wtorek, 08 maja 2018

 

11 maja ma być marsz w Warszawie, o czym nie myślę z ekscytacją. Marsz ma mizerny oddźwięk w socjal mediach, co jest widomym znakiem mizernej frekwencji. No owszem, aparaty partyjno - kodowskie mogą ściągnąć kilkanaście tysięcy ludzi. Ale od dawna już o to nie chodzi. Znaczenie miałyby (niewielkie) kilkusettysięczne demonstracje. Ale coś takiego musiałoby być wsparte wewnętrznym przekonaniem obywateli, że to ma sens. Nawet ja nie mam takiego przekonania. Podobnie mam za groteskowe platformerskie wota nieufności. Sorki, ale zapotrzebowanie na działania symboliczne cokolwiek się wyczerpało. Za to urosło zapotrzebowanie na działania znaczące. Nastał czas posła Brejzy.

Ja to znam. W osiemdziesiątym drugim szarpaliśmy się w demonstracjach (mija rocznica ostrych starć z ZOMO 3 maja w Lublinie), powstawały konspiracje (większość operetkowych, ale niektóre poważne), a tysiące podbudowywały swą odruchową niechęć do real-socjalizmu liberalno-demokratyczną teorią. Nie minęło trzy lata, a zostało tylko to trzecie. Konspiracje rozsypały się bardziej same z siebie, niż pod niemrawym naciskiem ubecji, a na manifestacje nikt nie chodził. Czy to znaczyło, że czerwony wygrał? Nie. Znaczyło to tyle, że ludzie w swej masie są racjonalni. Odpuszczają działania beznadziejne. W czerwcu 1989 r. znowu się skrzyknęliśmy. I wykorzystaliśmy realną szansę.

Podobnie jak wtedy władza czerwonych, eroduje obecnie narodowo - socjalistyczna władza pisowska. Realpolityk odpycha od prezesa radykalne skrzydła, zawiedzeni prostaczkowie stracili nadzieję, że akurat pisowcy nie będą pazerni, a pisowski aparat degeneruje się dziwnie łatwo. I teraz to antypisowska emocja zyskuje teoretyczną - liberalno demokratyczną podbudowę. Ale teraz mamy lepiej. Wiemy, kiedy będą wybory.

Mamy też gorzej. Wtedy mieliśmy liderów. Wiarygodnych, utwardzonych w bojach i jednocześnie realistycznych, bo spragnionych sukcesu. Teraz mamy Schetynę. Gościa, którego mam ochotę kopnąć, za każdym razem, gdy go słucham. Reinkarnację powiatowego działacza ZMS.

Stąd tytułowe poczucie niemocy i beznadziei. 

Ktoś musi to wyjście Polski z pisowskiego bagna zorganizować. Ktoś musi antypisowskie głosy zebrać w jedna pięść. I ktoś musi zwycięstwo wykorzystać do zablokowania ewentualnej recydywy. Trudna sprawa.



11:41, starszy58
Link Komentarze (14) »
niedziela, 25 marca 2018

   W piątek rano zadzwoniła do mnie jedna demonstrantka. Chciała się skonsultować w sprawie treści hasła na malowanym plakacie. Nie dogadaliśmy się. Moje propozycje zostały uznane za zbyt łagodne i wręcz kapitulanckie. Jej propozycje były z kolei nie do przyjęcia dla mnie z powodu obsceniczności i okrucieństwa. A to taka łagodna hipiska była.

   Pamiętam kobiety z pierwszego Czarnego Marszu. Policzyły się i były w euforii. Wygrały i poczuły siłę. Spodziewały się przełomu, spodziewały się politycznego przesilenia. Nic takiego nie nastąpiło. Przeciwnik się tylko przyczaił i czekał sposobności. I teraz tamtych radosnych i pewnych siebie kobiet nie ma. Są nieufne i wściekłe wojowniczki. Myślicie, że moja demonstrantka ucieszyła się z niewątpliwego sukcesu frekwencyjnego marszu? Niespecjalnie. Ona już nie musi szukać siły w masie. Martwiła się, że dranie z Nowogrodzkiej uciekły, a ona z koleżankami chciała z tymi fajfusami pogadać w cztery oczy. Na wszelki wypadek nie wnikam, jak to miałoby wyglądać. Wolę zasłaniać się niewiedzą w trakcie przesłuchania.

