poniedziałek, 15 sierpnia 2016

   Wiecie, to tacy ludkowie urodzeni między 1980 r. a 1994 r.  Nie kumam, dlaczego tak, ale niech będzie. Luzacy podpięci do kompa, co to się nasłuchali, jacy to są wyjątkowi i że najważniejsza w życiu jest samorealizacja. Generalnie irytujący i niekompetentni goście. 

  To oczywiście stereotyp. Wpisuje się w przedwieczne narzekania na "dzisiejszą młodzież", a tylko skleroza i pamięć wybiórcza pozwala obecnym dziadkom zapomnieć, jakimi butnymi i głupimi gnojkami byli w wieku lat dwudziestu.  Życie jest złożone i skomplikowane jednak.

   Coś jednak na rzeczy jest. Ze dwieście tysięcy obywateli polskich w tym przedziale wiekowym ani się nie uczy, ani nie pracuje, oraz nie myśli o wyjeździe. Pasożytuje na mamusiach, piratując kolejne gierki i znakomicie się bawiąc. Mniejsza o dziewczyny. Owszem, są leniwe, rozwydrzone i puste jak pustak, ale to zmartwienie tych frajerów, co się z nimi ożenią. Ożenią, bo panny choć nie są miłośnikami rodziny, to za to są wielkimi fankami własnych ślubów i wesel, a myśl o kopertach doprowadza je na skraj orgazmu. Mniejsza, powiadam. Liczą się mężczyźni.

   No to możemy przejść do życiowej historyjki. 

   Onegdaj zadzwoniła do mnie dawna przyjaciółka z pytaniem, czy bym jej potomka nie wziął do roboty. Akurat wtedy niczego nie było, ale ostatnio pojawiło się zapotrzebowanie na silnych i zielonych, więc oddzwoniłem z ofertą. Nawet z pewną taką ciekawością, bo uświadomiłem sobie, że miastowego chłopaka nie miałem na budowie od lat. 

  Koleś pojawił się półtorej godziny po czasie. Zrobiony na Taliba, czyli łysy z bujną czarną brodą (choć nie jestem pewien, czy Talibowie tatuują sobie japońskie piktogramy na karkach), wysoki, ale dosyć chudy. Był w szortach, klapkach i dziwnej, niby hawajskiej, koszuli. Gdy się do niego mówiło, wyciągał grzecznie z ucha jedną słuchawkę. Słychać było wtedy jakiś undergrandowy łomot. Pokazałem na migi, że ma dołączyć do chłopaków noszących klej na czwarte piętro i wróciłem do swoich zajęć, czyli do wydzierania się na dostawcę. Kątem oka zobaczyłem jeszcze, jak łapie dwa worki na raz, przechodzi dziesięć kroków, kładzie ostrożnie ładunek na chodniku i dalej idzie z jednym.

  Pierwszy worek położył płytkarzowi na świeże płytki. Zaliczył zjebkę, więc następny położył w kałuży. Kałużę  wyprodukował kopiąc przypadkiem wiadro z wodą. Straty zaczęły się robić konkretne, ale uwierzcie mi - nie takie rzeczy w wykonaniu młodych widziałem. Start zawsze jest trudny. Stres, imperatyw pokazania się z najlepszej strony i takie tam. Nawet zacząłem kombinować, jak by tu przeprowadzić tą przepisową pozytywną motywację (ponoć niezbędną dla tego pokolenia), gdy koleś rozsiadł się, wyciągnął termos i kanapkę, bo wykombinował sobie, że czas na przerwę. Po pół godzinie i dwóch workach.To było tak zdumiewające i psychologicznie nieprawdopodobne, że naprawdę nie wiedziałem co robić. Mniejsza, że na mojej budowie to ja ogłaszam przerwy. Przecież widział, że inni pracują, że jest pilna robota, a w normalnym człowieku jest tendencja do dostosowania się do zastanego środowiska. Ale nie - gostek posłuchał siebie, bo to jego życie. Tyle tylko, że moje pieniądze.

  Do dwunastej wtargał jeszcze trzy worki. W czasie regularnej już przerwy podsłuchał, jak dzwonię po kogoś sensownego do pomocy i przyszedł z propozycją. On - powiada - miał zrezygnować, ale skoro ja tak bardzo potrzebuję pracowników, to może dzień, lub dwa zostać, tylko stawkę muszę podnieść, bo ta co ma jest za niska.

   Komizm tej gadki dociera do mnie dopiero teraz, ale wtedy zachowałem się głośno, brutalnie i  (co tu dużo ukrywać) po chamsku. No to sobie poszedł. Ja dostałem brawa od załogi.

  Mamusia zadzwoniła wieczorem. Byłem pełen złych przeczuć, ale nie. Poprosiła, żebym sobie nie myślał, że jest aż taką idiotką. Może idiotką - jak to matka - ale aż taką to nie. Młody opowiedział jej straszną historię swojej pierwszej w życiu pracy i dopiero wtedy zrozumiała jakim niefunkcjonalnym durniem jej potomek jest. Został skaleczony przez nią - skutkiem zaniechania - ale też przez jej byłego, co zaszczepił w synu wiarę w spiski i powszechny wyzysk. A ona nawet się cieszyła, że gra sobie w te gierki, a nie szlaja się, pije i ćpa. 

