środa, 26 kwietnia 2017

    Snując strategiczne polityczne wizje, licząc potencjalne głosy na Tuska, czy Dudę, zamykając (in spe) do więzień tego lub owego, bierzemy udział w postpolitycznym teatrum. Strasznie za to jeden koleś na mnie nakrzyczał. Ty Starszy (powiadał) jużeś całkiem zapomniał po co ta cała polityka jest. Barykady byś stawiał, na wiecach się darł, a tego, że poseł Gryglas dobrą ustawę napisał, nawet zauważyć nie raczysz.

   Ależ zauważam. 

   Dla wyjaśnienia. Obecny, dosyć absurdalny stan prawny, nie pozwala zaliczyć do stażu pracy czasu prowadzenia działalności gospodarczej, nawet jak przedsiębiorca tyrał, douczał się i płacił składki. W efekcie, jeżeli taki gość chce przejść na państwowe, to przysługuje mu urlop w najniższym wymiarze i nie ma dostępu do stanowisk, gdzie staż pracy jest wymagany. Taki Elon Musk mógłby dla przykładu być u Morawieckiego jedynie praktykantem. W praktyce rzecz dotyczy głównie informatyków. Wszelkie urzędy potrzebują tych doświadczonych, ale nabór kiepsko idzie, bo często nie mogą zaoferować nawet stanowiska (i uposażenia) starszego specjalisty. 

   No i poseł .N Zbigniew Gryglas, zresztą znany mi osobiście, napisał projekt ustawy korygującej prawo pracy w tym obszarze. Prosty, zwarty i oczywisty. Można powiedzieć, że pozapolityczny w tym sensie, że trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógłby być przeciw, zwłaszcza, że nie niesie za sobą skutków finansowych. Ot, zwyczajne ułatwienie życia sporej grupie osób.

   Dlaczego więc robić z tego wielkie halo? Ano może dla tej zwyczajności. Oto posłowie Nowoczesnej, nie zważając na wielką politykę i sondaże, robią swoje. Piszą projekty ustaw i uchwał, a właściwie nie oni, a zespoły eksperckie, których partia się dorobiła, stawiając na słuchanie ludzi, którzy odnieśli w życiu jakiś sukces i znają się na tym i owym. Zaangażowany politycznie bloger o tym nie pisze, bo to nudne jest. Albo ściślej - ani personalne, ani emocjonalne.

    Ustawę Gryglasa większość sejmowa odwali, tak jak wszystkie poprzednie. Ewentualnie (w najlepszym przypadku) przepisze i puści jako własną. (O ile pamiętam ktoś zresztą akurat takie rozwiązanie chciał przepchnąć już parę lat temu, ale się rozmyło). Taka to logika obecnych czasów. Zaraz potem jakiś bezczelny pisowski propagandzista ogłosi, że opozycja niczego nie robi, tylko szczuje na najlepszą zmianę.

   Refleksje mam dwie. Jedna to to, że fajnie byłoby mieć sejm złożony z pracowitych mrówek, które nieustannie optymalizują ustawodawstwo i w nieuniknionych - da bóg merytorycznych - sporach poszukują dobra wspólnego. Mrówek, którym do głowy nie wpadnie zajmować się objawieniami pastuszków i zwidami obłąkańców. Ale to tak jak ze snem pewnego pastora. Wszyscy ze wzruszeniem się powołują, ale praktyka skrzeczy.

   Drugą refleksję kieruję do posłów .N. Jak już tacy z was idealiści, że wierzycie, że cnota sama się wybroni, to przynajmniej tą swoją cnotę reklamujcie. No nie cnotę w sensie dosłownym, bo to już przepadło "na Maderze", ale w sensie politycznym. Jeżeli ja o projekcie Gryglasa do wczoraj nie miałem pojęcia, a jak już miałem to z trudem się dokopałem do samego tekstu, jeżeli na stronie posła wnioskodawcy są dwa akapity, cztery zdjęcia i wideo z konferencji praktycznie bez głosu, to jak na boga ojca chcecie dotrzeć ze swoim przekazem do kogokolwiek? Ludzie, których chcecie reprezentować, nawet o was nie wiedzą. A takiej reprezentacji naprawdę potrzebują.

