijo". A wszy pisowskie po cichu mówią "oj tam oj tam to przecież na niby". "Odkręci się". Ale są już we władzy motłochu, który stworzyli.

    Rozmawiam na co dzień z prostym ludem i widzę, jak nieodwracalne są szkody. Mój kraj zapadł na brzydką chorobę. Ja jestem stary i tu zostanę. Ale dzieciom powiedziałem, by wynosiły się w cholerę. Póki mogą.



14:17, starszy58
Link Komentarze (36) »
wtorek, 30 maja 2017

Motto:
    - A ty kto? Szlachcic jerozolimski?
                               -@robotnik
    No właśnie. A ja kto? Oglądałem film Kasi Kolędy o Zbigu, słuchałem jego pięknej, precyzyjnej polszczyzny i uświadamiałem sobie, że on z naszych. Polski inteligent, co kosmicznym przypadkiem uniknął wojenno - rewolucyjnej centryfugi. Rocznik 1928. Jak mój ojciec. 
    Pamiętam ich. Szczupli panowie, nienagannie ubrani (choć niebogato) i nienagannie mówiący. Oczytane panie, które prędzej by umarły, niż powiedziały słowo "kurwa". Spotykali się w M2 z wersalką, stołem z kryształem i paździerzową meblościanką. Dyskutowali o sztuce, książkach, a czasem znalazł się pomiędzy nimi wojażer. Przemielona, zglajszachtowana i spauperyzowana genetyczna inteligencja. Egzystująca w szarej beznadziei sześćdziesiątych i siedemdziesiątych lat. 
   Byłem przy ich rozmowach, słuchałem wspomnień, choćby z racji tego, że w socjalistycznej ciasnocie nie było gdzie odesłać dzieci. I dobrze. Przynajmniej wiem, skąd się wziąłem.
   Dogadywali się z socjalizmem, bo musieli. Trzeba było żyć. Ten i ów zapisał się do partii, co było traktowane ze zrozumieniem, acz niechętnie. Nie pamiętam, by wspominali herbowych przodków. Raczej pewne rzeczy się wiedziało, ale o nich nie mówiło. Bardziej puszyli się potomkowie Borynów - wiejscy inteligenci od Witosa i spod znaku Rodła. Podkreślali swój awans. O tym, że inni byli spolonizowanymi potomkami starozakonnych dowiedzieliśmy się w Marcu. Komuna zadbała o naszą narodową homogeniczność
   Ukryte korzenie rekompensował kult dyplomu. Żadne tam - "obyś synku był szczęśliwy, ale wiedza jest ważna". Raczej - "Chyba nie chcesz, żeby matka ze wstydu umarła". My, potomkowie, byliśmy przez tych "dyplomowych faszystów" poddani niebywałej presji. I przecież nie dla dóbr materialnych, ani dla pewniejszego bytu. To było tak, jakby ofiary konfiskat, domiarów i upokorzeń mówiły: "Tego nam kurwie syny nie odbierzecie". Nie wyrwiecie nam i naszym dzieciom z głów tego bogactwa. Demonstracyjnie przesadzali z tym swoim intelektualizmem. Czytywali Gołubiewa i Teodora Tomasza Jeża (starych nudziarzy), bo Sienkiewicz i Prus mieli opinię prostaków dla młodzieży. Tolerowali Żeromskiego, ale tylko tam, gdzie był dostatecznie bełkotliwy. Wiecie kto to Przyboś? Ja też nie. Oni wiedzieli bardzo dobrze. O nim i setce innych. Moja ciotka (przysięgam na świętą Anielkę!) przeczytała Prousta w oryginale. Tak jakby nie był dostatecznie długi i nudny w tłumaczeniu. Znali języki, choć mało komu dane było w nich mówić. Czym socjalizm był bardziej siermiężny, tym większymi zostawali snobami.
   Dyplom, to była konfirmacja i bierzmowanie w jednym. Rodzice oddychali z ulgą, że potomek się nie stoczył. Absolwenci gwałtownie zyskiwali na matrymonialnej giełdzie. Matki córkom kończyły z "jeszcze masz czas głupia dziewczyno" i przechodziły na "a, to ten młody, sympatyczny inżynier, syn doktora". W czasach koncesjonowanego egalitaryzmu tworzyliśmy inteligencki apartheid. Dziewczyny wolały dać prokreacyjną szansę biednemu magistrowi, zamiast bogatemu spawaczowi. Badylarscy i cinkciarscy dorobkiewicze traktowani byli z pogardą. Aparatczycy z awansu z nienawiścią.
   Komuna przecież widziała, jak ta "wyższa kasta" umacnia się i petryfikuje jeszcze przedwojenne podziały. System punktów za pochodzenie miał wpuścić wyżej jednostki klasowo pożądane, co owocowało głównie oszustwami przy wypełnianiu podań o dopuszczenie do egzaminu. Ale nic nie mogło zastąpić kulturowej, chyba warunkowanej genetycznie, tropii. Pchani na siłę w górę deklasowali się w następnym pokoleniu.
   Zbig miał fart. Trafił gdzie trzeba w odpowiednim miejscu i czasie. Los nie pozwolił się zmarnować zdolnościom i talentowi. Wyrósł olbrzym. Cieszę się, że moje przemądrzałe dzieci farta nie potrzebują. Zostały "wyższą kastą" bez przymusu i mimochodem. Horrendalnie zawyżają statystyki czytelnictwa, płynnie posługują się angielskim, a w kraju siedzą, choć naprawdę nie muszą. Następni w linii prostej. Ze zdjęcia z 1903 r. spogląda na nich ich prapradziadek Juliusz. Absolwent uniwersytetu w Lozannie i wykładowca greki i łaciny. Powinien być zadowolony.