   Może tej twardej rozsądnej i pracowitej kobiecie uda się gnoja naprostować, a może nie. Po dwudziestce pewne rzeczy stają się trudnoodwracalne. W takich wypadkach potrzebna jest radykalna i niebezpieczna terapia, czyli pełne odstawienie od cycka i postawienie przed wyborem - "radź sobie, albo zdychaj". Matki tego nie potrafią. Szczególnie w stosunku do synów. W Chinach nazywa się to "syndrom cesarza"

  Zdziwicie się, ale ja jakiejś tragedii w milenialsach nie widzę. Za komuny było dużo gorzej. Powszechna pogarda dla wszelkiej pracy i przekonanie o konieczności (dosyć taniego) kombinowania podminowało socjalizm bardziej, niż cała opozycja razem wzięta. Ale jakoś to działało, bo natura ludzka taka jest. Generalnie racjonalna. Teraz, dzięki jasnym zasadom (tak, tak) działa dużo lepiej. A przymus ekonomiczny potrafi zdziałać cuda, więc większość tych dużych dzieciaków dojrzeje. Nie minie ćwierć wieku, jak zaczną narzekać na następnych młodych. Można powiedzieć, zamknięte koło życia.

   Pracownik miesiąca pojawił się na budowie jeszcze raz. Upomniał się o dniówkę. Zapłaciłem. Ostatecznie, skoro nie jestem w stanie pisać o parszywej polityce, dobry temat wart jest stówki.

   

08:04, starszy58
Link Komentarze (42) »
sobota, 06 sierpnia 2016

   Naprawdę próbowałem. Notka, jak ma być poprawnościowa i "obiektywna" powinna zawierać jakiś pozytyw w ocenie. Choćby szlachetny kształt uszu. No niestety. Myślę o człowieku i mam napad lekkiego obrzydzenia. A to nie są warunki do poważnych analiz.

   Rzecz jednak nie w Dudzie. Podobnych zakłamanych karierowiczów, co to mają gadane, jest legion. Rzecz w upadku Rzeczypospolitej. Oto obywatele tego pięknego kraju dobrowolnie oddali władzę zdegenerowanej formacji politycznej niepodzielnie rządzonej przez obłąkańca. Nie żebym miał złudzenia. Jam fizyczny, co żyje wśród ludu. A większość tego ludu, to były, są i będą prostackie matołki. Łatwo ich nabrać, bo nie czytają nawet etykiet na mielonce. Nie ich wina. Wina przypadku, wina lenistwa i zniechęcenia tych bardziej kumatych, wina miałkości politycznych elit. Wina Tuska.

   Symbolem roku Dudy jest genialne w swojej prostocie PIŃCET. Lud to lud. Jak dają to bierze i jeszcze narzeka że mało. Ale wykształciuchy czują, że to nie halo przejadać pieniądze pożyczane w niemieckich bankach. Więc by nie wyjść na sprzedajne ścierki - racjonalizują. Owszem, wzięliśmy. Ale może ten pis nie taki zły. Może mają rację. Tak po cichu to my prezesa popieraliśmy. A z zamachem to przecież nie wszystko do końca wiadomo. Kurwią się, ale nie oni pierwsi. To samo robiły miliony socjalistycznych inteligentów. Za talon, albo i za worek cebuli. Bo przecież nie myślicie moiściewy, że komuna funkcjonowała pół wieku dzięki garstce aparatczyków i służbom.

   Tak więc drugim symbolem roku Dudy jest ten groteskowy powrót realnego socjalizmu. Monopartia, jedynie słuszna ideologia, wyrzygliwa propaganda, zetemesowskie bojówki młodych idiotów, prymat przemysłu ciężkiego i szczerbata reinkarnacja Gomułki na czele tego wszystkiego. I ta ulga ludu, że nareszcie będzie porządek.

  Trzeci symbol ma barwę czarno-czerwoną. Wlewa się kleistą mazią w mózgi wszystkich bez wyjątku. Nawet klawiatura mojego lapka zaczyna się kleić. Pisowskie szambo przelało i zalewa nienawiścią mój kraj.

   Duda zaliczył rok prezydentury z sukcesem.

sobota, 23 lipca 2016

    8 lipca, w czwartek, Micah Xavier Johnson - czarny weteran z Afganistanu - barykaduje się na dachu budynku w Dallas ze swoim karabinem snajperskim i zabija pięciu, a rani trzynastu białych policjantów. Odmawia poddania się w beznadziejnej sytuacji i ginie w szturmie specjalsów. Możemy jedynie przypuszczać, że wcześniej oglądał na YT nagrania zabójstw dokonanych przez policję na czarnych obywatelach i dowiedział się, że sprawcy pozostaną w zasadzie bezkarni. 

   Jeden z wielu. Samotny Wilk.

Zakładają własną śmierć. Czynią na zimno przygotowania. Zabijają przypadkowych ludzi w poczuciu misji i słuszności. Nie ma przed nimi skutecznego sposobu obrony. Trocker z Nicei to samotny frustrat i drobny kryminalista, który nagle doznał objawienia. Z trudem pasuje do profilu, bo jego religijność jest wątpliwa. Nie ma nawet pewności, czy rozjeżdżał ludzi w imię Proroka. Topornik z pociągu - gwiazdka z nieba dla zwolenników teorii o krwawych emigrantach, przyjeżdżających zabijać. W jego wypadku by się zgadzało. Wreszcie strzelec z wczoraj. Urodzony w Niemczech Pers, raczej szyita. Krzyczał - Jestem Niemcem! To najbardziej ponury przypadek. Wygląda na to, że naziści i głupcy w rodzaju Kukiza wyprodukowali śniadą międzynarodówkę terrorystyczną. Ludzi, którzy zabijają nie z powodu islamskiej doktryny i fanatyzmu religijnego, tylko w odwecie za prześladowania niewinnych, jeżeli różnią się odcieniem skóry. Grupy ryzyka - i tak praktycznie nie do ogarnięcia - podwoiły swoją liczebność. Można zapomnieć o rozbiciu etnicznej solidarności i masowej rekrutacji muzułmańskich współpracowników policji. Ofiary z Monachium idą na konto debili pokroju Mariana Kowalskiego.