   Ja - spokojny i koncyliacyjny człowiek - mimo wszystko jestem z tymi wariatkami. Raz, że mają rację. Dwa - alternatywa to przeczące rozumowi szambo. Zastarzały fanatyzm prolajferów stracił bowiem wszelkie hamulce. Chcą wsadzać do więzień, golić głowy i zabijać liderki. Ich plugawy język - w gruncie rzeczy monotonny i nieporadny (bo to matołki są) - doszedł do granicy plugastwa i tam pozostał. Nie wiedzieć czemu prolajferzy uważają, że przeciwniczek jest garstka, a oni maja większość i wynikającą z większości rację. Moralną ma się rozumieć. Oczywiście i fanatyzm ma swoje granice. Gdy coś się niechcianego prolajferce, lub jej córce przydarzy, biorą urlop od prolajferstwa i jadą na Słowację. Lub do Niemiec. Finansuje tata - katolik.

   A wszystko to w sosie miłosierdzia bożego i szlachetnej obrony życia.

   Najgorzej w tym wszystkim wypadają symetryści. Lepiej niech siedzą cicho, bo solidarnie dostaną wpierdol od obu stron. Kompromis umarł. Chce go tylko garstka prominentnych pisowców, rozpaczliwie poszukujących drogi ucieczki z pułapki, którą sami na siebie zastawili. Prolajferzy kolejnego zawodu nie zniosą. W pięć minut zmontują fanatyczną, podprogową kanapę i kilkaset tysięcy głosów pisowi przepadnie. Z drugiej strony jest jeszcze gorzej. W oparciu o Czarny Marsz odbudowuje się lewica i generalnie opozycja. A analogie historyczne są nieciekawe. Hiszpania, Irlandia, Quebec - katolickie enklawy, które w dramatyczny sposób przestały być katolickie. Polska stoi w kolejce i to PiS ją tam postawił.

   A Kościół Katolicki naprawdę oberwał. "CHWD Biskupom" - czy dwa lata temu ktoś by odważył się maszerować pod takim banerem? Teraz to hasło lajtowe. Antyklerykalizm się nawarstwił i eksplodował. Kto wie na ile procent może liczyć następny Palikot.

  Wyrastają nowe liderki, krzepną struktury. W małym miasteczku wychodzi samotnie na rynek kobieta z czarnomarszowym hasłem. Następnego dnia zostaje okrzyknięta bohaterką i wzięta na sztandary. Jeszcze rok temu... Tak zaczynają się rewolucje.

   Ja jednak zamiast rewolucji wolę wygrane wybory.



16:37, starszy58
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 05 marca 2018