12:25, starszy58
Link Komentarze (7) »
środa, 24 maja 2017

Gdy Szydło Beata biadała dzisiaj histerycznie nad szaleństwem Brukseli i jęczącym dyszkantem wieszczyła śmierć Europy z rąk islamistów, poczułem dyskomfort właściwy ludziom oczytanym, gdy bezczelnie wciska im się kit. I manipulacja i głupota powinny jednak mieć swoje granice, jeśli skutecznie chcemy stworzyć wspólnotę zmanipulowanych głupców. 
Jasne, że wahabiccy, czy salaficcy mułłowie to fanatyczni pomyleńcy o morderczych inklinacjach. Słusznie i sprawiedliwie byłoby ich pozabijać, a ich państwo zrównać z ziemią. Inna sprawa, czy dałoby się to zrobić skutecznie. Jednak doszukiwanie się w terrorze islamskim dowodu na wyższość białych chrześcijan to przesada. Fakty mówią co innego, jak mawiał kapitan Sparrow. 
IRA - Ci biali katolicy pracowicie uśmiercili w swoich zamachach 3600 osób w tym ładnych parę setek kobiet i dzieci. Co prawda w Manchesterze w 1996 r. nie zabili nikogo, bo ostrzegli o wybuchu, ale za to zrównali z ziemią pół miasta 
ETA - 858 udokumentowanych ofiar. I też mówimy o terrorystach białych katolikach. 
Breivik - kategoria sama w sobie. Zastrzelił osobiście siedemdziesiąt dzieciaków zdaje się chroniąc przed mult-kulti europejskie wartości. Protestant, albo były protestant. 
No inajlepsze - OAS. Ta organizacja francuskich oficerów, po tym jak została zmuszona do zejścia do podziemia, setkami, a właściwie tysiącami zabijała cywilów podkładając bomby i prowadząc na ślepo ostrzał dzielnic mieszkalnych. Dodajmy - muzułmańskich cywilów. Bo tak się złożyło, że w Algierii to biali chrześcijanie byli ludnością napływową, zakłócającą kultywowanie przez autochtonów islamskiego sposobu życia. Członkiem OAS był stary Le Pen. Można powiedzieć, że córka Mania zwalcza nie tyle terroryzm, co terroryzm niewłaściwy. 
Jeden gostek na salonie24 pracowicie naliczył 541 europejskich ofiar islamskich zamachów od bodaj 2004 r. Dostatecznie dużo, by się z kozojebcami nie szczypać, ale bez przesady. Tacy Francuzi od Le Pena wysadzili trzy razy tyle rdzennych Algierczyków przez rok. Gostek postawił tezę, że wobec islamistów łagodniśmy jak baranki, a gdyby to chrześcijanin się zamachnął (co przecież niemożliwe) to byśmy całą naszą tolerancję utracili. A jak mu udowodniłem, że różnie bywało, to mnie debilek zbanował. 
Szydłowa - na wpół oszalała idiotka - wyprowadza nas z UE jęcząc o zagrożeniu, którego nie ma i raczej w Polsce nie będzie. I nie mówię o zamachach bo jakiś bomber wszędzie może się zdarzyć, choć raczej będzie to bomber katolicki. Do zimnego, biednego i wrogiego kraju Syryjczycy i inni się masowo raczej nie wybierają, a polskie kmiotki wrażej kulturze nie ulegną, bo oni żadnej kulturze nie ulegają. 
A mniemany śniady wróg przesłania wroga prawdziwego, który by się chętnie do Polszy wybrał, bo się od dziadków nasłuchał o zegarkach, rowerach i innych dobrach do pozyskania.