   Stratedzy ISIS zmienili taktykę. Zamiast tworzyć kosztowne i nieskuteczne konspiracje, działają probabilistycznie. Indoktrynują w ciemno, licząc że jeśli zwerbują nawet tylko jednego na sto tysięcy, to Europa zaleje się krwią. To dobra kalkulacja. Wariatów w każdej grupie społecznej jest dostatek. Wariatów i naśladowców. Wystarczy tylko pokazać kierunek i sposób zdobycia wątpliwej sławy. Nawet najbardziej rozbudowane służby i policje, oparte o restrykcyjne prawo i zamordystyczne uprawnienia na to nie poradzą. Niektóre przypadki można by wyłapać w oparciu o tysiące dobrowolnych informatorów, funkcjonujących w grupach ryzyka. Ale takich nie ma. 

   Gotowość na śmierć daje Samotnym Wilkom immunitet. Taka powiedzmy grzywna za użycie drona w zakazanej strefie zrobi raczej niewielkie wrażenie na posiadaczu pasa szahida. Obostrzenia kodeksowe mogą jedynie spowodować kolkę ze śmiechu. Tak samo, jak konieczność rejestracji kart telefonicznych. Budowa państwa policyjnego nie zmniejsza zagrożenia terrorystycznego ani o włos. Celów jest zawsze wielokrotnie więcej, niż możliwości ich ochrony. A medialne pudło rezonansowe nagłośni każdy wyczyn i zachęci następnych świrów. Jest tylko jedna szansa i jeden słaby punkt. Samotny Wilk może i jest samotny, ale poszedł tą drogą tylko dlatego, że żył w sprzyjającym środowisku. Słuchał o dżihadzie, słuchał o nazistach upokarzających "bambusów i ciapatych", czy toczył dyskusję o białej policji zabijającej czarnych braci. Miał kiedy dojrzeć i podjąć ostateczne postanowienia. 

   Powtarzam się, ale takie rzeczy powtarzać trzeba. To wojna ideologiczna. Tylko na tym polu można stoczyć skuteczną bitwę i wygrać. Nie jesteśmy w stanie pozbawić desperata środków i okazji. Jedyne, co możemy zrobić, to pozbawić go wewnętrznej pewności. Policjantów jest dość. Czas zmobilizować profesorów.

   

12:50, starszy58
Link Komentarze (23) »
czwartek, 21 lipca 2016

    Poczciwa jedna kobiecina, z zawodu i wykształcenia polonistka, uznała za wskazane dydaktycznie naprostować Starszego w duchu człowieczeństwa i humanizmu (co znaczy to samo, ale jako zbitka występuje nagminnie u różnych nadętych nudziarzy).

   - Przemoc niczego nie rozwiązuje! - prawie wykrzyczała.

Poszło o lądową inwazję na Daesh, co Starszy ma za konieczność. Został obiekt dydaktycznego wysiłku poinformowany o nieuniknionych niewinnych ofiarach (bez wątpienia będą) o legionie nowych mścicieli tych niewinnych ofiar (nie ma sporu) i stratach wśród "naszych chłopców". Mniejsza zresztą o straty. Najgorzej, że "nasi chłopcy" od tego całego zabijania zwariują i zmienią się w bestie. Mocne argumenty.

   Tylko tyle, że niezbyt istotne. Bo odstrzelenie furiata z siekierą jak najbardziej rozwiązuje problem furiata z siekierą. A tłumaczenia i negocjacje w tym wypadku mogą stworzyć problem pochówku negocjatora. Good guys  czasami muszą przełamać swoją mułowatą, pokojową naturę i zrobić co trzeba. Tak powstała cywilizacja. Rolnicy zjednoczyli się i pogonili rabusiów.

   Zostawmy oczywistości. Znacznie ciekawsze jest szukanie odpowiedzi na pytanie o granice. Od kiedy temperowany przez cywilizację, kulturę i polonistki normals traci zdolność do działania w samoobronie? Czego trzeba żeby strach przed bólem i śmiercią skasował mężczyźnie testosteron i wydał jego kobiety i dzieci na pastwę mięśniaków bez mózgu i zahamowań? A jest przecież druga strona. Ile trzeba, żeby ciapowaty księgowy podniecił się wojennymi bębnami, namalował badziewne kreski pod oczami i poszedł zabijać cudze kobiety i dzieci? To nie są pytania błahe i teoretyczne. Historia pełna jest takich sytuacji, że szaleńcy i wariaci przyznają sobie władze nad normalnymi tylko z racji swojej bezwzględności i szaleństwa, a ci normalnie godzą się na to, bo stracili odwagę.

  I oto pojawia się kwestia balansu. Póki idziesz zabijać przełamując strach i kierując się rozumem i koniecznością (bo po prostu tak trzeba), to pozostajesz w kręgu nowożytnej cywilizacji. Ale sto razy łatwiej jest kierować się wściekłością nienawiścią i testosteronem. Tylko co wtedy zobaczysz w lustrze?

   Faktem jest, że Europa straciła jaja. Jako zbiorowość niezdolna jest do samoobrony. Wynajduje powody do bierności, przytakuje polonistkom, choć wygadują bzdury, i szczyci się swoim pacyfizmem. Uspokaja sumienie pieniędzmi, wydawanymi na armię. Ale czołgi i samoloty nie walczą. Walczą ludzie. 