Jestem niedzielnym kucharzem. Odkąd pamiętam robię niedzielne obiady. Dzieci wyjechały i niespecjalnie jest komu, ale lubię to. Takie hobby. Zakupy na te obiady robię z reguły w sobotę. wracając z budowy. W jakimś supermarkecie, co akurat jest po drodze. Tyle, że życie to życie. Wieczorkiem okazuje się czego brakuje, bo się nie pomyślało, a jeszcze późniejszym wieczorkiem wpadają do głowy jeszcze bardziej znakomite pomysły na menu.
    No więc idę do tego Groszka w niedzielę rano. Jest drogo, więc szlag trafia supermarketowe oszczędności, i do tego wyprzedaż niedzielnych remanentów po okazyjnych cenach wypycha mi torbę różnymi niepotrzebnymi towarami. Ale to też lubię, bo panie mnie znają i zawsze to miło pogadać.
    Byłem i dzisiaj. Akurat trafiłem na antypisowski wiec załogi. Paniom w związku z niedzielną ustawą zaproponowano pracę w soboty do jakichś idiotycznie późnych godzin nocnych i jeszcze bardziej idiotyczne otwarcie świtaniem sklepu w poniedziałek. Wszystko po to, by zrekompensować finansowo utratę znakomicie płatnych dyżurów niedzielnych. Te niedziele pracujące były traktowane przez załogę jak dobro rzadkie. Kobiety ustalały harmonogramy i pilnowały kolejki, byle przypadkiem którejś nie udało się pracować jedną niedzielę więcej.
    Panie były nastawione bojowo. Kierowniczka (jednoosobowego) stoiska mięsnego ostrzyła nóż i zapowiadała, że obetnie nim przyrodzenie pierwszego debilnego pisowca, który na ich antypisowskim terytorium się pojawi. Zapewniłem natychmiast, że ja absolutnie pisowcem nie jestem i pracujące niedziele jak najbardziej popieram. Przez delikatność nie przypomniałem zbuntowanej załodze jak to w kampanii obwiesiła sklep pisowskimi plakatami i nie pozwoliła nawet na najmniejszą ulotkę innych opcji. 
   Ja takich rzeczy nie przeceniam. Każda władza się wypala i każda władza naraża sie coraz to innej grupie społecznej, czy zawodowej. Ale co innego narazić się ciamciaramciowatym inteligentom, co to ważą racje, badają aspekty i dzielą włos na czworo, a co innego uderzyć po kieszeni wściekłe harpie.
    Sprawa ma swoją dynamike i jeszcze o niej usłyszymy. Na razie wygląda na to, że prezes siedzi sobie na skrzynce, do której akolici co i raz wkładają sztabkę wzbogaconego uranu i przekonują, że to cenny kruszec jest. O masie krytycznej i reakcji łańcuchowej jakby nie słyszeli. 
    A parchy i liszaje od choroby popromiennej zwalają na knowania wrogów.



16:56, starszy58
Link Komentarze (60) »
niedziela, 25 lutego 2018

Śniegu prawie nie ma, a w nocy minus dwadzieścia. Źle dla zimujących w glebie robaczków, dobrze dla tych, co tego całego bzykania i pełzania nie lubią. Źle też dla krów. Ta piękna zielona wiosenna trawa jest dla muciek zbyt sterylna. Brakuje w niej białka, więc zdesperowane krasule polują na myszy, nornice i nieostrożne małe pieski. Mówiłem to jamnikowi Kacprowi, ale jamniki są uparte i się nie słuchają. No to się doigrał. Nie żeby krowa go zjadła. Zwyczajnie poleciał na siódmą ulicę za panną, w wyniku czego spędził trzy dni w schronisku i wrócił straumatyzowany. Nieostrożność jak nic. 
Gdzieś tak rok temu miałem zwarcie z synem znajomej, ideowym zwolennikiem dobrej zmiany i wstawania z kolan. Wtedy dociskany wyszedł, mamroląc pod nosem niepochlebne uwagi o starych komuchach i lewakach. Ku mojemu zdumieniu teraz zadzwonił. Pytał się, czy w tej szkockiej restauracji, gdzie bratanica jest szefem kuchni nie potrzebują kogoś na zmywak. Widać Dobra Zmiana okazała się przesadnie dobrozmienna. Ja takich ludzi rozumiem. Z jednej strony trudno połamać sobie kręgosłup i wyrzec się przekonań, z drugiej strony rzeczywistość skrzeczy. Budują więc konstrukcje z logicznych wygibasów, by samousprawiedliwienia brzmiały choć trochę wiarygodnie. Szukają spisków i wrogów. Czasami (rzadko) robią zwrot o 180 stopni. Czasami popadają w stupor. Czasami uciekają. 
Ale zwykły pisowski ćwok nigdzie nie pojedzie. Póki co kupuje partyjną narracje o wrogach i zdrajcach, wierzy w sondaże i czeka na zdobycie przez prezesa większości konstytucyjnej, bo dopiero wtedy ukręci się łeb Totalnej Targowicy i lewactwu i dopiero wtedy zapanuje katolicka homogeniczna szczęśliwość. Wizerunkowej katastrofy koszmarnych rozmiarów głupek nie ogarnia. rozbija ją na części i tak zatomizowana tłumaczy a to wrogością Żydów, interesami Niemiec, podłością Francji i Ukrainy i nade wszystko draństwem Brukseli. Wygląda to wtedy jakoś racjonalniej. Pojęcie Wielkiej Kumulacji, negatywnej synergii, redundancji to za dużo jak na proste umysły. Ot pojedzie Morawiecki do wszystkich po kolei i im wytłumaczy jak bardzo się mylą i jakimi są draniami. 
W sprawie tej Zimy i tego Mrozu niewiele możemy już zrobić. Tam na świecie przestali kupować tłumaczenia światłych Polaków, że to tylko PiS. Wypadek przy pracy. Byle do wyborów. Bo nie przysięgniemy, że PiS (lub pochodna) znów nie wygra. Bo nie uda się stłamsić znów antysemickiej tłuszczy politpoprawnością, a demon ani myśli wracać do butelki. Tam na świecie nie są głupi. Założę się że zagraniczne boty czeszą polskie fora w poszukiwaniu fraz i słów znaczących i to co im wychodzi jest niefajne. Jest tylko kwestią czasu, by odbiło się to w praktyce. To jest do zniesienia. Życie w dusznej dyktaturze ciemniaków do zniesienia nie jest. 
To miejsce na zmywaku raczej zarezerwuję dla siebie.