    Nie ma to jak dołujący tekst na ponadnormatywnie smutny kwiecień.



14:14, starszy58
Link Komentarze (14) »
wtorek, 11 kwietnia 2017

     Ktokolwiek powie, że wie co się stanie w przyszłych wyborach jest... nierozsądny. No dobra, niech będzie - jest idiotą. 

   Gdzieś na czwartych stronach gazet i portali przeleciała notka o prezydenckich przedterminowych wyborach w Stargardzie Szczecińskim. Rzecz była losowa, bo poprzedniemu prezydentowi się zeszło, No i dostaliśmy wiarygodne badanie na dużej próbie. Wygrał dotychczasowy wice, popierany przez .N i SLD, przed kandydatem PiS i kandydatką PO.

   Stosunek głosów: 88%, 11%, 1%. Frekwencja - znakomite 50%

   Partie wcale sobie tych wyborów nie odpuściły. PiS wyłożyło kasę i zorganizowało wizyty topowych notabli z Szydło na czele. Platforma wystawiła posłankę Ławrynowicz, która w 2015r. wybory tutaj wygrała. Generalnie obie partie zebrały w parlamentarnych 60% głosów z lekką przewagą PO.

    Teraz obie partie zebrały baty.

    Rzekomo żelazny elektorat pisowski się nie pofatygował, albo zwyczajnie zdradził. A PiS wybory samorządowe pragnie wygrać do bólu, choćby dla uhonorowania swoich lokalsów stołkami i generalnie dla samorządowych konfitur. No i potrzebuje obecnie jakiegokolwiek sukcesu jak kania dżdżu. Przyłożyli się. I cała ta wielka mobilizacja zakończyła się żałośnie.

    Ale nie tak katastrofalnie jak akcja Platformy. Platforma wszelkie propozycje antypisowskiej koalicji odrzuciła. Mając w rozumie ostatni wynik Ławrynowicz, ostatni skok sondażowy i teren uważany za własny, postawiła na samodzielne zwycięstwo. Czterysta z czymś głosów. Nawet ich mamusie ich nie chciały.

    Teraz .N i SLD się puszą, bo postawiły na zwycięzcę Zająca. Oczywiście przedwcześnie i na wyrost. Ale coś w tym jest. Obie te partie miału bowiem tyle rozumu, że zawiązały (trochę przypadkiem i z przymusu) antypisowską koalicję. Egzotyczną i szczątkową, ale okazało się czego tak naprawdę ludzie chcą. 
    To że Stargard, to drugi po Legionowie kopniak w pisowską dupę to jasne. Ale to drugorzędne. Istotne jest coś innego. Oto tworzy się potężny potencjał społeczny, którego dotychczasowy układ polityczny nie ogarnia. Obłąkane wzmożenie pisowskie wyprodukowało na swoją zgubę wściekłego potwora, który niezbyt wie czego chce, ale doskonale wie kogo chce zagryźć. 

    Schetyna niewiele z tego rozumie. Brukselski przypadek zdiagnozował jako potwierdzenie słusznego kierunku i własnego geniuszu, ale właśnie się zdziwił. Z kolei Petru nie zorientował się, że czas "nietotalnej opozycji" się skończył tak gdzieś w okolicach grudnia. Polska się zmienia, a ci dwaj i setka innych nie nadążają.

    Wskazówka manometru wjeżdża na czerwone pole, a prezes dalej pracowicie dokłada do pieca. Albo zadziała jakiś demokratyczny zawór bezpieczeństwa, albo pierdolnie. "Strasznie głośno i niesamowicie blisko".


 

06:04, starszy58
Link Komentarze (19) »
sobota, 01 kwietnia 2017

   Musieli się jednak przejąć.

 Nagle na niepisowskich portalach zaroiło się od pisowskiego netwojska. W odpowiedzi na ruch w sondażach Szefernaker (czy jak mu tam) rzucił się do "pilnowania internetu". Ilość komencików wróciła prawie do kampanijnego poziomu. Zmodernizowane (niezbyt udanie) boty plusują i minusują na potęgę, usiłując pozycjonować prawomyślne wypowiedzi, a przekazy dnia powiela setka wyrobników pod dziesiątkami nicków. Ruszyli się i wolontariusze.