22:44, starszy58
Link Komentarze (41) »
sobota, 20 maja 2017

    Najpierw to zlekceważyłem. Co tam pisk szansonistów, skoro akurat prawnicy dają do pieca. Ale zmieniłem zdanie, gdy zobaczyłem, co wyprawia pisowskie webwojsko. Naprawdę się przejęli. Komentarze jak zwykle prostackie, ale liczne. Podobnież my - lewacy - zaszczuliśmy Marylę Rodowicz i generalnie się zamachnęliśmy. Kopiemy rowy i niszczymy święto piosenki. A za Tuska to dopiero były zapisy na niepokornych artystów wyklętych. Tu przywołują sprawę jednego gostka, co o nim nigdy nie słyszałem, co dowodzi (to że nie słyszałem), że sprawa poważna była. Ot zniszczyli siepacze Tuska barda prawdziwie katolickiego i narodowego oczywiście. To teraz Kurski ma święte prawo sekować Kajah i tego świra Jakubika, co z biskupów się ponoć wyśmiewa.

   Kurski (przypuszczam, że na skutek pychy i buty) nawet nie pomyślał, co narobi, cenzurując wykonawców pani Maryli. Rodowicz to przecież żadna kontestatorka, tylko raczej dobrze żyjąca z wszelką władzą oportunistka. Zresztą próbował się cofnąć, ale mleko się rozlało. Można śmiało powiedzieć, że stan na tą chwilę jest taki (sobota, godzina osiemnasta), że tegoroczny FPP w Opolu nie istnieje. Odpalony przez Kajah i Nosowską bojkot narasta jak śniegowa kula i nie ma godziny, by ktoś nowy nie dołączył. Do jutra pewnie tylko Pietrzak zostanie.

   Stąd pisowska panika. Sędziowie są dla pisowskiego elektoratu bez większego znaczenia. Ale spektakularna klęska organizacyjna TVP, filaru rządowej propagandy, to zupełnie coś innego. To widać, słychać i czuć. 

   Od wyborów już parę razy nie posiadaliśmy się ze zdumienia, że kolejne pisowskie horrenda nie ruszają w dół pisowskich sondaży i w końcu doszliśmy do wniosku, że betonowatość ich betonowego elektoratu jest wyjątkowo betonowa. Ale to nie tak. Po prostu nie wiemy ile wynosi masa krytyczna. Nie wiemy która kolejna wojenka to będzie o jedna wojenka za dużo. Foch piosenkarzy jeszcze pół roku temu byłby bez znaczenia. Teraz to nieplanowana i niechciana wojna, groźna z powodu nadmiaru wrogów.

   Ostatnio z pewną fascynacją klikam na pisowskie portale i grupy dyskusyjne. My piszemy ciągle to samo, tylko bardziej, co jest trochę nudne. A oni zaczęli się sypać. Szukają wewnętrznych wrogów i przyczyn niepowodzeń. Szansę sanacji widzą w bolszewickim wzmożeniu, wzywają do bojkotu nieprzychylnych mediów i do ustanowienia ludowych trybunałów prawdziwie patriotycznych, co się z wrażym Tuskiem i takim np. Rzeplińskim rozprawią i w ogóle nie będą się w tańcu obcyndalać. Nieśmiało póki co wspominają o prawdziwie patriotycznej cenzurze. Widzą też oczywiście wtopy Dobrej Zmiany. Taki wypadek Szydło wkurwił najwierniejszych, a i Misiewicz boli, bo sprawa jest zbyt oczywista. Na to nakłada się blamaż komisji Berczyńskiego. Z legionu obrońców teorii zamachowej została garstka, a czasami na forach nie odzywa się nikt. Pogubili się. Jakże żałośnie wybrzmiał gostek, co dziwił się, że poparcie takie słabe i nie rośnie, a przecież PiS tyle dobrego uczynił. Konstatował, że lud jest głupi i niewdzięczny. Dotąd to my się na głupotę wyborców skarżyliśmy. 

   "Upadek prezesa jest pewny, tylko termin nie jest przesądzony". Tak mnie koleś jeden przekonywał. No pewnie Ten nieudaczny autorytaryzm ma w sobie taki ładunek autodestrukcji, że na koniec będą szukali kogoś, kto przyjmie ich kapitulację. Ale w pewnym wieku czas nabiera znaczenia. coraz trudniej mi się czeka. Johny już chciałby pomaszerować do domu.



18:54, starszy58
Link Komentarze (18) »
niedziela, 07 maja 2017

   Nie byłem. To nowe doświadczenie, bo dość konsekwentny ze mnie demonstrant, ale ciekawe. Z daleka może i lepiej widać. 