  Tu historyczna dygresja. Latami wmawiano nam, że Rosja sowiecka poniosła klęskę w bitwie granicznej 1941 r. bo Niemcy napadły na niczego się niespodziewającego, miłującego pokój Stalina, Tysiące niemieckich samolotów zniszczyło w bazach i na lotniskach kiepskie sowieckie czołgi i samoloty, a najnowocześniejsze zagony pancerne rozbiły bohaterską piechotę. Wszystko nieprawda. Historyk Mark Sołonin udowodnił, że a) trwała mobilizacja b) na ziemi Niemcy nie zniszczyli praktycznie niczego c) Sowieci mieli trzy razy więcej samolotów i pięć razy więcej czołgów, a były to maszyny w każdej kategorii lepsze od niemieckich. W istocie inwazja niemiecka była rozpaczliwą próbą uderzenia wyprzedzającego wobec nieuniknionej inwazji sowieckiej. Ze stosunku sił wynikała pewna niemiecka klęska. Ale to Armia Czerwona uległa bezprzykładnej katastrofie. Świetne sowieckie czołgi KW i T34 były masowo porzucane przez załogi, lotnicy zwiali na wschód, poza nielicznymi, porzucając na lotniskach większość maszyn. Zdezerterowała większość armii, a pozostali panicznie uciekali, albo wprost przeszli na stronę wroga. A dowodzący byli idiotami. Mużyki pokazały co sądzą o radzieckiej władzy. Ci sami ludzie zaczęli walczyć, gdy okazało się, że psychopata z wąsikiem chce ich wszystkich pozabijać, zamiast utworzyć na wschodzie jakieś wasalne państwo.

   Maszyny nie walczą. Walczą ludzie. Pytanie, jacy ludzie siedzą w kabinach europejskich maszyn. Czy to mężczyźni gotowi przełamać strach przed śmiercią i zrobić rzeczy konieczne, czy napaleni testosteronowcy przemieszani z etatowcami, co to "na żadną wojnę się nie umawiali". Jeśli to drugie, to mamy przesrane.

   Mężczyźni robią rzeczy konieczne. Nie biadolą i nie rozpatrują krzywd przez dziesięciolecia. Pamiętam jak wściekał się na rzeź wołyńską jeden z grodzieńskich kuzynów mojego ojca, akowiec i oficer. Czy złorzeczył banderowcom? Nie. To były wściekłe psy, które należało pozabijać i tyle. Wyklinał głupotę dowództwa polskiego, które nie przewidziało, nie przesunęło sił a na koniec nie odpowiedziało huraganem odwetowych masakr. Już nie żyje, ale te płaczliwe wypominki, to napawanie się klęską, które fundują nam pisowscy nadęci durnie miałby za żenujące i niehonorowe. Bo tak myślą mężczyźni - "w milczeniu się zbroją".

   Zanosi się na dziejowy paroksyzm. Nuda i frustracja milionów zmienia się w podziemne ciśnienie. Jak ten potencjał nie rozładuje się w mikroerupcjach i pierdnięciach, to rozerwie skorupę zastanych dobrych czasów i znowu, jak co sto lat, pogrąży w chaosie starą dobrą Europę. Liczę na szczęśliwe zakończenie, ale przy tym stężeniu wariatów i pojebów na kilometr kwadratowy łatwo nie będzie. Czyż jednak możemy oddać świrom nasz kontynent i nasz kraj bez walki? Ja osobiście nie zamierzam. Pierdolić non violence.

15:24, starszy58
Link Komentarze (8) »
piątek, 15 lipca 2016

   Oto czytam i słyszę, jaką to groźną broń wynaleźli islamscy psychole (niby tą ciężarówkę) i co to teraz będzie. Gadające głowy analizują z przejęciem nowe taktyki tajnych i widnych służb (i dwupłciowych) a egzaltowane głupki wydziwiają, że policaje nie przewidzieli, nie wykryli, nie złapali i w ogóle nie zabezpieczyli przed czasem. Dyżurny obergłupek tego rządu, niejaki Płaszczak wygaduje prawdziwe brednie, a pani z Brzeszcz (nowa stolica obciachu) jęczy żałośnie i monotonnie. Niby normalka.

   To teraz ja dla odmiany napiszę parę słów prawdy. 

   Pojeb mahometański od trocka nie jest żadnym geniuszem, tylko skorzystał ze ściągawki. Był skuteczny, bo był Samotnym Wilkiem. Na takich nie ma lekarstwa i nie ma dobrych zabezpieczeń. Tak naprawdę to za masowe zabijanie nie wziął się jeszcze nikt naprawdę bystry. Dotąd to byli religijni fanatycy bardziej myślący o bzykaniu hurys, niż o efektach. Tak naprawdę dotąd w morderczy, kontrolowany szał nie wpadł żaden inżynier.

   Ciężarówka. Też mi coś. Ogarnięty, zorganizowany gość z odpowiednią wiedzą, zimny psychopata, może spokojnie zabijać ludzi tysiącami i nawet wyjść z tego cało, jeśli nie przesadzi. To cywilizacja przemysłowa. Tysiące ton przydatnych substancji do nabycia bez problemu, dziesiątki tysięcy niepilnowanych zbiorników z węglowodorami, dziesiątki tysięcy kilometrów niepilnowanych torowisk i tysiące innych możliwości. Do tego Sieć z odpowiedziami na wszelkie pytania, byle tylko wystrzegać się haseł typu "jak zbudować bombę". Za chwilę zresztą na terrorystycznych forach i w terrorystycznych fanzinach te nieprzeliczone pomysły się pojawią, bo czuję że synowie Proroka są zachwyceni "nowym nieszablonowym podejściem".

  Na to nasi pożal się boże stratedzy maja tylko jedna receptę. Wziąć większy młotek. Zmobilizować więcej mundurowych i szpiegów, zainstalować więcej kamer, zabrać więcej obywatelskich praw. Postawić wyższe płoty. To wszystko na nic, bo Samotne Wilki są dla systemu niewidzialne. Dowiadujemy się o nich dopiero, gdy barykadują się na ostatnim piętrze biurowca ze snajperskim karabinem i dużym zapasem amunicji. Albo gdy wbijają się tirem w tłum.