   Oczywiście to wszystko na nic. Raz, że rozumu i wyrafinowania w tym tyle co zawsze, dwa - opozycyjni sieciowcy są liczniejsi i bardziej zażarci niż kiedykolwiek. No i najważniejsze trzy - akcja wycelowana jest kulą w płot. Bo ci co zabrali pisowi swoje głosy (nie tak znów liczni, bez przesady) przerzucili je na Kukiza. To obecnie dla pisowców jedyna partia drugiego wyboru, po tym jak JKM prezesa haniebnie zdradził i jeszcze wielokrotnie zwyzywał od komuchów. 

   Jak by nie było, żeby trend odwrócić, musiałby Szefercośtam zacząć hejtować kukizowców i to na na ich portalikach i grupach w rodzaju "Pozytywna polityka" Taki ruch wymagałby akceptacji na szczycie, co zapewne nie nastąpi. Taki wariat jak Kukiz mógłby się obrazić i zerwać nieformalną koalicję sejmową. 

   Pozostaje piśniętym poprawiać sobie samopoczucie wyzywaniem Tuska od zdrajców i złodziei, oraz wspominaniem kolejnych moralnych zwycięstw. To dosyć zabawne. Znalazłem gostka na Salonie24, co ściśle wyliczył, że wiadomy wiceminister padł ofiarą drogowego zamachu, a taki kolega Spo-kojny przeszedł samego siebie oskarżając całe Legionowo o chodzenie na pasku władzy lokalnej, a to na skutek zwyczajów rodem z realnego socjalizmu, co dziwnym trafem akurat tam przetrwały te ćwierć wieku (poprzedni post).

    W każdym razie chłopaki walczą. I jeszcze bym ich nie grzebał. Prymitywy są lepsi od nas w przekonywaniu innych prymitywów, a to na skutek posiadania wspólnego języka. Mi osobiście wciskanie urągającego logice kitu nigdy nie wyszłoby tak dobrze, jak takiemu Błaszczakowi. Bałbym się, że nie znajdą się idioci, którzy to kupią. Błaszczak, czy Jaki się nie boją i mają rację. Akurat zbliża się wielki test. Dziesiątego Antoni będzie zmuszony ogłosić, że wybuchów nie było i tylko kontrolerzy winni. Ze sposobu reakcji smoleńskich dużo się dowiemy o tych ludziach. Ostatecznie w religiach dochodziło do schizm z dużo mniejszych powodów.

    PiS wszedł właśnie w okres między Moskwą, a Stalingradem. Niby nic nie jest przesądzone, a jest. Na horyzoncie majaczy Jałta. I nagle to na nas zaczyna spoczywać odpowiedzialność. Nagle nie wystarczy wytrząsać się nad kretynem Waszczykowskim, czy świrem Antkiem. Trzeba się dogadać i coś zaplanować na po-pisowski czas.  Nie spieprzmy tego Panie i Panowie.



15:46, starszy58
Link Komentarze (26) »
poniedziałek, 27 marca 2017

     Gdy znajoma koderka z Wawy przekonywała mnie o kluczowym znaczeniu referendum w Legionowie, przytakiwałem raczej przez grzeczność i raczej bez przekonania. Ostatecznie wszyscy wiemy, jak wyglądają lokalne referenda. Frekwencja dziesięcioprocentowa to już sukces. Nawet taka zdarza się jedynie, gdy trzeba odwołać szczególnie wrednego typa. Inaczej elektorat ani myśli ruszyć dupska. Woli ponarzekać przy gorzałce.

     Legionowo trochę znam. Może kiedyś miało swoją specyfikę,ale dawno zglajszachtowało do poziomu pozostałych warszawskich suburbiów. To dobrze. Jest reprezentatywne.

    Kluczowa jest frekwencja. Niebotyczne 47% w dosyć nieciekawą pogodę. Znakomity pomiar poziomu wkurwu. Pisowcy się pocieszali spadkiem liczebności kodowskich demonstracji. To zamaskowało im prawdziwą diagnozę świadomości społecznej. Owszem, działania nie przynoszące efektów się ludziom znudziły, ale gdy trafia się okazja pokazania prawdziwego faka prezesowi, wyłażą z ciepłego domu w deszcz i wiatr i robią swoje. Oczywiście drugą stroną medalu jest meritum. Nikomu nie spieszno do warszawskich stawek podatkowych. Ale uczciwie trzeba powiedzieć, że szczegóły rzeczywiście nie były przesądzone. Raczej by pis legionowskich obywateli mocno nie skaleczył, skoro celem była manipulacja wyborcza.