09:43, starszy58
Link Komentarze (23) »
piątek, 02 lutego 2018

    To trudny tekst. Palce opadają na klawisze dwa razy wolniej niż zwykle.

     Przeczytałem właśnie "Miasta Śmierci" M. Tryczyka. Książkę w swej beznamiętności ciężką jak kamień. Fakty, fakty, fakty i drobiazgowe wystrzeganie się publicystycznego tonu.

     Po wejściu wermachtu do sowieckiej strefy okupacyjnej w 1941 r. Niemcy nie od razu powołali swoją administrację. Spontanicznie powstały rady, straże i milicje polskie. I zaczęły czynić sprawiedliwość. Sowieccy kolaboranci trafiali pod mur. Polacy pojedynczo, Żydzi z całymi rodzinami. I powoli odpowiedzialność zmieniła się w odpowiedzialność zbiorową. W nocy polskie bandy napadały, zabijały i rabowały. W dzień wszystko wyglądało jak zwykle. Mordercy przyzwyczajali się do mordów. W końcu w co najmniej kilkunastu miejscowościach Podlasia doszło do mordów i rabunków masowych. W dzień. Przed wojną te tereny należały politycznie do ONR. Do bestialstwa podjudziła prostaczków polska inteligencja. Lekarz, aptekarz, urzędnik. Ksiądz. Niemcy to organizowali? Na pewno nie w 1941 r. Na tych terenach stacjonował Wermacht. Były przypadki, że Żydzi kupowali u Niemców ochronę przed Polakami. To wszystko jest w dokumentach. Po wojnie odbyły się procesy. Nowość polega na zgromadzeniu dokumentów w jednym miejscu i pokazaniu skali.

    A ja wiem więcej. Mieszkam tu. Znam tych ludzi. Pracowałem z nimi i piłem z nimi wódkę. Na weselach, imieninach, czy zwykłych budowlanych popijawach czarownica gorzałka czasami wyciągała z ludzi to, co schowane najgłębiej. Dochodziło do Strasznych Rozmów.