    To wojna ideologiczna i można ją wygrać tylko na ideologicznej płaszczyźnie. Wyłożyć kasę na nową Rozgłośnie Radia Wolna Europa i na indoktrynację Daesh odpowiedzieć indoktrynacją serwowaną przez muzułmańskich wolnomyślicieli. Tacy istnieją, tylko zostali zdradzeni i wrzuceni do jednego wora ze swoimi oszalałymi braćmi w wierze. Trzeba zakładać i propagować portale, fora i telewizje docierające do islamskiego ludu. Trzeba rekrutować islamskie służby działające po naszej stronie. Trzeba korzystać z inteligencji. W podwójnym rozumieniu tego słowa.

   To jeśli chcemy wygrać. Jeżeli chcemy mieć wygodny pretekst do likwidacji wolności i demokracji to trzeba głupio gadać i bezmyślnie strzelać. A potem pryncypialnie potępiać wkurwionych psycholi, co zabijają wrogów podsuniętych im na tacy. Kłaniam się panie Kukiz.

   Oczywiście trzeba wysłać piechotę (najlepiej islamską) i zrównać Daesh z ziemią. Ale to działanie bez sensu, jeśli nie przekonamy arabskich mas, że bombardujemy ich dla ich dobra. 

   Po epoce totalitaryzmów zamykanie oczu na fakt, że to Słowo ma moc, że Słowo zabija a nie bomby i ciężarówki jest amnezją i ślepotą.

19:50, starszy58
Link Komentarze (16) »
piątek, 24 czerwca 2016

   Bilans Brexitu będzie dramatycznie negatywny dla Angoli i to nie była żadna tajemnica od miesięcy. Było to tak jasne, że rozsądni ludzie uważali, iż nie ma co się wysilać argumentując w sprawach oczywistych. Niemrawo sypali więc ogólnikami o powszechnym rozwoju, pokoju, spokoju i o innych bzdetach. Rzecznicy znudzonej tłuszczy byli konkretniejsi. Zarzucali obywateli opisami rzeczywistych i urojonych niedogodności i krzywd z winy Unii dotykających "prostego człowieka" - owego bezosobowego bożka wszelkich populistów. Tamtejsi Maksowie Kolonko mówili jak jest, a głupcy poczuli się ważni i mądrzy. Głupcy wygrali. 

   Obserwowałem przez noc, jak pewne zwycięstwo zmienia się w nieuchronną klęskę i czułem się fatalnie. Oto milion z kawałkiem angolskich prościuchów rozwala swój i mój świat i nawet o tym nie wie. Oto zostały skatalizowane procesy o niekontrolowanej dynamice, co przejdą falą tsunami przez zglobalizowany świat i zmienią mnóstwo rzeczy i to wyłącznie na gorsze. Milion wpędza w nieszczęście miliard. I nie z istotnych powodów, tylko tak dla fanu.

   Tak było zresztą i u nas. Nasza rodzima tłuszcza dała prezydenturę płazowi o kręgosłupie dżdżownicy, bo dobry prezydent Komorowski dał się zakrzyczeć przez przeżartych nienawiścią pisowskich bolszewików. Rozum i w tej sprawie poszedł w kąt, a skutki robią się spektakularne i to nie tylko w lokalnym zakresie. Głupcy zachwycili się swoją siłą.

  Generalnie rozum dostaje wpierdol w całej Europie. Rozum powierzył swoje logiczne racje zawodowej biurokracji, a ta tkając niekończące się kompromisy i wypracowując optymalne rozwiązania zalała Europę dobrobytem i nudą nie do zniesienia. Brukselskie eunuchy w żadnej sprawie nie postąpiły stanowczo. Nigdy nie poszły na zwarcie i nigdy nie wysłały floty na Falklandy. A poczucie europejskiej wspólnoty erodowało, bo ile można było utożsamiać się z całym tym biurokratycznym labiryntem nie do ogarnięcia. 

   Wcale nie jestem przekonany, że coś można było zrobić lepiej. Cały czas mam przed oczyma UE a.d. 1913. Kontynent pokoju, spokoju, dobrobytu i otwartych granic. Tamci Europejczycy rzucili się sobie do gardeł i mordowali się milionami ze śmiesznych powodów. Przegrani wyprodukowali mordercze totalitaryzmy, zatruwające cały świat. A wszystko z powodu nudy. Głupcy potrzebują podniet.

   W piątek 24 czerwca 2016 r. o ósmej rano nie sposób być optymistą.

wtorek, 14 czerwca 2016

    Kto oddaje wolność za bezpieczeństwo, nie będzie miał ani jednego, ani drugiego.

    Ta ponadczasowa prawda sprawdza się zawsze. Hegemon oferuje ochronę w zamian za władzę, a jak już ja ma, to chroni najbardziej swoje cenne życie, a najbardziej się zabezpiecza przed tymi frajerami, co po czasie orientują się, że bali się nie tego, co trzeba.

    Dwie pisowskie ustawy, podsłuchową i antyterrorystyczna trzeba analizować razem. Obie bowiem są objawem tej samej spiskowej paranoi połączonej z chorobliwą, trochę dziecięca ciekawością. Obie są dziełem tych samych smoleńskich obłąkańców, a firmują je Ziobro i Kamiński. Ludzie, których z całą pewnością z czasem posadzimy. Panowie tworzą aparat powszechnej inwigilacji i to inwigilacji poza kontrolą sądu. Inwigilacji poza wszelką kontrolą, bo jej ślady maja być utajniane, lub niszczone. Jasne, że celem maja być polityczni wrogowie, bo skoro zbieranie haków tak pięknie się ostatnio sprawdziło, to totalne zbieranie haków sprawdzi się jeszcze lepiej. Będą więc gromadzić informacje i czekać sposobności na ich użycie. Będą nagrywać opozycję, koderów, dziennikarzy, blogerów, fejsbukowców, twitterowców, siebie nawzajem, a kto wie - może czasem sprawdzą jakiegoś dżihadystę, czy przestępcę. W ich dusznym, paranoicznym świecie to norma. I ciągną do tego piekła nas wszystkich. 