    Jest jeszcze jeden wniosek z tego referendum. Tamtejsi wyborcy PiS nie zniknęli nagle. Ale już im się nie chce. Stracili pałer i wewnętrzne przekonanie. Wygląda na to, że ta żałośnie nieliczna prorządowa manifestacja klubów GP to trend, a nie przypadek.

    W pisie wrze. W prorządowych portalach nagle zamrowiło się od komentarzy wściekłych pisowców jadących po Waszczykowskim, Macierewiczu, czy nawet Szydło. Nawet fanatycy smoleńscy nie bronią Misiewicza, a narzekania na "błędy i wypaczenia" jedynie słusznej władzy są powszechne. To zwykle u pisowców poprzedza rządową rekonstrukcję i odcięcie się od wewnętrznych zdrajców.

   Straszniem ciekaw, które swoje dzieci rewolucja pożre najsampierw. 



18:15, starszy58
Link Komentarze (17) »
wtorek, 14 marca 2017

   Kaczyński przysięgał "na wszystkie świętości", że o prokuratorskim wezwaniu dla Tuska dowiedział się z gazet.

   Kłamie.

   Oczywiście mógł nie znać dokładnej daty i w tym sensie krzywoprzysięstwa nie popełnił, ale bez wątpienia za całą, od dawna planowaną akcją, stał. Możemy mieć pewność, że za próbą dyskredytacji wroga stoi osobista nienawiść, bo sens polityczny takiego działania był umiarkowany. Ale sam przebieg akcji wynikał z przypadku. Fartem (albo i niefartem) znalazł się sfrustrowany matoł Saryusz, marzący o widowiskowym seppuku i przeszkoda w postaci oskarżeń o sekowanie rodaka została zniwelowana "polskim kandydatem". No i ruszyło.

   Uważnie słuchałem Waszczykowskiego w czwartek rano. Widać było, że ani na moment nie brał pod uwagę zwycięstwa Wolskiego, ale w możliwość przesunięcia wyboru wierzył naprawdę. Ostatecznie taka Unia jest. Ślamazarna, zaplątana we własne kompromisy i wiecznie potrzebująca czasu na ucieranie się decyzji. Prezes zaś akurat czasu potrzebował bardzo, aby prokuratura i propagandziści mieli kiedy akcję dyskredytacyjną przygotować. 

   Błyskawiczne 27:1 cały plan rozwaliło w drzazgi. Pierwszy raz od wyborów PiS znalazł się w głębokiej defensywie. Wielokrotnie testowane na debilnym pisowskim elektoracie odwracanie kota ogonem, czyli ogłaszanie moralnego zwycięstwa w obliczu porażającej klęski, tym razem nie do końca wypaliło. Było to tak idiotyczne, że jeden z pisowskich blogerów napisał "czuję się chory z zażenowania". A prounijny elektorat pisowski poczuł się zaniepokojony nie na żarty. To już przestawało być śmieszne. 

   Teraz prezes się wije i tłumaczy. On z Unii wychodzić ani myśli i chce europejskiego mocarstwa, najlepiej zresztą pod jego światłym kierownictwem. Już uznaje legalność tuskowego wyboru i odżegnuje się od wszelkiej zemsty. Trudno się dziwić. Pospiesznie robione badania fokusowe wskazują na co najmniej trzypunktowe tąpnięcie w sondażach preferencji partyjnych, a w badaniach poparcia dla rządu nastąpił prawdziwy zjazd. Zdaje się, że mamy przełom.

   Niewykluczone, że akurat to PiS zdoła odrobić. Ostatecznie chodzi tylko o odzyskanie ludzi dotąd podatnych na pisowskie manipulacje. Natomiast wykreowanie prawdziwego lidera opozycji do odrobienia nie jest. Oto ulica, zamiast nieskładnie powtarzać dziesięciosylabowe nudziarstwa o samorządach, niezależności sądów, czy Trybunale Konstytucyjnym, skanduje: DONALD TUSK! DONALD TUSK! DONALD TUSK! 