   Ci co mówili, przed żadnymi sądami nie stawali. Procesy w sprawie mordów na Żydach nie były raczej normą. Młodsi opowiadali o ojcach, starsi o sobie. Wcale to nie była ekspiacja i żal. Przechwalali się, ile kto ukradł żydowskich pierzyn. Półgębkiem wspominali o gwałtach bo to dla katolika trochę wstydliwe. O mordach i denuncjacjach mówili otwarcie z zastrzeżeniem, że to znajomy kuzyna zrobił. Ale zrobił dobrze. 

    A ja wtedy milczałem. Raz, że obowiązywała pijacka omerta. Dwa - niby komy można było o tym opowiedzieć. Trzy - naprawdę uważałem, że lepiej by akurat ta pamięć zdechła. To nie były proste sprawy, ani jednoznaczne. A martwi to martwi. Nie ma ich, podobnie jak nie ma boga.

   Tyle, że z grobu powstały upiory. Nazistowskie ścierwa z ONR znowu zaczynają panoszyć się w naszym kraju. Łżą o własnej bezwinie i łżą o bezwzględnej winie innych. Kłamcy i zdrajcy oskarżają o kłamstwo i zdradę ofiary. A narodowosocjalistyczny PiS młodych nazioli wspiera i po cichu im kibicuje. Naziolskie szamba powszechnie wybijają na forach. Inkryminowany artykuł wiadomej ustawy oddaje prawdę o tamtych latach w ręce pisowskiego prokuratora.

   Mamy rok 1937.



12:49, starszy58
Link Komentarze (62) »
wtorek, 30 stycznia 2018

   A właściwie obrzydzenie. Zajrzałem z przyzwyczajenia na Salon 24 i dopadł mnie odruch wymiotny. Wszelkie nazistowskie i antysemickie robactwo pisowskie poczuło swój czas. Jak oni się na niesprawiedliwość świata oburzają, jak po tych łajdackich izraelitach jadą, jakie zbrodnie wytykają. Można by pomyśleć, że to Żydzi w wojnę masowo mordowali Polaków, a jeśli nawet nie, to i tak zasłużyli na śmierć przez swoje łajdactwa. Zdania "Hitler dobrą robotę robił" unikają (przynajmniej na piśmie), ale w swoim naziolskim gronie jak najbardziej są za.

   Polski antysemita prymitywny mówi, że wszystko bez te żydy, bo kradno i Jezusa (naturalnie Polaka) zabiły i jest to przynajmniej jasne postawienie sprawy. Antysemita wyrafinowany zaczyna od tego, że żadnym antysemitą nie jest, ma wręcz przyjaciół Żydów, tyle że w imię prawdy i sprawiedliwości Żydzi powinni przeprosić za: i tu następuje długa lista - pracowicie spamiętana - ludzi pochodzenia żydowskiego, którzy się antysemicie narazili. Noż kurwa, może i ja mam jakichś przyjaciół Żydów, tylko nigdy nie wpadło mi do głowy by się zapytać. Leśmian i Tuwim byli ze starozakonnych? I tak w nich jest dziesięć razy tyle polskości, co w przeciętnym pisowcu. Nie mówiąc już o Kukizie. 

   Trochę ponad dwa lata potrzebowali pisowcy by zmienić normalny kraj w wyrzutka i pośmiewisko świata. Amerykanie jeszcze z nami gadają? Gadają i z Saudami i z Erdoganem. Na zasadzie - kurwie syny, ale nasze kurwie syny.

    A teraz przetestuję nową ustawę. Znam doskonale podlubelską wieś. Latami pracowałem z tymi ludźmi. Znakomita większość kmiotków to zaciekli antysemici od pokoleń. Za okupacji masowo denuncjowali żydowskich sąsiadów i okradali ich domy. Milczą o tym na trzeźwo, ale gadają po pijaku. Nieliczni sprawiedliwi bardziej bali się Polaków niż Niemców. I długo po wojnie bali się sąsiadom przyznać do swojego odruchu człowieczeństwa. Wielu na wszelki wypadek milczy do dziś. 

    Tak - oskarżam Polaków o współudział w holokauście i wiem co mówię. A więc do roboty chujowy pisowski prokuratorze. Wykorzystaj uchwaloną przez kolesi ustawę. Czekam.