   To nie jest kwestia braku zaufania do tych ludzi. To kwestia spokojnej pewności. Taka jest ich skorpionia natura i tyle.

   A owe zagrożenia? Są takie jak zwykle. Wśród milionów od zawsze lęgną się czuby, co słyszą głosy boga wzywającego do oczyszczających mordów, albo po prostu kochają śmierć i krew. Akurat w Polsce jest ich mniej niż gdzie indziej, choć ostatnio histeria zamachowa zwiększa ryzyko, bo prowokuje naśladowców. Radykalnych islamistów jest garstka.

  Druga sprawa to możliwości. Można sobie wyobrazić służby, które na mocy specjalnych uprawnień łatwiej rozbijają rozbudowane konspiracje. Takie siatki mają słabe punkty, choćby finansowanie, więc wywiady całego świata maja w tej sprawie sukcesy. WTC raczej się nie powtórzy. Dotyczy to w zasadzie tylko terrorystycznej międzynarodówki islamskiej, z racji etnicznych łatwej do śledzenia. Natomiast nie istnieje taki poziom zabezpieczeń, który powstrzyma małe grupy, a tym bardziej samotne wilki. Najlepsze na świecie, będące non stop w ogniu walki służby specjalne świata - izraelici - co chwila kogoś przepuszczają, bo jedyne co można zrobić, to ograniczyć prawdopodobieństwo. Gdy Kamiński obiecuje nam bezpieczeństwo, to łże. Tym bardziej jak robią to Błaszczak z Zielińskim (głupi i głupszy). Organizują Państwo Policyjne i potrzebują dogodnego pretekstu. A jakaś bomba w końcu wybuchnie tak, czy siak. Wszyscy polscy wariaci właśnie rozważają ten znakomity, tak nachalnie podsuwany pomysł.

   Bo to proste. Sieć pełna jest przepisów, a sklepy pełne legalnych komponentów. Owszem, Breivik, czy gość z Orlando mieli łatwiej, bo u nas za kałachem trzeba się nachodzić. Ale prostą bombkę paliwowo - powietrzną przedszkolak zrobi w przedpołudnie. A nasz rodzimy bomber - katolik udowodnił ostatnio, że i bardziej skomplikowane ustroistwa to nic trudnego. Owszem, na trzech jeden wysadzi się sam, jeden (jak to wariat) wszystko pokićka, ale trzeciemu się uda. No i co? No i nic. Nadal obywatelu zejdziesz prędzej stratowany przez wściekłego łosia niż od eksplozji motywowanej politycznie. Tyle tylko, że eksplozja będzie miała lepszą obsługę medialną.

   No ale rozum to nie wszystko. To nie my, Starsi, tak się wyrywamy by oddać naszą wolność w pacht zamordystom. Dorosło pokolenie, które przemysłowe masakry i totalitaryzmy XX wieku zna jedynie ze słyszenia. Dla którego liberalna demokracja to nudna, opresyjna norma i które właśnie tą nudę ma za okropność. Pragnie zmiany, pragnie poczucia wspólnoty, pragnie heroicznych podniet. Pragnie, żeby coś się do cholery działo. Nie tylko u nas. W całej tej nudnej Europie. Nagle marginesy urastają do problemów, a rzeczy naprawdę ważne spychane są na marginesy. Głupcy czekają z nadzieją na przesilenie.

   To już było. Właśnie minęło sto lat, jak bogaci, poukładani i bezpieczni Europejczycy rzucili się sobie do gardeł bez jakichkolwiek istotnych powodów.

06:38, starszy58
Link Komentarze (32) »
niedziela, 05 czerwca 2016

   Jestem budowlańcem. Czynnym. Inżynierem piszącym kosztorysy i prognozującym opłacalność inwestycji. I powiadam wam - to się nie uda.

  Och, oczywiście - coś tam się wybuduje. Politycy, zwłaszcza pisowscy, potrafią olewać sens i logikę za budżetowe pieniądze, zwłaszcza dla efektu propagandowego. Ale jeśli ktoś liczy na przełom i poprawę, to niech zapomni.

  Program Mieszkanie+ zgrubnie ma wyglądać tak - Tworzy się Narodowy (a jakże) Fundusz Mieszkaniowy. Fundusz ten przejmuje będące w posiadaniu państwa grunty nadające się pod zabudowę mieszkaniową (głównie kolejowe). W oparciu o te aktywa fundusz buduje, jak rozumiem część gruntów wykorzystując bezpośrednio, a część zastawiając, lub sprzedając. W efekcie mają powstać mieszkania na wynajem z czynszem 10-20zł/m2. W założeniach pada też liczba 2500 PLN/m2, jako minimalny koszt inwestycji. To tyle. Wynik całych miesięcy ciężkiej, koncepcyjnej roboty.

   Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Rynek (poza Wa-wą) pełen jest ofert w tym przedziale cenowym. Mnóstwo mieszkań stoi pustych, a właściciele przeprowadzają kosztowne remonty, by zwiększyć szansę na znalezienie sensownego klienta. Deweloperzy mieszkań na wynajem nie stawiają z jednego tylko powodu - nie widzą szans na zysk, bo ceny najmu są niskie. Jako tako trzymają się w wielkich aglomeracjach, ale na prowincji to jedna wielka padaczka. Bo wbrew pisowskiej optyce przez ostatnie ćwierć wieku w całej Polsce budowało się na potęgę, a ludzi poza wielkimi miastami ubywało. Ludzie w ministerstwie to wiedzą przecież. Dorzucają więc półgębkiem opcję "przejęcia na własność". O szczegółach ani się nie zająkną, bo wyszłoby wtedy, że to tylko forma spłaty kredytu, może z lekka podrasowana. Oto więc oferta programu Mieszkanie+ dla powiedzmy lublinianina po przejściu do konkretu. Płać 800 miesięcznie za czterdzieści metrów w tanim bloku przy torach, a my po trzydziestu latach przepiszemy na ciebie tytuł własności wraz z pozostałym do spłacenia kredytem hipotecznym. Interes życia.