   Ludzie dostali symbol i nadzieję, nie do przecenienia w naszej do bólu personalnej i symbolicznej polityce. A cudownie prosty hasztag #27:1 jest nie do przecenienia w bojach na hasła.

    Spokojny, uśmiechnięty Tusk, z upodobaniem fotografowany jak niesie zakupy bez garnituru i obstawy, bije medialnie na głowę rozwścieczonego, bijącego łapką w pulpit i obrażającego ludzi prezesa. Nie musi nic mówić, a nawet nie powinien. 

   Idzie wiosna. Jak zwykle przychodzi wtedy, kiedy większość straciła nadzieję na doczekanie się końca zimna i szarug.



14:15, starszy58
Link Komentarze (14) »
sobota, 11 marca 2017

   Nie będzie łatwo.

   Byłem ostatnio na dosyć licznym spotkaniu aktywu .N i oczywiście zeszło na wybory samorządowe. Rzuciłem hasło wyborczej koalicji (nie tylko ja), bo już przyjąłem za pewnik, że to jedyne sensowne wyjście. Okazało się, że nie dość, że jestem w mniejszości, to jeszcze napotkałem głuchy opór. Ci z miasta jeszcze się wahali. Ci z mniejszych ośrodków stawiali sprawę na ostrzu noża. 

   Owszem, wszyscy nie znoszą pisu i chętnie by tym kryptonazistom zrobili kęsim. Ale .N powstała nie bez powodu. Zdemoralizowane władzą cyniczne gnoje z PO doprowadziły nas do desperacji swojego czasu. Te bezideowe łajzy tak kochają władzę i te wszystkie synekury i stanowiska, które obleźli jak robactwo, że stało się to głównym, jeśli nie jedynym, motorem ich działania. Co więcej, im dalej od dużych miejskich ośrodków, tym więcej pisowsko - platformerskich układów i układzików. Spotykają się u proboszcza i dzielą etaty i gminne zleconka. Pisowski wójt miewa platformianego zastępce i odwrotnie. Więc wstaje nasz lokalny lider i mówi - "jak chcesz nas w to bagno mieszać (to do mnie) to ja wysiadam. Bawcie się sami"

   No i ma rację. Niby dlaczego ma tracić twarz za bezdurno.

   Platformersi Nowoczesnej nienawidzą. Produkują więcej hejtu na nas, niż kukiz z pisem razem wzięci. Winą nas za utratę tej całej kasy, którą czesali i ani myślą spojrzeć w lustro. Ich propozycje wyborczej koalicji wyglądają tak - "No może i weźmiemy kogoś na NASZE listy, jak będziecie grzeczni". Kogoś z .N, kogoś z KOD-u, a może nawet jakiegoś krzykacza z ruchów miejskich. Tak pragną wrócić do spółek i rad nadzorczych, że nawet na TAKIE ustępstwa gotowi są iść. Cały platformerski aktyw, to etatowcy (lub byli etatowcy) z politycznego nadania. 

    Tłumaczę, że to sprzedajne łajzy, ale jednak łajzy jakoś tam racjonalne i przewidywalne w przeciwieństwie do smoleńskich świrów, ale już widzę, że niewiele z tego będzie. Po "Maderze" PO wróciła do poziomu sondażowego poparcia z wyborów i dosyć im odbiło. Nie są w stanie przedstawić innym uczciwej propozycji, bo liczą na powrót starych, dobrych czasów. I co najważniejsze, wcale nie myślą się zmieniać. Pasuje im traktowanie polityki, jako wiecznej cynicznej gry. Jednak Schetyna - "Frank Underwood po lobotomii" - jest w tym kiepski.

   Oczywiście ciśnienie wytwarzane przez prezesa jest olbrzymie. Z czasem być może i w platformie od tego ciśnienia powstaną diamenty. W czasie pamiętnej niewydarzonej okupacji szeregowi posłowie obu partii dobrze się dogadywali. Gdyby to od nich zależało, już mielibyśmy koalicję przynajmniej sejmową. Nic takiego jednak się nie stało.

   Badania opinii są jednoznaczne. PiS przegra, byle tylko  miał z kim. Oznacza to konieczność zawarcia układu w opozycji przynajmniej w sprawie prezydentów i list do sejmików. Odpowiedzialność za to spoczywa na PO. 