09:42, starszy58
Link Komentarze (18) »
środa, 24 stycznia 2018

    Miasto wojewódzkie. Siedziba regionu. Setka działaczy Nowoczesnej, z tego połowa aktywnych nie tylko okazyjnie. Tak było. Wczoraj na ważne spotkanie przyszło dziesięć osób. Niektórzy z nieobecnych ogłosili swoje odejście w sieci. Większość nie zawracała sobie głowy. Pytani odpowiadali - mnie to już nie interesuje. Tak w mowie poprawnych politycznie inteligentów brzmi - "odpierdolcie się ode mnie kretyni". 

    Działaczy .N nie można w żadnym razie oskarżyć o koniunkturalizm. Robili coś bez pieniędzy i bez nadziei na karierę w dającej się przewidzieć przyszłości. Rozsądni liberałowie z poczuciem obowiązku. Implozja nie nastąpiła też z powodów światopoglądowych. Odeszli ludzie wszelkich opcji. Katalizatorem katastrofy była głupota. 

   Nowoczesną rozwaliło jej parlamentarne przedstawicielstwo. Co sobie myśleli ci narcystyczni durnie trudno powiedzieć. Trudno też zgadnąć co jeszcze nawywijają. Jak się publicznie pożrą i na ile frakcji się podzielą. W jakich jeszcze głosowaniach dadzą dupy. A przecież nie byli głupcami jak tam szli. Okazali się tylko słabi. Wielki świat ich zjadł.

   Podobna stypa trwa w PO. tyle, że mają lepiej, bo skorupa etatów i synekur maskuje wewnętrzną pustkę. Jednak i tam zbuntowała się młodzieżówka, choćby dlatego, że w wysychającym bajorku starzy działacze bezczelnie się rozpychają. Mniejsza zresztą o aktywistów. Ostatecznie chodzi o głosy. A tu jest tak, że elektorat ma dosyć partyjnych szyldów. Jest takie badanie, w którym Zjednoczoną Opozycję pod przywództwem Schetyny i PO akceptuje 7%, a pod przywództwem .N 4%. Znakomita większość chce nowej siły. Trudno się dziwić. Ile można znosić nieustającą żenadę. Potwierdza to też seria lokalnych przedterminowych wyborów. Wygrywają je niepartyjne komitety i nowi liderzy. PiS przegrywa, ale opozycja też wychodzi gówniano.

   I teraz jest tak. Działacze o potencjale krajowym nie rodzą się na kamieniu. I nie przyniosą ich aniołowie. Oni siedzą sobie w opozycyjnych partiach jako drugi rzut i myślą. Widzą konieczność, ale boją. Nowa struktura może powstać jedynie na trupie starych. I musi powstać bez pieniędzy i etatów. Czasem się udaje, ale w znakomitej większości przypadków nie.

    A konieczność narasta. Pisowski narodowy socjalizm płynie na fali światowej koniunktury, a opozycja czyści mu przedpole. Padają demokratyczne bezpieczniki, a członkostwo w UE jest bez żartów zagrożone. Narasta zaduch. Typowy, gdy trafiłeś do czarnej dupy i zaczynasz się w niej urządzać.

   Smuta.



    

10:54, starszy58
Link Komentarze (33) »
piątek, 12 stycznia 2018

   Nie wierzę, że to był diabelski plan prezesa. Ale z pewnością był to diabelski fart. Oto nadużywane pojęcie "samozaoranie" znalazło spektakularne odzwierciedlenie w rzeczywistości.

   Ja nawet z początku możliwych efektów środowego głosowania nie doceniłem. My technokraci tak mamy. Skoro projekt Nowackiej i tak by upadł, to czyż robi różnicę, że upadł wcześniej? Otóż robi cholerną różnicę. Wolontariusze obojga płci, którzy zbierali - często z poświęceniem - podpisy pod projektem liberalizującym, to w dużej części lokalni działacze PO i .N. Ich akcja miała poparcie partyjnych central, a zaangażowanie było niekłamane. Teraz ci ludzie są w szoku. Raczej dla bossów z Wa-wy nie kiwną więcej palcem. A na kobiecych manifestacjach partyjni działacze z centrali nie doznają miłego przyjęcia. Lepiej zresztą, by dali sobie spokój z udziałem.