   Stara zasada wojskowa mówi, że to w marszu najlepiej organizuje i porządkuje się armia. Zbieranina zmienia się w siłę. Oczywiście pod warunkiem, że istnieje koordynujący ośrodek. Dowództwo. Inaczej tłum, to tłum. Choćby nie wiem jak długo szedł. Tym byliśmy za wczesnego KODu. Niesionym emocjami, wkurwionym tłumem, który się łudził, że nowi władcy są na tyle normalni, że choć trochę się naszym wkurwieniem przejmą. Ale nie z psycholami i paranoikami takie numery. Zracjonalizowali sobie nasze protesty. Uznali nas za interesownych zdrajców opłacanych przez Sorosa. Trudno nawet się im dziwić. Nazi-czuby tak mają. Wszędzie spiski i zamachowcy sadzący drzewa na drodze limuzyn.

   Ten marsz był wyraźnie inny. Jakby mniej emocji, a więcej organizacji. AntyPIS szedł by się policzyć, zdefiniować i spozycjonować elementy składowe. Szły trzy partie, samorządowcy, nauczyciele i KOD z nowym liderem Łozińskim. Był Borowski, jako łącznik z lewicą, a raczej z tym gruzowiskiem, co z lewicy zostało. Padło kluczowe hasło, czyli "wspólna lista". Akceptowane mniej lub bardziej przez wszystkich obecnych. 

   Partie.

   Z dominacją PO pozostali się pogodzili. Schetyna stara się zresztą być nienachalny. Stać go, bo dostał co chciał. Będzie miał ostatnie zdanie i o ile nie przegnie z wielkopaństwem, zmontuje zwycięską koalicję. PSL przetrwał w okolicach progu i teraz dostał szansę na rzucenie się pisowskim agresorom na wsi do gardła. Minister rolnictwa (ten o wyglądzie kretyna, nazwiska nie pamiętam) właśnie jest na dobrej drodze do zawalenia sprawy dopłat i generalnie do gigantycznego blamażu. Uderzona po kieszeni wieś na pewno się wścieknie i może uznać, że rodzinna "peezelowska" mafia przynajmniej jest fachowa. W Nowoczesnej właśnie Madera-szok przemija. Petru zrobił to co mógł najlepszego, czyli cofnął się do drugiego szeregu, a zarząd przyjął jedyną możliwą taktykę - wylistował w dostępnych mediach różnice między .N i PO, ale jednocześnie podkreślił obszar wspólny. To kurs na liberalno - demokratycznego, dziesięcioprocentowego koalicjanta. Rozsądne w obecnej sytuacji.

   ZNP.

   Zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum dało Broniarzowi podmiotowość i wypchnęło go na wyżyny, na których nigdy nie był. A najlepsze dopiero przed nim. Albo Zalewska wymięknie i można będzie ogłosić sukces, albo tą swoją kretyńską reformę przeprowadzi i będzie można ogłosić się Wernyhorą co przewidział chaos i burdel, które nieuchronnie nastąpią. Swoją drogą głupota i niezdarność pisowska poraża. Wyjściowo obywatele gimnazjów nie kochali. Ale jak PiS wziął się za robienie obywatelom dobrze, obywatele zdanie masowo zmienili. A uczyniła to jedna idiotka z wiecznie przyklejonym fałszywym uśmiechem. Paradne.

   Samorządy.

   Tu sprawa jest jasna. Zapowiadane uderzenie pisowskie w samorządowy ekosystem, wynikające głównie z pazerności na kasę i etaty, musiało się skończyć powszechnym alertem. Przeciętny samorządowiec naprawdę się stara. Wyborcy mają go na wyciągnięcie ręki, profity ani się umywają do tych stołecznych, więc musi być w tym element idealizmu. Owszem, ludzie to ludzie, a na prowincji nawet władza zatrudnienia sprzątaczki się liczy, niemniej jakoś się to wszystko utrzęsło, a liderzy są naprawdę potężnie zakorzenieni. Gdzieniegdzie wręcz znają wszystkich swoich wyborców osobiście. To działa. PiS chce samorządom zabrać pieniądze i kompetencje, a za to wcisnąć im sprawdzonych towarzyszy i ich znajomych i pociotków. Wręcz zmusza tych ludzi, by walczyli o życie. A mieszkańcom proponuje powrót do socjalistycznego centralizmu, gdzie wszystko załatwia Warszawa ze zwyczajowym dwuletnim opóźnieniem. Albo się PiS wycofa, jak Sasin z metropolią, albo polegnie.

   KOD.

   Ci którzy już KOD pogrzebali, trochę się pospieszyli. Struktury istnieją, sieciowe grupy kodowskie mają po staremu duży zasięg, a Łoziński to jest ktoś. To oczywiście organizacja czasu wojny, w normalności zejdzie naturalną śmiercią, ale czyż nie mamy wojny na całego? Kodowcy są potrzebni choćby po to, by moderować ucieranie się wieloskrzydłowej opozycji, bo to organizacja ideologicznie amorficzna. Opozycyjny kosmos w pigułce. Od początku naciskali na instytucjonalizację antyPISu. I mieli rację. Przegrali nie tyle przez Kijowskiego, co przez to, że uzależnili się od iwentów. Tych wieców i pochodów było zwyczajnie za dużo i w końcu w to jałowe działanie angażowała się garstka. Jednak to porządni ludzie i prawdziwi patrioci. To w większości weterani Wielkiej Solidarności, co poczuli smród powracającego peerelu i się przerazili recydywy.