   Pozostaje Warszawa. Cel exodusu dziesiątków tysięcy młodych i miejsce do życia dla setek tysięcy państwowych i korporacyjnych, dobrze opłacanych urzędników. Tutaj rzeczywiście można zrobić jakąś pokazówkę. Kolej, Wojsko, czy jakieś ministerium pewnie parę wolnych placów ma. Trzeba tylko napisać wywłaszczeniową ustawę, wprowadzić przepisy wykonawcze, wyporządkować księgi wieczyste i budować. No nie, trzeba jeszcze zapewnić finansowanie. Budżet ma nie dać ani złotówki. Można połowę działek zastawić, ale najlepiej sprzedać coś komercyjnie. W międzyczasie można zacząć dystrybucję Książeczek Mieszkaniowych. Dla mieszkańca okolic Mordoru dwadzieścia za metr to rewelacja, więc ustawi się kolejka. Poszukiwani będą ludzie najlepiej spełniający kryteria, by na ich nazwisko taką książeczkę założyć. Premier Szydło zapowiedziała przecież sprawiedliwą społecznie reglamentację. To nawet logiczne. Co to za odtwarzanie realnego socjalizmu bez powrotu do gospodarki niedoboru.

   No dobra, mamy plac, kasę i kolejkę chętnych. Wystarczy teraz ogłosić przetarg na dokumentację, wybrać ofertę (wcześniej powołać odpowiednie komisje), ogłosić przetarg na wykonanie, dać czas jakiemuś prawomyślnemu Generalnemu Wykonawcy na ogarniecie się i przetargu wygranie i ... mamy jesień 2019 roku. Następcy głupotę odkręcają.

   Ale nie całkiem. W międzyczasie Narodowy Fundusz sprzedał przecież za grubą kasę naprawdę dobrą działkę, a kapitalista czasu na pierdoły nie ma i buduje błyskawicznie.

     Jest prawdopodobne, że jedynym efektem programu Mieszkanie+ będzie nowe Centrum Handlowe w okolicach Dworca Zachodniego.



09:05, starszy58
Link Komentarze (24) »
piątek, 20 maja 2016

   Siedziałem  sobie onegdaj w lokalu .N (tak, mamy taki lokal, choć kwestia czynszu robi się paląca) i szczerze planowałem zająć się czymś pożytecznym (i to zaraz po tym, jak przeczytam Internet), gdy do środka wparowała wiekowa obywatelka, dosyć brzydka, ale za to wielka i gruba.

   - Czy wy jesteście zdrajcami Polski?

   -  No pewnie - odpowiedziałem natychmiast, naśladując Smolenia z pamiętnego skeczu o bombkach.

   Robię czasami takie rzeczy prostaczkom. Kobiecina miała wszystko pięknie poukładane. Powinienem zaprzeczyć, a wtedy ona zapytałaby dlaczego w takim razie atakujemy i atakujemy patriotów z PiS, zamiast zrobić coś dla emerytów i rencistów. Przygwoździłyba by mnie wtedy na amen i byłoby co opowiadać sąsiadkom. No niestety. Pozostało tylko oznajmić, że Petru to głupi bankster i wszyscy nas nienawidzą. Ona o tym dobrze wie, bo "ze wszystkimi" rozmawiała w tej sprawie. Odwróciła się dumnie i sobie poszła.

   Prostaczkowie byli od zawsze i od zawsze było ich dużo. Taka jest natura ludzkiego genomu. Od czasu do czasu ktoś wpada na pomysł, by nazwać ich "przodującą klasą robotniczą", albo "suwerenem" i jeżeli robi to sprytnie, dostaje od prostaczków poparcie. Ani razu w historii pisanej nie skończyło się to dobrze, ale nieodmiennie znajdzie się ambitny wodzunio, który tego z braku innych opcji próbuje.

   Niestety władza oparta o prostaczków jest dosyć niestabilna. W istocie gość co popyla na jednokołowcu na linie rozpostartej między wieżowcami jest w porównaniu z taka władzą wzorem stabilności i równowagi. Prostaczkowie od tego są prostaczkami, że widzą sprawy prosto. Orzeł - reszka. Szóstka - mydło. Wróg - swój. Nie widzą złożoności spraw, a władza rzadko kiedy ma do czynienia z innymi sprawami, niż złożone. Osobliwie, gdy kończy się kasa. Wraz z nią ostatecznie kończą się proste rozwiązania, a rozwiązania pokrętne, oparte na kompromisie, prostaczkowie znoszą wyjątkowo źle. Nieodmiennie dotychczasowy idol ląduje w kategorii zdrajców i złodziei, co to rabują to, co się ludowi słusznie należy. Prostaczek wraca wtedy do swojego podstawowego przekonania, że wszyscy kradną. Wodzunio może oczywiście jakiś czas łgać i manipulować, szukać wewnętrznych i zewnętrznych wrogów, ale nawet prostaczkowie nie są aż tak głupi, by wierzyć w ściemę w nieskończoność. Pozostają wtedy wodzowi dwa wyjścia. Wywołać wojnę, oczywiście krótką i zwycięską, albo ustanowić dyktaturę.