   Mniejsza o Platformę. Degrengolada tej partii pod Schetyną to i tak proces ciągły i nieunikniony. W naprawdę tragicznej sytuacji jest Nowoczesna. Wspomnianym diabelskim fartem prezesa zabrakło ośmiu głosów. Czyli sama .N mogła projekt przepchnąć do dalszego procedowania. Nie ma na kogo zwalić. A to .N wisi na głosach liberalnej obyczajowo młodzieży. To jasne deklaracje posłanek Pihowicz i Wielgus wyciągnęły Nowoczesną spod 5%-go progu po maderskiej klęsce. A teraz odbieram telefony o wycofaniu ostatecznym głosu i o anulowaniu w banku stałego polecenia przelewu. Nowoczesna jest bliska zejścia. 

   Lista hańby w .N liczy dziewięć osób (Dolniak miała dobry powód nieobecności). Z tej listy znam Meysztowicza i Wróblewską. Kornelii daruję. Nie dość, że jest idiotką, to jeszcze młodą mamą i absolwentką teologii. Ale kto wie, czy czynnie nie wyładuję frustracji na Meysztowiczu - nadpobudliwym konusie. Lepiej niech omija Lublin.

   Lubię myśleć pozytywnie. Taka wtopa może być katalizatorem przemiany. Istnieje grupa młodych działaczy, będących w stanie dogadać się i stworzyć funkcjonalny front antypisowski. Dotąd nie wierzyli w sukces. Ale gdy nie ma się nic do stracenia, łatwiej o odwagę.

   Tytuł wpisu pochodzi z anonimowego komentarza. "Polska to jedyny kraj, gdzie zamiast rządu upada opozycja".



09:23, starszy58
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 08 stycznia 2018

    Powieszczę sobie trochę. W końcu jakaś rekonstrukcja będzie. Idzie ciężko, bo ponad dwa lata temu Kaczyński wybrał najlepszych ludzi i teraz musi ich wymienić na gorszych. Przy czyn kryterium "najlepszości" to przydatność do przeprowadzenia narodowo - socjalistycznej rewolucji, a nie jakieś tam cechy osobowe. Tyle że gościu nie może żyć bez permanentnej ruchawki, bo logika nakazywałaby pozostawić wszystko po staremu. No i teraz tak - strzelba wisi na ścianie od września, więc wypali. Będzie to jak strzał z pistoletu startowego. W blokach stoją bowiem dwie albo nawet trzy potężne frakcje, które tylko czekają, by rzucić się sobie do gardeł i wzajemnie pozagryzać. W pisowskim garnku wrze.

    Na razie pudełko z ministrami Schrodingera jest zamknięte. Strony jeszcze nie wiedzą, który żyje, a który umarł. Strony mają swoje nadzieje i preferencje, ale na razie siedzą w miarę cicho. Macierewicz, Szyszko, Waszczykowski, Radziwiłł, Streżyńska niby są, ale też ich nie ma. Jeszcze można liczyć na pomyślne - takie lub inne rozwiązanie. No ale zaraz Morawiecki wyjdzie i ogłosi.

    Prawdopodobnie ogłosi przede wszystkim własne ubezwłasnowolnienie. Kolejny autorski rząd prezesa nie będzie w żadnym razie rządem jego marzeń. Na co wściekną się reformatorzy (puławianie). Jednak w jednym, lub drugim przypadku, prezes pójdzie nowemu premierowi na rękę i może jakiegoś zakonnika PC usunie. A to będzie kamień obrazy dla prawowiernych pisowców (natolińczyków). Jedni i drudzy obrzucą się obelgami za pośrednictwem zaprzyjaźnionych mediów i sieciowców, a potem zaczną knuć.