   Lewica.

   Coś bez definicji i programu. Jeden wódz na dwóch Indian. Ale przecież do antypisu się łapią. Mają alergię na faszyzm i na tą januszowatą i sebowatą bogoojczyźnianość. Bardziej niż inni stoją za Czarnym Protestem, instytucją enigmatyczną, ale potężną. Prawdziwym nieszczęściem byłoby wpadnięcie tych głosów w podprogową przepaść, bo na dzień dzisiejszy kręcimy się wokół remisu. Nic na to nie możemy poradzić jednak. Albo się inteligenccy doktrynerzy z Razem dogadają z towarzyszami z SLD, albo nie. Albo się Nowacka, czy Biedroń, na coś zdecydują, albo dalej będą hamletyzować. Naprawdę dobrze byłoby mieć luksus machnięcia ręką na tych ludzi, ale jest jak jest.

   Tak to wszystko wygląda dzisiaj. Za cholerę nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co będzie za miesiąc. Nic to. Nie warto oglądać się na losowe zdarzenia i fluktuację. Trzeba twardo robić swoje i zakładać zwycięstwo. Inaczej już w połowie przegraliśmy.




   


10:27, starszy58
Link Komentarze (29) »
środa, 26 kwietnia 2017

    Snując strategiczne polityczne wizje, licząc potencjalne głosy na Tuska, czy Dudę, zamykając (in spe) do więzień tego lub owego, bierzemy udział w postpolitycznym teatrum. Strasznie za to jeden koleś na mnie nakrzyczał. Ty Starszy (powiadał) jużeś całkiem zapomniał po co ta cała polityka jest. Barykady byś stawiał, na wiecach się darł, a tego, że poseł Gryglas dobrą ustawę napisał, nawet zauważyć nie raczysz.

   Ależ zauważam. 

   Dla wyjaśnienia. Obecny, dosyć absurdalny stan prawny, nie pozwala zaliczyć do stażu pracy czasu prowadzenia działalności gospodarczej, nawet jak przedsiębiorca tyrał, douczał się i płacił składki. W efekcie, jeżeli taki gość chce przejść na państwowe, to przysługuje mu urlop w najniższym wymiarze i nie ma dostępu do stanowisk, gdzie staż pracy jest wymagany. Taki Elon Musk mógłby dla przykładu być u Morawieckiego jedynie praktykantem. W praktyce rzecz dotyczy głównie informatyków. Wszelkie urzędy potrzebują tych doświadczonych, ale nabór kiepsko idzie, bo często nie mogą zaoferować nawet stanowiska (i uposażenia) starszego specjalisty. 

   No i poseł .N Zbigniew Gryglas, zresztą znany mi osobiście, napisał projekt ustawy korygującej prawo pracy w tym obszarze. Prosty, zwarty i oczywisty. Można powiedzieć, że pozapolityczny w tym sensie, że trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógłby być przeciw, zwłaszcza, że nie niesie za sobą skutków finansowych. Ot, zwyczajne ułatwienie życia sporej grupie osób.

   Dlaczego więc robić z tego wielkie halo? Ano może dla tej zwyczajności. Oto posłowie Nowoczesnej, nie zważając na wielką politykę i sondaże, robią swoje. Piszą projekty ustaw i uchwał, a właściwie nie oni, a zespoły eksperckie, których partia się dorobiła, stawiając na słuchanie ludzi, którzy odnieśli w życiu jakiś sukces i znają się na tym i owym. Zaangażowany politycznie bloger o tym nie pisze, bo to nudne jest. Albo ściślej - ani personalne, ani emocjonalne.

    Ustawę Gryglasa większość sejmowa odwali, tak jak wszystkie poprzednie. Ewentualnie (w najlepszym przypadku) przepisze i puści jako własną. (O ile pamiętam ktoś zresztą akurat takie rozwiązanie chciał przepchnąć już parę lat temu, ale się rozmyło). Taka to logika obecnych czasów. Zaraz potem jakiś bezczelny pisowski propagandzista ogłosi, że opozycja niczego nie robi, tylko szczuje na najlepszą zmianę.

   Refleksje mam dwie. Jedna to to, że fajnie byłoby mieć sejm złożony z pracowitych mrówek, które nieustannie optymalizują ustawodawstwo i w nieuniknionych - da bóg merytorycznych - sporach poszukują dobra wspólnego. Mrówek, którym do głowy nie wpadnie zajmować się objawieniami pastuszków i zwidami obłąkańców. Ale to tak jak ze snem pewnego pastora. Wszyscy ze wzruszeniem się powołują, ale praktyka skrzeczy.