   Ergo - prawdopodobnie doczekamy się pomnika Lecha na każdym placu w tym kraju.



08:46, starszy58
Link Komentarze (37) »
wtorek, 07 marca 2017

   Wygląda na to, że to obecnie my.

   W cieniu wojny polsko-polskiej o Tuska stała się rzecz dziesięć razy ważniejsza. Oto twarde jądro UE ogłosiło, że dłużej na maruderów nie myśli czekać. Bo w tej całej Europie dwóch prędkości chodzi. Nie o to, że jedni do integracji zmierzają wolniej, a drudzy szybciej, tylko o to, że ci lepsi - pierwszy sort - zaczynają robić swoje, bez oglądania się na durniów i ślamazary. Ma być cywilizacyjne centrum i peryferia. Prowincje. Coś bez politycznego znaczenia i łatwe do przehandlowania. 

   Deklarację ogłosiły Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania. Jeszcze dwa lata temu nie do pomyślenia było, by w tym gronie zabrakło W. Brytanii. I Polski. Czterdziestomilionowego kraju, reprezentatywnego dla całego wschodniego pogranicza. Polski, która europejskich sojuszników potrzebuje jak powietrza. Polski, która dzięki UE miała swój gwiezdny czas.

   Po prostu mam ochotę dorwać jakiegoś pisowca i dotąd lać go po debilnej mordzie, aż pożałuje, że się urodził. Oto psychole i kretyni, fanatyczni nieudacznicy i cyniczne sprzedajne ścierwa wpychają mój kraj w kanał, z którego nie ma dobrego wyjścia. Normalny kraj z dobrymi perspektywami zmienił się w dom wariatów kierowany obsesjami Kaczyńskiego i fantasmagoriami Morawieckiego. W dom  wariatów, gdzie górę wzięli smoleńscy obłąkańcy, a ponury klecha z Torunia bierze miliony za odprawianie pogańskich guseł i szerzenie nienawiści. 

   To się dobrze nie skończy. Nie da się bezkarnie odebrać milionom nadziei na normalne życie. Nie da się w nieskończoność okłamywać prostaczków i przekupywać oportunistów pożyczonymi pieniędzmi. W końcu targowiccy biskupi zawisną. Co z tego. Stracone szanse są nie do odrobienia.

   Redaktorzy czekali na paryski szczyt w nadziei, że coś się w sprawie Tuska wyjaśni. Zamiast personalnych deklaracji pojawiły się pytania. Czy to właśnie zlecona przez prezesa akcja Waszczykowskiego z Wolskim nie skatalizowała procesu dezintegracji? Czy Tusk - zwornik między wschodem i zachodem - będzie jeszcze zachodowi do czegoś potrzebny? Co te dwie prędkości znaczą w przełożeniu na diabelskie szczegóły?. Dowiemy się, a wiedza ta nie będzie miła.

   Poseł Pięta, idiota wyjątkowy nawet jak na pisowca, jest zachwycony. Oto unia upadnie, państwa narodowe porzucą lewackie miazmaty, a on - Pięta - będzie mógł wreszcie w gronie podobnych sobie czubków swobodnie głosić swoją zboczoną wersję chrześcijaństwa. Zniknie zapora na drodze do narodowego socjalizmu i wreszcie będzie można zadekretować przymus słuchania radia Maryja. Poseł Macierewicz melduje wykonanie zadania. Szeregowemu Posłowi wszystko zwisa, bo zbliża się dziesiąty i musi dograć szczegóły comiesięcznego wystąpienia na drabince. 

   A ja puszczam "Odę do radości" i staję na baczność z ręką na sercu. Taka demonstracja. Kto wie, może znów nam tylko Ogiński pozostanie.



13:55, starszy58
Link Komentarze (18) »
czwartek, 16 lutego 2017

    Kiedy powiedziałem ostatnio znajomemu, że nie znam żadnego głosującego na PiS frankowicza, on zaoponował. "A Iksińscy? Przecież oni przez te franki nawet za Dudą agitowali."

    Nie wiedziałem. Ale historię ich długu znam. Byłem przy tym.