   Dla porządku dodajmy, że głos opozycji będzie w tej walce kompletnie bez znaczenia.

    Oni wierzą w CBOS. Oni chcą wzmożenia (każdy innego). Oni pragną się wreszcie urwać ze smyczy prezesowi, bo stary dziad zdziecinniał i tylko przeszkadza. Oni nie są zbyt bystrzy, ale za to zacietrzewieni i przekonani o własnych racjach. Prominentna pisowska blogerka z salonu24 eska, zwana cesarzową (teraz jakby dysydentka) powiada - "kupujcie duży popcorn i siadajcie wygodnie"

    No ale gdzie tu wieszczenie? - zapytacie. Powyższe specjalnej prekognicji nie wymaga. To prawda. Elementem ponadnaturalnym jest jedynie sen który miałem. We śnie Kaczyński spotyka się z Sośnierzem, a ten stawia warunki i jest arogancki. Prezes jest oburzony. Radziwiłł musi odejść, a kandydatów na politycznego samobójcę ani widu, ani słychu. Chyba że całkiem śmieszni...



09:48, starszy58
Link Komentarze (10) »
czwartek, 21 grudnia 2017

     W swojej misji poznania przeciwnika (przyznaję, że to też lekko chorobliwa fascynacja obłędem) wszedłem na Salon 24, by się dowiedzieć, co też pisowski lud sądzi o siódmym artykule. Generalnie lud się cieszy. No to pokazali nasi faka tym brukselskim okupantom. A już prezydent to w ogóle... Normalny bohater. Oczywiście, my z żadnej Europy nie wychodzimy. My tych dzikusów cywilizować będziem w duchu chrześcijańskim oczywiście. A jak nie docenią to Trójmorze! To wszystko to opinie nie zawodowców od Szefernakera (czy jak mu tam), tylko autentyczne wzmożenie u prostaczków i obłąkańców. 

   Łyknęli ściemę pisowską z dobrodziejstwem inwentarza i łącznie z najbardziej absurdalnymi szczegółami.

   Jest i akcent komiczny. Szydlarze, czyli ci co się najbardziej oburzyli na Nieoczekiwaną Zmianę Miejsc, twierdzą z całą powagą, że to wszystko wina tego ciamciaka Morawieckiego, bo eurokraci się premier Beaty Wielkiej bali i by się nie ośmielili na złość jej robić. Przyznaję, że wizja przerażonych brukselczyków spowodowała u mnie napad głupawego chichotu. Choć prawdą jest, że ta kobieta może przerazić zbyt wysublimowanych estetów samym swoim wyglądem.

   Tymczasem marsz Dobrej Zmiany w kierunku narodowego socjalizmu ma kolejne aspekty praktyczne. Zbigniew Zero urządził łapankę na propisowskich sędziów. Kogo złapie, to zaraz prezesem mianuje. Jedną kobiecinę mianował zaraz po tym jak zaliczyła wreszcie podejście do egzaminu sędziowskiego. Bodaj pięćdziesiąte. W niepamięć idą też różne nagany i upomnienia. Dla nas może to śmierdzieć desperacją. Dla dobrozmianowców pachnie skutecznością i prymatem dobra wyższego. 

    Kolejny ponury grudzień. W nocy z dwunastego na trzynastego powołano Rząd Ocalenia Narodowego. Rząd ma za zadanie uchronić kraj przed zachodnimi miazmatami. Głupcy się cieszą, oportuniści zgłaszają gotowość współpracy, naziści triumfują. A my patrzymy jak praca i mozół ostatnich lat idzie w niwecz. Ale czy ktoś się cieszy, czy smuci znaczenia nie ma. Wszyscyśmy karpie przed wigilią. A tych o uczucia nikt nie pyta. Oberwą tak, czy siak.



04:16, starszy58
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
NAPISZ DO MNIE
Email me