   Drugą refleksję kieruję do posłów .N. Jak już tacy z was idealiści, że wierzycie, że cnota sama się wybroni, to przynajmniej tą swoją cnotę reklamujcie. No nie cnotę w sensie dosłownym, bo to już przepadło "na Maderze", ale w sensie politycznym. Jeżeli ja o projekcie Gryglasa do wczoraj nie miałem pojęcia, a jak już miałem to z trudem się dokopałem do samego tekstu, jeżeli na stronie posła wnioskodawcy są dwa akapity, cztery zdjęcia i wideo z konferencji praktycznie bez głosu, to jak na boga ojca chcecie dotrzeć ze swoim przekazem do kogokolwiek? Ludzie, których chcecie reprezentować, nawet o was nie wiedzą. A takiej reprezentacji naprawdę potrzebują.

    Nie ma to jak dołujący tekst na ponadnormatywnie smutny kwiecień.



14:14, starszy58
Link Komentarze (14) »
wtorek, 11 kwietnia 2017

     Ktokolwiek powie, że wie co się stanie w przyszłych wyborach jest... nierozsądny. No dobra, niech będzie - jest idiotą. 

   Gdzieś na czwartych stronach gazet i portali przeleciała notka o prezydenckich przedterminowych wyborach w Stargardzie Szczecińskim. Rzecz była losowa, bo poprzedniemu prezydentowi się zeszło, No i dostaliśmy wiarygodne badanie na dużej próbie. Wygrał dotychczasowy wice, popierany przez .N i SLD, przed kandydatem PiS i kandydatką PO.

   Stosunek głosów: 88%, 11%, 1%. Frekwencja - znakomite 50%

   Partie wcale sobie tych wyborów nie odpuściły. PiS wyłożyło kasę i zorganizowało wizyty topowych notabli z Szydło na czele. Platforma wystawiła posłankę Ławrynowicz, która w 2015r. wybory tutaj wygrała. Generalnie obie partie zebrały w parlamentarnych 60% głosów z lekką przewagą PO.

    Teraz obie partie zebrały baty.

    Rzekomo żelazny elektorat pisowski się nie pofatygował, albo zwyczajnie zdradził. A PiS wybory samorządowe pragnie wygrać do bólu, choćby dla uhonorowania swoich lokalsów stołkami i generalnie dla samorządowych konfitur. No i potrzebuje obecnie jakiegokolwiek sukcesu jak kania dżdżu. Przyłożyli się. I cała ta wielka mobilizacja zakończyła się żałośnie.

    Ale nie tak katastrofalnie jak akcja Platformy. Platforma wszelkie propozycje antypisowskiej koalicji odrzuciła. Mając w rozumie ostatni wynik Ławrynowicz, ostatni skok sondażowy i teren uważany za własny, postawiła na samodzielne zwycięstwo. Czterysta z czymś głosów. Nawet ich mamusie ich nie chciały.

    Teraz .N i SLD się puszą, bo postawiły na zwycięzcę Zająca. Oczywiście przedwcześnie i na wyrost. Ale coś w tym jest. Obie te partie miału bowiem tyle rozumu, że zawiązały (trochę przypadkiem i z przymusu) antypisowską koalicję. Egzotyczną i szczątkową, ale okazało się czego tak naprawdę ludzie chcą. 
    To że Stargard, to drugi po Legionowie kopniak w pisowską dupę to jasne. Ale to drugorzędne. Istotne jest coś innego. Oto tworzy się potężny potencjał społeczny, którego dotychczasowy układ polityczny nie ogarnia. Obłąkane wzmożenie pisowskie wyprodukowało na swoją zgubę wściekłego potwora, który niezbyt wie czego chce, ale doskonale wie kogo chce zagryźć. 

    Schetyna niewiele z tego rozumie. Brukselski przypadek zdiagnozował jako potwierdzenie słusznego kierunku i własnego geniuszu, ale właśnie się zdziwił. Z kolei Petru nie zorientował się, że czas "nietotalnej opozycji" się skończył tak gdzieś w okolicach grudnia. Polska się zmienia, a ci dwaj i setka innych nie nadążają.

    Wskazówka manometru wjeżdża na czerwone pole, a prezes dalej pracowicie dokłada do pieca. Albo zadziała jakiś demokratyczny zawór bezpieczeństwa, albo pierdolnie. "Strasznie głośno i niesamowicie blisko".


 

06:04, starszy58
Link Komentarze (19) »
sobota, 01 kwietnia 2017

   Musieli się jednak przejąć.