    Założenia były spoko. Funkcjonalne 140m2 w miłej typówce z dwuspadowym, blaszanym dachem, budowane na dziedziczonej działce. Rozsądna alternatywa dla własnościowego mieszkania, czy wynajmu. Coś szyte na iksińskich finansową miarę i tanie w adaptacji. Jakieś sto dwadzieścia, sto czterdzieści tysiów, jak się ściskać. No to poszli po kredyt. I teraz i wtedy banki takich jak oni kochają. Para korpoludków średniego szczebla z jednym dzieckiem i spłacających regularnie karty. No i gdy Iksińska zobaczyła wycenę ich zdolności kredytowej, oczko temu misiu się błysło. Obłożyła się katalogami, odwiedziła wszystkie pobudowane koleżanki, wysłuchała starannie opinii wszystkich niepobudowanych. I starannie zignorowała zdanie rodzonej matki. W efekcie zamówiła projekt nowoczesnej, przypominającej barak dwustupiędziesięciometrowej hanchary, przeszklonej i wykończonej wielką szarą płytą elewacyjną. Oczywiście cudo do posiadanej działki nie pasowało. Po pierwsze była za mała, po drugie za płotem był kurnik, a po trzecie trzy domy dalej sąsiad trzymał krowę. Na szczęście parę kilometrów dalej znalazło się świeżo odrolnione 1000m2 w okazyjnej cenie, do tego pod lasem. Obiekcje Iksińskiego Iksińska spacyfikowała mieszaniną focha oraz seksualnego przekupstwa i inwestycja ruszyła.

   Iksiński, człowiek spokojny, pozbierany i rozsądny (przynajmniej dopóki Iksińska nie ściągnęła majtek), fazę stanu surowego przeprowadził sprawnie. Poniosło go tylko w sprawie pompy ciepła, bo naganiacz był naprawdę przekonujący. Trochę się Iksiński zmartwił, gdy mu wyliczyłem, że te pięćdziesiąt kawałków i za trzydzieści lat mu się nie zwróci, ale było po fakcie i pocieszał się ekologicznością wydatku. No bo przecież buduje się na całe życie. Wykończenie wzięła w swoje ręce inwestorka. Robiła piekło kolejnym fachowcom i szalała. Zamiast parapetów z konglomeratu poszedł bajerancki marmur, a sam blat z indyjskiego granitu (prawda, że pięknego) na kuchennej wyspie kosztował piątkę. Nudny gres został zastąpiony hiszpańskim wynalazkiem metr na metr, koszmarnym w układaniu i pewnie koszmarnym w utrzymaniu, bo porowatym. Oczywiście deska barlinecka zamiast paneli, komplet dizajnerskich lamp i kolorystyka wg drogiego projektu modnej wnętrzarki. Kominek z płaszczem wodnym wyniósł umiarkowane dwadzieścia parę, ale praktycznie nie był używany nigdy, bo iksińską irytuje popiół w salonie i brudząca się szyba. No ale buduje się na całe życie.

   W każdym razie nie wymiękli i doprowadzili rzecz do końca. No i oprzytomnieli. Negocjacje z firmą ogrodniczą zerwali, zadowalając się trawnikiem na całości i własnoręcznie sadzonymi iglakami z OBI.

   Teraz sprawy mają się tak. W podwójnym garażu stoi stara Fabia i psująca się wiecznie kosiarka. Razem z Iksińskimi mieszka matka Iksińskiej. Zajmuje się dzieckiem, gotowaniem obiadów i doprowadzaniem do nerwicy Iksińskiego. Ale ta dobra kobieta płaci też od czasu do czasu ze swojej emerytury rachunki za prąd, więc Iksiński nie śmie bałaknąć. Ponoć Iksiński dostał znakomitą ofertę pracy we Wrocławiu. Musiał ją odrzucić, bo "budowanego na całe życie" domu nie sposób na dołku sprzedać przynajmniej tak, by wyjść na zero. 

   Temu wszystkiemu nie franki są winne przecież. Franki tylko pozwoliły fałszywie ocenić długofalową zdolność kredytową. Resztę zdziałała nieśmiertelna babska głupota i luki w męskiej inteligencji spowodowane odpływem krwi z mózgu w inne części ciała. Winny jest też głupi optymizm, napędzany wzrostem na kredyt. No i jakośtobędzizm. Jednostka chorobowa typowa dla pokolenia kart kredytowych.