   Ale na razie mają prostaczkowie gwiezdny czas. Wykształciuchy z całą tą swoją politpoprawnością zostali oficjalnie skarceni i poniżeni, a legion przydupasów wodza kombinuje, jakby tu swoich wyborców dopieścić. Rozdaje pożyczone w niemieckich bankach pieniądze i kadzi na wyrywki kołtuństwu, buractwu i głupocie. Byłby wieszał wrogów publicznie, ale czasy nie te, choć to skuteczne pijarowo rozwianie przydupasów kusi. Prostaczkowie są na haju. Nic na to chwilowo nie poradzimy. Dilerom muszą skończyć się dragi, a euforię musi zastąpić kac gigant. My sami mamy teraz taką siłę przekonywania, jak cioteczka z Armii Zbawienia, co przekonuje wesołego pijaczka, by powrócił na drogę cnoty. A te nasze podwójnie złożone zdania, te wszystkie "gdyby, potencjalnie i jeżeli" to dla prostaczków obcy, kompletnie niezrozumiały język.

   Czasami trudno zrozumieć, dlaczego na końcu zawsze wygrywa demokracja. Ale wygrywa. W interesie prostaczków przede wszystkim.



11:02, starszy58
Link Komentarze (38) »
niedziela, 15 maja 2016

   Spotkanie było liczne, chociaż zamknięte. Poszliśmy jako delegacja .Nowoczesnej, bo to jednak znaczące wydarzenie. Okazało się, że mamy zarezerwowane miejsca w pierwszym, wipowskim rzędzie, który jednakowoż był pusty, bo z PO i PSL nikt się nie pofatygował. Obsiedli go w efekcie ludzie z aparatami fotograficznymi.

   Tematem przewodnim była edukacja społeczna, czyli mówiąc ściśle, jak przekonać młodych.

   Bo wiemy jak jest. KOD wziął się z naszego pokoleniowego doświadczenia. Wpadliśmy w panikę, bo poczuliśmy znany nam smród powracającego realnego socjalizmu. Splot okoliczności utorował drogę pisowskiemu bolszewizmowi w narodowej odmianie, a świat wszechogarniającej reglamentacji byłby już teraz dla nas nie do zniesienia. Młodzi takich doświadczeń nie mają. Więc pierwsze demonstracje KOD-u wyglądały jak wyglądały. Teraz to się zmienia, ale to bardziej zasługa pisowskiego wzmożenia, niż jakiejś opozycyjnej  taktyki.

  Debatowali więc na temat ofensywy na "grupę 30-" szacowni profesorowie i pedagodzy obu płci, co miało w sobie element komiczny. Bowiem przynudzali i ględzili tak niemożebnie, że sam (mimo że też niemłody) z lekka przysypiałem. Próba dotarcia w ten sposób do internetowego pokolenia to czysty Monty Python. Sorki drodzy nauczyciele wszelkich szczebli, ale się do tego nie nadajecie. Za dużo wykładacie, za mało słuchacie. Konieczność zapełnienia 45 minut zabiła w was zwięzłość, a nieznośne poczucie wyższości zabija rozmowę rozumianą jako dyskusję równych.

   No to wstałem i powiedziałem coś takiego, co spotkało się z umiarkowaną akceptacją Kijowskiego i zebranych. My, blogerzy, wiemy. Sto słów więcej ponad trzysta, stu czytelników mniej. A już powtarzanie tego samego po dwa razy wywala bloga z rankingu. Do tych dobrych ludzi reguła ta nie dotarła i kto wie czy dotrze kiedykolwiek.

  Kijowski się o godzinę spóźnił, ale teraz wszyscy do nas się spóźniają, łącznie z nami samymi, a to z uwagi na komunikacyjny Armagedon. Spotkanie na żywo daje dużo lepszy obraz człowieka, niż montowane wstawki z TV i muszę powiedzieć, że byłem pod wrażeniem. Jak na zgryźliwego cynika to niemało. Gość ma talent retoryczny, naturalną koncyliacyjność i wyprany jest (może do przesady) z agresji. No i myśli jasno. Koncepcja politycznej apolityczności KOD-u, obecnie jedynie możliwa, zasadza się na zachęcaniu Kodersów do wstępowania do tych partii politycznych, które akceptują kodowską rekomendację, podobnie jak akceptuje się rekomendację powiedzmy OSP. Ma to sens, bo Wielka Koalicja to numer na raz. Nieuchronnie rozwalą ją sprzeczności światopoglądowe i programowe, więc może być zawiązana na krótko i w stanie wyższej konieczności. Owszem, stan wyższej konieczności mamy, ale trzeba myśleć, co będzie później. Sam Kijowski to kandydat na prezydenta raczej, niż na premiera, ale nie sądzę, by starał się kiedykolwiek o jakieś stanowisko wybieralne. To naturalny przywódca - wybierany przez aklamację.

   Oczywiście w praktyce wygląda to tak - Wybierz sobie Kodowiczu dowolną partię, pod warunkiem, że będzie to .Nowoczesna. Albo wiarygodna formacja socjaldemokratyczna o ile powstanie. Nie słyszałem nawet o jednym przypadku wybierania się do PO, czy PSL. "Razem" się wymiksowało, a K15 i PiS to formacje wrogie. Reszta się nie liczy.

   Nikt tu nie ma złudzeń. Będzie ciężko i raczej gorzej niż lepiej. Czeka nas rozpaczliwa próba zablokowania zmiany ordynacji wyborczej na propisowską, co zapowiada epickie boje. Agresja neofaszystów rośnie wraz z naszymi sukcesami i zaczyna się im roić krwawa rozprawa ze "zdrajcami", Obłąkańcy w rządzie stają się bardziej obłąkani, a służalcze prymitywy jeszcze bardziej służalcze i prymitywne. Nic to.

    Konstytucja RP wskoczyła na czwarte miejsce na liście bestsellerów Empiku. Obywatele się budzą.



09:27, starszy58
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
NAPISZ DO MNIE
Email me