 Nagle na niepisowskich portalach zaroiło się od pisowskiego netwojska. W odpowiedzi na ruch w sondażach Szefernaker (czy jak mu tam) rzucił się do "pilnowania internetu". Ilość komencików wróciła prawie do kampanijnego poziomu. Zmodernizowane (niezbyt udanie) boty plusują i minusują na potęgę, usiłując pozycjonować prawomyślne wypowiedzi, a przekazy dnia powiela setka wyrobników pod dziesiątkami nicków. Ruszyli się i wolontariusze.

   Oczywiście to wszystko na nic. Raz, że rozumu i wyrafinowania w tym tyle co zawsze, dwa - opozycyjni sieciowcy są liczniejsi i bardziej zażarci niż kiedykolwiek. No i najważniejsze trzy - akcja wycelowana jest kulą w płot. Bo ci co zabrali pisowi swoje głosy (nie tak znów liczni, bez przesady) przerzucili je na Kukiza. To obecnie dla pisowców jedyna partia drugiego wyboru, po tym jak JKM prezesa haniebnie zdradził i jeszcze wielokrotnie zwyzywał od komuchów. 

   Jak by nie było, żeby trend odwrócić, musiałby Szefercośtam zacząć hejtować kukizowców i to na na ich portalikach i grupach w rodzaju "Pozytywna polityka" Taki ruch wymagałby akceptacji na szczycie, co zapewne nie nastąpi. Taki wariat jak Kukiz mógłby się obrazić i zerwać nieformalną koalicję sejmową. 

   Pozostaje piśniętym poprawiać sobie samopoczucie wyzywaniem Tuska od zdrajców i złodziei, oraz wspominaniem kolejnych moralnych zwycięstw. To dosyć zabawne. Znalazłem gostka na Salonie24, co ściśle wyliczył, że wiadomy wiceminister padł ofiarą drogowego zamachu, a taki kolega Spo-kojny przeszedł samego siebie oskarżając całe Legionowo o chodzenie na pasku władzy lokalnej, a to na skutek zwyczajów rodem z realnego socjalizmu, co dziwnym trafem akurat tam przetrwały te ćwierć wieku (poprzedni post).

    W każdym razie chłopaki walczą. I jeszcze bym ich nie grzebał. Prymitywy są lepsi od nas w przekonywaniu innych prymitywów, a to na skutek posiadania wspólnego języka. Mi osobiście wciskanie urągającego logice kitu nigdy nie wyszłoby tak dobrze, jak takiemu Błaszczakowi. Bałbym się, że nie znajdą się idioci, którzy to kupią. Błaszczak, czy Jaki się nie boją i mają rację. Akurat zbliża się wielki test. Dziesiątego Antoni będzie zmuszony ogłosić, że wybuchów nie było i tylko kontrolerzy winni. Ze sposobu reakcji smoleńskich dużo się dowiemy o tych ludziach. Ostatecznie w religiach dochodziło do schizm z dużo mniejszych powodów.

    PiS wszedł właśnie w okres między Moskwą, a Stalingradem. Niby nic nie jest przesądzone, a jest. Na horyzoncie majaczy Jałta. I nagle to na nas zaczyna spoczywać odpowiedzialność. Nagle nie wystarczy wytrząsać się nad kretynem Waszczykowskim, czy świrem Antkiem. Trzeba się dogadać i coś zaplanować na po-pisowski czas.  Nie spieprzmy tego Panie i Panowie.



15:46, starszy58
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 27 marca 2017

     Gdy znajoma koderka z Wawy przekonywała mnie o kluczowym znaczeniu referendum w Legionowie, przytakiwałem raczej przez grzeczność i raczej bez przekonania. Ostatecznie wszyscy wiemy, jak wyglądają lokalne referenda. Frekwencja dziesięcioprocentowa to już sukces. Nawet taka zdarza się jedynie, gdy trzeba odwołać szczególnie wrednego typa. Inaczej elektorat ani myśli ruszyć dupska. Woli ponarzekać przy gorzałce.

     Legionowo trochę znam. Może kiedyś miało swoją specyfikę,ale dawno zglajszachtowało do poziomu pozostałych warszawskich suburbiów. To dobrze. Jest reprezentatywne.

    Kluczowa jest frekwencja. Niebotyczne 47% w dosyć nieciekawą pogodę. Znakomity pomiar poziomu wkurwu. Pisowcy się pocieszali spadkiem liczebności kodowskich demonstracji. To zamaskowało im prawdziwą diagnozę świadomości społecznej. Owszem, działania nie przynoszące efektów się ludziom znudziły, ale gdy trafia się okazja pokazania prawdziwego faka prezesowi, wyłażą z ciepłego domu w deszcz i wiatr i robią swoje. Oczywiście drugą stroną medalu jest meritum. Nikomu nie spieszno do warszawskich stawek podatkowych. Ale uczciwie trzeba powiedzieć, że szczegóły rzeczywiście nie były przesądzone. Raczej by pis legionowskich obywateli mocno nie skaleczył, skoro celem była manipulacja wyborcza.