   Teraz Iksińscy czują się lepiej, bo mają na kogo zwalić. Banki ich oszukały, a na dobitkę PiS ich wychędożył. Może nawet pojadą protestować do Warszawy przed pałac. Pewnie kręcą się też przy pozwach zbiorowych i użalają w towarzystwie podobnych im głupków. Jednego nie robią na pewno. Nie patrzą w lustro.


   Tekst ten dedykuje wszystkim, którym operacja kredytowo - mieszkaniowa się udała, bo dobrze liczyli i zachowali rozsądek. Tak to się robi. 

   No i oczywiście Marzateli, która robi remont. Powiodzenia Marzenko:)



wtorek, 14 lutego 2017

   Forum pod artykułem o modernizacji armii.

Ja: "Albo 500+, albo modernizacja."

"Prawdziwy patriota" do mnie: "Lewactwo nie może przeżyć, że pis pomaga zwykłym ludziom, a nie banksterom," 

   Zsumujmy. Lewak wg pisowca to militarysta, przeciwnik socjalu i zwolennik stabilizowania systemu bankowego przez państwo. Jak tak to ująć, to rzeczywiście. Lewak ze mnie jak cholera.

   Robi się naprawdę śmiesznie.



09:53, starszy58
Link Komentarze (8) »
wtorek, 07 lutego 2017

    Trochę historii (za Sołoninem). W czerwcu 1941 r., w przeddzień niemieckiego ataku, sowieci mieli wszystkiego więcej. Więcej ludzi, więcej czołgów i więcej samolotów. I był to sprzęt lepszy od niemieckiego. Czołgi i samoloty miały lepsze parametry w zasadzie wszystkich kategoriach, a odpowiednika niebywałego czołgu ciężkiego KW Niemcy zwyczajnie nie mieli. Nie jest też prawdą lansowana przez sowiecką, a później rosyjską propagandę teza o totalnym zaskoczeniu. Jednostki były w stanie podwyższonej gotowości od całych tygodni. A nie mówimy tu o oddziałach syberyjskich, czy dalekowschodnich. Potężna sowiecka Armia Zachodnia była skoncentrowana na granicy, a magazyny miała pełne zapasów i amunicji.

   W bitwie granicznej Wermacht Armię Czerwoną rozdeptał. Później gonił ją do samej Moskwy, gdzie powstrzymały go syberyjskie dywizje, mróz, przestrzeń i głupota Hitlera.

   Bo jednego Niemcy mieli więcej. Doświadczonych oficerów wszelkich szczebli. Sowieccy doświadczeni oficerowie siedzieli w gułagach, albo leżeli zakopani pod płotem. Zastąpiły ich gołowąsy, lub partyjni działacze.

   Czy czegoś to nie przypomina? Wojsko Polskie właśnie straciło ponad dwudziestu generałów i ponad dwustu pułkowników. I to nie jakiś emerytów z czasów Układu Warszawskiego. Odeszli oficerowie po natowskich szkołach i po misjach. Weterani z Iraku i Afganistanu. Armią rządzi młody, tłustawy obleś, zasłużony w krzewieniu religii smoleńskiej, a Wodzem Naczelnym jest regularny świr. Programy modernizacyjne stanęły, a błazeńska Obrona Terytorialna pali głupa po lasach i polach. Armia planuje reaktywację Stoczni Szczecińskiej z siedzibą w Radomiu, prawdopodobnie w celu wybudowania lotniskowca.

    Nasza militarna rzeczywistość jest taka, że gdyby nie Ukraińcy po drodze, doniecka zbieranina spokojnie mogłaby zająć Warszawę. Jankesi pewnie utrzymaliby Żagań.

   Zaprawdę powiadam wam - módlmy się o pokój. Nawet ateiści niech się przyłączą na wszelki wypadek. Bo innej ochrony przed wrogiem Polska nie ma. Tylko Najświętsza Panienka. Niestety ma kobiecina sporo roboty z Polakami. Wicepremier Morawiecki właśnie powierzył jej uratowanie gospodarki.

   Może jednak Bukareszt? Zanim Opatrzności się cierpliwość wyczerpie.



10:42, starszy58
Link Komentarze (20) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 54
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
NAPISZ DO MNIE
Email me