    Jest jeszcze jeden wniosek z tego referendum. Tamtejsi wyborcy PiS nie zniknęli nagle. Ale już im się nie chce. Stracili pałer i wewnętrzne przekonanie. Wygląda na to, że ta żałośnie nieliczna prorządowa manifestacja klubów GP to trend, a nie przypadek.

    W pisie wrze. W prorządowych portalach nagle zamrowiło się od komentarzy wściekłych pisowców jadących po Waszczykowskim, Macierewiczu, czy nawet Szydło. Nawet fanatycy smoleńscy nie bronią Misiewicza, a narzekania na "błędy i wypaczenia" jedynie słusznej władzy są powszechne. To zwykle u pisowców poprzedza rządową rekonstrukcję i odcięcie się od wewnętrznych zdrajców.

   Straszniem ciekaw, które swoje dzieci rewolucja pożre najsampierw. 



18:15, starszy58
Link Komentarze (17) »
wtorek, 14 marca 2017

   Kaczyński przysięgał "na wszystkie świętości", że o prokuratorskim wezwaniu dla Tuska dowiedział się z gazet.

   Kłamie.

   Oczywiście mógł nie znać dokładnej daty i w tym sensie krzywoprzysięstwa nie popełnił, ale bez wątpienia za całą, od dawna planowaną akcją, stał. Możemy mieć pewność, że za próbą dyskredytacji wroga stoi osobista nienawiść, bo sens polityczny takiego działania był umiarkowany. Ale sam przebieg akcji wynikał z przypadku. Fartem (albo i niefartem) znalazł się sfrustrowany matoł Saryusz, marzący o widowiskowym seppuku i przeszkoda w postaci oskarżeń o sekowanie rodaka została zniwelowana "polskim kandydatem". No i ruszyło.

   Uważnie słuchałem Waszczykowskiego w czwartek rano. Widać było, że ani na moment nie brał pod uwagę zwycięstwa Wolskiego, ale w możliwość przesunięcia wyboru wierzył naprawdę. Ostatecznie taka Unia jest. Ślamazarna, zaplątana we własne kompromisy i wiecznie potrzebująca czasu na ucieranie się decyzji. Prezes zaś akurat czasu potrzebował bardzo, aby prokuratura i propagandziści mieli kiedy akcję dyskredytacyjną przygotować. 

   Błyskawiczne 27:1 cały plan rozwaliło w drzazgi. Pierwszy raz od wyborów PiS znalazł się w głębokiej defensywie. Wielokrotnie testowane na debilnym pisowskim elektoracie odwracanie kota ogonem, czyli ogłaszanie moralnego zwycięstwa w obliczu porażającej klęski, tym razem nie do końca wypaliło. Było to tak idiotyczne, że jeden z pisowskich blogerów napisał "czuję się chory z zażenowania". A prounijny elektorat pisowski poczuł się zaniepokojony nie na żarty. To już przestawało być śmieszne. 

   Teraz prezes się wije i tłumaczy. On z Unii wychodzić ani myśli i chce europejskiego mocarstwa, najlepiej zresztą pod jego światłym kierownictwem. Już uznaje legalność tuskowego wyboru i odżegnuje się od wszelkiej zemsty. Trudno się dziwić. Pospiesznie robione badania fokusowe wskazują na co najmniej trzypunktowe tąpnięcie w sondażach preferencji partyjnych, a w badaniach poparcia dla rządu nastąpił prawdziwy zjazd. Zdaje się, że mamy przełom.

   Niewykluczone, że akurat to PiS zdoła odrobić. Ostatecznie chodzi tylko o odzyskanie ludzi dotąd podatnych na pisowskie manipulacje. Natomiast wykreowanie prawdziwego lidera opozycji do odrobienia nie jest. Oto ulica, zamiast nieskładnie powtarzać dziesięciosylabowe nudziarstwa o samorządach, niezależności sądów, czy Trybunale Konstytucyjnym, skanduje: DONALD TUSK! DONALD TUSK! DONALD TUSK! 

   Ludzie dostali symbol i nadzieję, nie do przecenienia w naszej do bólu personalnej i symbolicznej polityce. A cudownie prosty hasztag #27:1 jest nie do przecenienia w bojach na hasła.

    Spokojny, uśmiechnięty Tusk, z upodobaniem fotografowany jak niesie zakupy bez garnituru i obstawy, bije medialnie na głowę rozwścieczonego, bijącego łapką w pulpit i obrażającego ludzi prezesa. Nie musi nic mówić, a nawet nie powinien. 

   Idzie wiosna. Jak zwykle przychodzi wtedy, kiedy większość straciła nadzieję na doczekanie się końca zimna i szarug.



14:15, starszy58
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
NAPISZ DO MNIE
Email me